
Pan Sławek ze „Studia Opinii” nie zwalnia. Jeszcze niedawno uczył ludzkość, że jeśli chce się dostać od sztucznej inteligencji dobrą odpowiedź, warto zadać jej dobre pytanie. Było to odkrycie na miarę stwierdzenia, że jeżeli człowiek chce trafić do Krakowa, dobrze byłoby powiedzieć kierowcy, że jedzie do Krakowa. Teraz jednak okres elementarza najwyraźniej się skończył. Pan Sławek przeszedł do etapu cywilizacyjnego.
W najnowszym tekście, zatytułowanym „Sztuczna inteligencja – pomocnik, narzędzie wpływu czy nowa gorączka złota?”, bierze już na warsztat kapitalizm, naukę, energetykę, deepfake’i, politykę, oszustwa, komputery kwantowe, syntezę termojądrową, Chiny, rynek pracy, finansowanie badań, bezpieczeństwo ludzkości i przyszłość samodzielnego myślenia. Wszystko w dziesięć minut czytania.
To jest właśnie ten rodzaj intelektualnej wydajności, przy którym uniwersytety zaczynają wyglądać na przedsiębiorstwa prowadzone wyjątkowo niegospodarnie.
Sam tekst można przeczytać tutaj: Sławek: „Sztuczna inteligencja – pomocnik, narzędzie wpływu czy nowa gorączka złota?”.
Pan Sławek nie występuje jednak sam. Tym razem przyprowadził autorytet.
Jest nim Narciarz2.
Narciarz2, jak dowiadujemy się z tekstu, pisze „z perspektywy obserwatora amerykańskiej nauki, jej finansowania, politycznych nacisków i atmosfery wokół AI”. To zdanie spełnia w felietonie funkcję pieczęci notarialnej. Od tego momentu nie mamy już komentarza internetowego użytkownika Narciarz2. Mamy perspektywę obserwatora amerykańskiej nauki.
W polskiej publicystyce jest to metoda niezwykle skuteczna. Gdy samemu ma się wątpliwość, można powiedzieć: „mam wątpliwość”. Brzmi skromnie. Jeżeli jednak podobną wątpliwość ma Narciarz2 obserwujący amerykańską naukę, wątpliwość natychmiast dostaje grant, identyfikator konferencyjny i miejsce parkingowe przed MIT.
Pan Sławek jest przy tym ostrożny. Informuje, że Narciarz2 jest właściwie współautorem tekstu, dziękuje mu za „cenny ferment intelektualny”, ale jednocześnie zastrzega, że niekoniecznie podziela wszystkie jego diagnozy.
To konstrukcja idealna. Jeżeli argument okaże się trafny, był nasz. Jeżeli okaże się przesadzony, był Narciarza. Jeżeli pozostanie niejasny, był fermentem.
W ten sposób powstał chyba pierwszy w Polsce ubezpieczony felieton epistemologiczny.
Najpierw Narciarz2 ostrzega, że modele językowe potrafią mówić płynnie, przekonująco i błędnie. Mogą wymyślać fakty, źródła, związki przyczynowe i podawać nonsens tonem profesora, który właśnie skończył habilitację.
To prawda.
Tyle że mniej więcej od trzech lat jest to jedna z pierwszych informacji podawanych w każdym przyzwoitym wprowadzeniu do generatywnej AI. Pan Sławek przedstawia ją jednak z takim namaszczeniem, jakby Narciarz2 nocą zakradł się do serwerowni OpenAI i odkrył tam, że chatbot może się pomylić.
Potem mamy deepfake’i.
One także są realnym problemem. Parlament Europejski od dawna opisuje ryzyko wykorzystywania syntetycznych obrazów, głosów i filmów do manipulacji wyborcami, oszustw i dezinformacji. To nie fantazja.
Pan Sławek wyjaśnia więc, że można wygenerować film, na którym polityk mówi coś, czego nigdy nie powiedział, albo dowódca wydaje rozkaz, którego nigdy nie wydał.
Znów prawda.
Dochodzimy zatem do etapu, w którym czytelnik zostaje uroczyście poinformowany, że fałszywy film może być fałszywy.
Dobrze, że ktoś czuwa.
Następnie pan Sławek i Narciarz2 przechodzą do gospodarki. Tutaj robi się znacznie ciekawiej, ponieważ rzeczywiście istnieje materiał do poważnej rozmowy. Wokół AI płyną gigantyczne pieniądze, buduje się centra danych za setki miliardów dolarów, a Nvidia coraz mocniej wspiera cały ekosystem nie tylko układami scalonymi, lecz także finansowaniem klientów i inwestycjami kapitałowymi. Reuters i „Financial Times” pisały właśnie o setkach miliardów dolarów zobowiązań i struktur finansowych związanych z rozbudową infrastruktury AI.
Można więc zupełnie serio pytać, czy mamy do czynienia z początkiem infrastruktury porównywalnej znaczeniem z internetem, czy również z bańką spekulacyjną, w której część inwestorów uwierzyła, że każde centrum danych będzie kiedyś drukarnią pieniędzy.
Tyle że aby odpowiedzieć na to pytanie, trzeba zrobić coś więcej niż powiedzieć: dużo pieniędzy krąży między firmami, więc być może mamy gorączkę złota.
W czasie prawdziwej gorączki złota również dużo pieniędzy krążyło między kopalniami, dostawcami sprzętu, bankami i inwestorami. Nie wynikało z tego, że złoto nie istniało.
W przypadku AI jest podobnie. Rynek może być przewartościowany, część projektów może upaść, kapitał może być źle alokowany, a jednocześnie technologia może mieć gigantyczną wartość gospodarczą.
Te zdania nie wykluczają się.
Nvidia właśnie raportuje ogromny wzrost przychodów i miliardowe przepływy gotówkowe, więc obraz branży jako czegoś utrzymywanego jedynie dzięki przesuwaniu tych samych pieniędzy z jednej kieszeni do drugiej jest zdecydowanie za prosty.
Ale prostota ma wielką zaletę: znakomicie mieści się w felietonie.
Potem pojawia się energetyka. AI potrzebuje prądu, wody, serwerowni, sieci przesyłowych i całej fizycznej infrastruktury.
Znów prawda.
Międzynarodowa Agencja Energetyczna przewiduje, że globalne zużycie energii elektrycznej przez centra danych może do 2030 roku mniej więcej się podwoić, do około 945–950 TWh. To dużo. Bardzo dużo. Ale nadal około 3 procent światowego zużycia energii elektrycznej, a nie moment, w którym ChatGPT wyłączy lodówki w Europie.
W Stanach Zjednoczonych problem jest poważniejszy lokalnie, bo centra danych mają odpowiadać za znaczną część wzrostu zapotrzebowania na energię. I właśnie tak należy o tym mówić: istnieją konkretne koszty, konkretne sieci, konkretne regiony i konkretne ograniczenia.
Nie: „AI pożera świat”. Tylko: „AI wymusza bardzo szybkie inwestycje w energetykę i infrastrukturę, a skutki zależą od miejsca, źródeł energii i tempa rozbudowy sieci”.
Różnica polega na tym, że drugie zdanie jest trochę mniej apokaliptyczne, więc gorzej wygląda przy kawie.
Największy ciężar intelektualny ma jednak dźwigać Genesis Mission.
I tu trzeba oddać Sławkowi sprawiedliwość: program istnieje naprawdę. Trump uruchomił go w listopadzie 2025 roku, a w lipcu 2026 administracja ogłosiła ponad 5 miliardów dolarów federalnych zobowiązań. Bierze w nim udział ponad piętnaście agencji, a celem jest wykorzystanie superkomputerów, danych federalnych i AI do przyspieszania badań nad biotechnologią, materiałami, energią jądrową, fuzją, półprzewodnikami i technologiami kwantowymi.
Narciarz2 obawia się, że koncentracja pieniędzy wokół modnego hasła AI może wypierać badania podstawowe i podporządkowywać naukę polityce oraz interesom technologicznych oligarchów.
To jest pytanie sensowne. Problem polega na tym, że pytanie nie jest jeszcze odpowiedzią.
Jeżeli chce się wykazać, że Genesis Mission zabiera pieniądze badaniom podstawowym, należałoby pokazać, które budżety zmniejszono, jakie programy straciły finansowanie, jakie granty przeniesiono i jaka część wzrostu AI odbywa się kosztem innych dziedzin.
Tego w tekście nie ma. Jest obawa. Obawa ma swoje prawa, ale nie powinna przebierać się za bilans księgowy.
Co więcej, oficjalne dokumenty samej administracji opisujące Genesis Mission wprost przyznają, że AI może zwiększyć liczbę pozornie przekonujących, lecz błędnych wyników naukowych, przeciążyć recenzowanie i pogłębić kryzys reprodukowalności. Biały Dom pisze nawet o potrzebie budowania infrastruktury weryfikacji równolegle z infrastrukturą generowania wyników.
Czyli nawet tutaj świat jest trochę bardziej interesujący niż opowieść: oligarchowie przychodzą z AI i zabierają profesorom mikroskopy.
Pan Sławek potrafi jednak błyskawicznie powiększać skalę. Obok AI pojawiają się komputery kwantowe i synteza termojądrowa, bo również tam istnieją wielkie obietnice, polityka, kapitał i ryzyko marketingowej przesady.
Oczywiście. Podobnie jak w farmacji, lotach kosmicznych, energetyce wodorowej, bateriach, biotechnologii i właściwie każdej dziedzinie, w której potrzeba miliardów przed osiągnięciem rezultatu.
Ale wrzucenie AI, komputerów kwantowych i fuzji do jednego worka pod napisem „czy aby nie jest to gorączka złota?” przypomina wspólną recenzję samolotu, elektrowni atomowej i ekspresu do kawy, bo wszystkie trzy korzystają z elektryczności. Każda z tych technologii ma inny poziom dojrzałości, inne bariery, inne modele biznesowe i inne kryteria sukcesu.
Tu Narciarz2 zadaje „niewygodne pytanie”. Uwielbiam w publicystyce „niewygodne pytania”. Pytanie natychmiast staje się mądrzejsze, gdy oznajmimy, że jest niewygodne. „Czy inwestorzy mogą stracić pieniądze?” — pytanie. „Czy technologia może być przereklamowana?” — pytanie. „Czy państwo może źle wydawać pieniądze?” — pytanie. Ale „niewygodne pytanie” brzmi tak, jakby właśnie wszedł prokurator.
Pan Sławek przejmuje potem mikrofon i przedstawia swoje obawy. Dowiadujemy się, że AI może służyć oszustom. Może. Że można podszyć się pod wnuka. Można. Że można stworzyć fałszywy film z politykiem. Można. Że propaganda może wykorzystywać automatycznie generowane komentarze. Może. Że koncentracja infrastruktury AI w rękach kilku wielkich firm daje im dużą władzę. Daje. Że ludzie mogą przestać samodzielnie myśleć, jeżeli będą bezmyślnie delegowali myślenie maszynom. Mogą.
W pewnym momencie zacząłem się obawiać, że przeczytam również, iż młotek może służyć zarówno do wbicia gwoździa, jak i uderzenia sąsiada.
To wszystko nie jest fałszywe. To jest potwornie oczywiste.
I tu właśnie wracamy do największego talentu pana Sławka: potrafi ubrać rzecz powszechnie znaną w taki ceremonialny kostium, że po chwili czujemy się jak uczestnicy posiedzenia Rady Bezpieczeństwa ONZ.
Najładniejszy fragment dotyczy „oddawania własnego myślenia w dzierżawę”.
Brzmi świetnie. Niemal widzę człowieka stojącego przed kancelarią notarialną i podpisującego umowę: MYŚLENIE – 48 m², umeblowane, oddam AI, media w cenie.
Problem rzeczywiście istnieje i w psychologii poznawczej od dawna opisuje się różne odmiany automatyzacji, cognitive offloading i automation bias. Kalkulator, GPS, wyszukiwarka i media społecznościowe również przejęły część czynności wykonywanych wcześniej samodzielnie przez człowieka, ale sama możliwość delegowania zadania nie oznacza jeszcze zaniku zdolności myślenia.
Ktoś może użyć AI, żeby nie czytać książki. Ktoś inny może użyć jej do znalezienia pięciu książek, których wcześniej nie znał. Ktoś może kazać modelowi napisać opinię. Ktoś inny może kazać mu znaleźć dziury we własnym rozumowaniu.
Technologia nie rozstrzyga tego za nas i, co zabawne, właśnie tego pan Sławek próbował uczyć w swoim poprzednim cyklu z Perplexity: AI ma być pomocnikiem, źródła należy otwierać, a odpowiedzi sprawdzać.
Czyli zatoczyliśmy pełne koło. Najpierw pan Sławek zakłada szkołę korzystania z AI. Potem ostrzega, że korzystanie z AI może oduczyć korzystania z własnego mózgu. Być może w następnym odcinku powstanie kurs obrony przed poprzednim kursem.
Ale prawdziwe arcydzieło przychodzi na końcu. Przez cały tekst pan Sławek ostrzega, że modele językowe mówią płynnie, lecz nie oznacza to, że rozumieją. Przestrzega przed przypisywaniem obecnym systemom ludzkich pragnień. Pisze wręcz, że nie wiemy, czy przyszły system będzie czegokolwiek „chciał”, a antropomorfizacja maszyny jest błędem.
Bardzo rozsądnie. Po czym kilkanaście akapitów później proponuje: zapytajmy różne modele AI, jak oceniają kwestie, które nas martwią, a być może zróbmy osobny tekst, w którym zapytamy sztuczną inteligencję, „co sądzi o świecie, który pomaga tworzyć”.
I w tym miejscu felieton sam zamyka sobie drzwi od zewnątrz. Przez dziesięć minut uczymy się, że maszyna nie ma poglądów. Na końcu pytamy ją o poglądy. Najpierw dowiadujemy się, żeby nie mylić płynności języka z rozumieniem. Potem organizujemy panel dyskusyjny maszyn i pytamy, co myślą. To tak, jakby wykład o brzuchomówstwie zakończyć propozycją, żeby poznać polityczne poglądy kukiełki.
Oczywiście można porównać odpowiedzi różnych modeli. To może być ciekawe. Można badać ich trening, uprzedzenia, zabezpieczenia, sposób argumentowania, reakcje na ten sam prompt. Ale wtedy nie pytamy: „co AI sądzi?” Pytamy: „jakie odpowiedzi generują różne systemy na to samo pytanie i dlaczego się różnią?”
To niby drobiazg językowy. Tyle że cały tekst pana Sławka jest właśnie o tym, żeby nie pomylić symulacji z podmiotem. A na końcu sam je myli.
Może powinien skonsultować to z Narciarzem2. Narciarz2 przynajmniej daje gwarancję zewnętrznego spojrzenia.
Pan Sławek potrzebuje zresztą Narciarza2 w tym tekście z jeszcze jednego powodu. Sam przeszedł w ciągu kilkunastu dni drogę niezwykłą. Zaczynał od pomysłu, żeby „wyrównać szanse” czytelników Studia Opinii, ponieważ nie wszyscy rozumieją generatywną AI. Następnie wraz z Perplexity uczył, jak otworzyć stronę, zadać pytanie i kliknąć źródło. A teraz prowadzi seminarium o geopolityce technologicznej, alokacji kapitału, federalnej polityce naukowej USA, ekonomii infrastruktury obliczeniowej i egzystencjalnym ryzyku systemów przyszłości.
Awans spektakularny. Jeszcze tydzień temu instruktor pierwszej jazdy. Dzisiaj konstruktor silnika odrzutowego.
Nie mam pojęcia, ile tego tekstu napisał sam Sławek, ile ułożył z komentarzy Narciarza2, a ile zostało wygładzone przez narzędzia AI. I nie zamierzam udawać, że wiem. W poprzednim cyklu współpraca z Perplexity była jawna, a w tym sam autor określa Narciarza2 współautorem. Można więc powiedzieć tylko tyle, że autorstwo stało się tam ostatnio pojęciem koalicyjnym. Sławek wnosi niepokój. Narciarz2 ferment. AI zapewne wie, gdzie postawić śródtytuły. A czytelnik otrzymuje dziesięć minut wielkiej troski o przyszłość cywilizacji.
Nie jest to zły tekst dlatego, że zawiera fałszywe informacje. Przeciwnie: największa część informacji jest prawdziwa albo przynajmniej opiera się na realnych problemach.
Jego zabawność bierze się skądinąd. To tekst, który myli katalog problemów z analizą problemów. Deepfake istnieje. Centra danych zużywają prąd. Inwestorzy ryzykują. Państwo finansuje technologie. Korporacje mają władzę. AI może się mylić. Oszuści korzystają z nowych narzędzi. Ludzie bywają leniwi. Chiny konkurują z USA. Nauka potrzebuje pieniędzy. A świat jest skomplikowany.
Każde zdanie prawdziwe. Razem otrzymujemy raport komisji do spraw wszystkiego.
Pan Sławek kończy słowami o prawdzie, odpowiedzialności, niezależnym myśleniu i ludzkiej zdolności powiedzenia „sprawdzam”.
Tu zgadzam się z nim całkowicie. Dlatego właśnie sprawdziłem. I wyszło mi, że AI rzeczywiście zużywa energię, deepfake’i rzeczywiście są groźne, Genesis Mission naprawdę istnieje, rynek rzeczywiście może być przegrzany, a Narciarz2 rzeczywiście ma obawy.
Nie udało mi się jedynie znaleźć dowodu na rzecz najważniejszą: że zebranie wszystkich obaw w jednym miejscu automatycznie czyni z autora eksperta od każdej z nich. Ale być może odpowiedź zna Perplexity.
Najlepiej zapytać Narciarza2, jak sformułować prompt.

Dodaj komentarz