
Sobota jak dzień po weselu.
Na stole stoją jeszcze niedojedzone sałatki, ktoś śpi na wersalce w ubraniu, ktoś inny szuka okularów w lodówce, a gospodarz próbuje ustalić, kto właściwie stłukł kryształową wazę odziedziczoną po babci. Tyle że tym razem weselem była polityka, a stłuczoną wazą okazał się Order Orła Białego.
Karol Nawrocki odebrał go Wołodymyrowi Zełenskiemu. Wołodymyr Zełenski go odesłał i nagle najważniejszym problemem Europy Środkowej stała się przesyłka kurierska.
Patrzyłem na ten spektakl i miałem nieodparte wrażenie, że uczestniczę w wyjątkowo kosztownej wersji szkolnej wymiany liścików.
– Nie lubię cię.
– To oddaj mój order.
– Proszę bardzo.
– To sobie zabierz.
– Już wysłałem.
– A ja już odesłałem.
Gdzieś obok trwa największa wojna w Europie od zakończenia drugiej wojny światowej. Rosja bombarduje miasta. Giną ludzie. Płonie infrastruktura, ale my właśnie przeżywamy wielki dramat logistyczny pod tytułem „Orzeł wraca do domu”.
Historia ma wyjątkowo przewrotne poczucie humoru. Jeszcze kilka lat temu cały świat patrzył na Polskę jak na państwo, które otworzyło swoje granice, mieszkania, szkoły i serca dla milionów uchodźców. Dzisiaj świat patrzy, jak dwaj prezydenci wymieniają się orderem niczym obrażeni kuzyni po rodzinnej awanturze o spadek po stryju, a Putin siedzi gdzieś na Kremlu i zapewne zastanawia się, czy naprawdę musi jeszcze inwestować miliardy w propagandę, skoro część roboty wykonujemy sami.
Ale nie tylko Polska postanowiła dziś dostarczyć światu materiału do przemyśleń. Na Bliskim Wschodzie Iran zaczął grozić zamknięciem Cieśniny Ormuz. To miejsce, przez które przepływa znacząca część światowej ropy. Jest to mniej więcej odpowiednik sytuacji, w której jedyny właściciel studni w środku pustyni ogłasza, że zamyka kran.
Natychmiast wszyscy zaczynają nerwowo sprawdzać ceny paliw. Eksperci liczą. Analitycy prognozują. Kierowcy wzdychają, a właściciele stacji benzynowych, z tym szczególnym błyskiem w oku, zaczynają obserwować tablice z cenami.
W Polsce od lat istnieje bowiem niezwykłe zjawisko ekonomiczne. Gdy ropa drożeje, ceny paliwa rosną natychmiast. Gdy ropa tanieje, ceny paliwa potrzebują czasu na refleksję, konsultacje społeczne i głębokie przemyślenie swojej przyszłości.
Tymczasem na drugim końcu świata Rosja odkrywa kolejne niepokojące zjawisko. Azja Centralna coraz mniej przypomina podwórko Moskwy. Coraz bardziej przypomina salon wystawowy Pekinu.
Jeszcze niedawno Kreml rozdawał tam karty. Dzisiaj coraz częściej siedzi przy stoliku dla obserwatorów. Chińczycy budują drogi. Budują kolej. Budują wpływy. Rosjanie budują wspomnienia. Historia jest bezlitosna dla mocarstw żyjących wspomnieniami. Imperium przypomina rower. Dopóki jedzie, wygląda dostojnie. Kiedy się zatrzymuje, zaczyna się przewracać.
A skoro już o mocarstwach mowa, Donald Trump zaprezentował nowy samolot. Podarowany przez Katar. W świecie polityki międzynarodowej przypomina to trochę sytuację, w której sąsiad wręcza sołtysowi luksusowego mercedesa i zapewnia, że absolutnie niczego w zamian nie oczekuje. Oczywiście wszyscy grzecznie kiwają głowami. Tak samo jak wszyscy wiedzą, że w przyrodzie nie ma darmowych obiadów. Są tylko rachunki dostarczane później. Najczęściej wtedy, gdy człowiek najmniej się ich spodziewa.
A w Polsce pojawiła się jeszcze jedna sensacja. Według sondażu partia Ryszarda Petru mogłaby zdobyć dwucyfrowe poparcie. Polityka jest naprawdę fascynującym miejscem. W normalnym życiu człowiek odchodzi z firmy, zakłada nową, wraca do starej, zakłada kolejną, a znajomi zaczynają się niepokoić. W polityce nazywa się to nowym otwarciem. Być może właśnie obserwujemy kolejny cud polskiej demokracji. Kraj, w którym zmartwychwstają partie, politycy i pomysły, o których jeszcze wczoraj wydawało się, że zostały pochowane głębiej niż dinozaury.
Wieczorem spojrzałem przez okno. Ludzie spacerowali. Dzieci jadły lody. Ktoś wracał z zakupów. Ktoś wyprowadził psa. Ktoś podlewał pomidory i pomyślałem, że świat jest zadziwiająco odporny na polityków.
Oni odbierają ordery. Odsyłają ordery. Obrażają się. Grożą sobie. Wygłaszają przemówienia. Piszą komunikaty. Budują narracje, a zwykli ludzie nadal próbują przeżyć kolejny dzień.
Może właśnie dlatego demokracja wciąż działa. Nie dlatego, że politycy są mądrzy. Lecz dlatego, że życie jest od nich mądrzejsze i zawsze, prędzej czy później, wraca do swoich spraw. Nawet wtedy, gdy gdzieś pomiędzy Warszawą a Kijowem podróżuje właśnie bardzo ważna paczka z bardzo ważnym orderem, i bardzo mało ważną ilością rozsądku.

Dodaj komentarz