ORZEŁ, KURIER I FABRYKA ŚWIĘTEGO OBRUSZENIA

Warszawa

Jest coś niezwykle wzruszającego w narodach Europy Środkowej. Żyjemy w miejscu świata, w którym pamięć historyczna przypomina stary kredens po prababci. Skrzypi przy każdym otwarciu, zajmuje pół salonu, wszyscy narzekają, że przeszkadza w normalnym życiu, ale spróbuj go ruszyć choćby o centymetr, a natychmiast rozpęta się awantura większa niż podczas rodzinnego dzielenia spadku.

Od kilku dni Polska i Ukraina stoją właśnie przy takim kredensie, każda trzymając za własny uchwyt i każda przekonana, że to ona jest prawowitym właścicielem całej historii.

W centrum zamieszania znalazł się Order Orła Białego. Przedmiot niewielki, lekki, mieszczący się bez problemu w dłoni, który w ostatnich dniach ważył chyba więcej niż niejedna dywizja pancerna. Karol Nawrocki odebrał go Wołodymyrowi Zełenskiemu, a następnie cały region zaczął zachowywać się tak, jakby ktoś odpalił racę w składzie fajerwerków.

Jedni poczuli satysfakcję. Inni poczuli przerażenie. Jeszcze inni zaczęli gorączkowo tłumaczyć światu, dlaczego mają rację. I właśnie tutaj zaczyna się najbardziej polska część całej historii.

Polacy mają bowiem wyjątkowy talent do posiadania racji. To prawdziwy dar narodowy. Inne kraje mają ropę naftową, nowoczesne technologie albo gigantyczne fundusze inwestycyjne. My mamy rację. Mamy jej tyle, że moglibyśmy eksportować ją cysternami do krajów rozwijających się.

Problem polega wyłącznie na tym, że polityka międzynarodowa jest miejscem wyjątkowo niewdzięcznym dla ludzi posiadających rację. Tam znacznie bardziej liczy się skuteczność.

To brutalna prawda, ale świat od bardzo dawna nie działa jak konkurs historycznej sprawiedliwości. Gdyby działał, połowa państw Europy musiałaby codziennie przepraszać drugą połowę, a obrady ONZ przypominałyby niekończące się zebranie rodzinne, podczas którego wszyscy przypominają sobie nawzajem, kto komu zepsuł święta w 1978 roku.

Wołyń pozostaje raną. Pozostaje tragedią. Pozostaje zbrodnią, której nie wolno relatywizować ani zamiatać pod dywan. To wszystko jest prawdą. Tyle że polityka nie kończy się na ustaleniu prawdy. W polityce istnieje jeszcze pytanie znacznie bardziej niewygodne: i co dalej?

To pytanie jest szczególnie kłopotliwe, ponieważ wymaga opuszczenia wygodnego świata moralnego oburzenia i wejścia do znacznie mniej przyjemnego świata konsekwencji.

A konsekwencje wyglądają dziś dość osobliwie.

Polska od miesięcy próbowała przedstawiać się jako jeden z najważniejszych partnerów Ukrainy przy odbudowie kraju. Politycy, eksperci i przedsiębiorcy opowiadali o przyszłych inwestycjach, nowych szlakach handlowych, współpracy gospodarczej i strategicznym znaczeniu naszego położenia. W tle majaczyła wizja Polski jako państwa, które nie tylko pomogło Ukrainie przetrwać najtrudniejsze chwile wojny, ale również będzie uczestniczyć w budowie tego, co nastąpi po wojnie.

I właśnie wtedy postanowiliśmy rozpocząć awanturę o symbol.

Historia zna wiele takich momentów. Zwykle kończą się podobnie. Człowiek godzinami walczy o honorowe miejsce przy stole, po czym odkrywa, że właśnie podano obiad, ale już dla kogoś innego.

Po obu stronach granicy działa dokładnie ten sam mechanizm. Polacy patrzą na UPA i widzą Wołyń. Ukraińcy patrzą na UPA i widzą walkę o niepodległość. Polacy są przekonani, że ich spojrzenie jest oczywiste. Ukraińcy są przekonani, że ich spojrzenie również jest oczywiste.

W efekcie rozmowa przypomina dwóch pasażerów siedzących naprzeciw siebie w pociągu. Jeden patrzy przez lewe okno, drugi przez prawe. Pierwszy opisuje las. Drugi opisuje jezioro. Po godzinie obaj dochodzą do wniosku, że ten naprzeciwko musi być idiotą, skoro nie widzi tego, co przecież znajduje się tuż przed oczami.

Tymczasem historia bardzo rzadko bywa tak uprzejma, by dawać komukolwiek monopol na cierpienie, bohaterstwo albo moralną wyższość.

Narody są trochę jak ludzie. Pamiętają przede wszystkim krzywdy wyrządzone im przez innych, a znacznie słabiej te, które sami zadawali. To nie jest cecha polska ani ukraińska. To jest cecha ludzka. Każdy nosi własny album rodzinnych nieszczęść i z zadziwiającą konsekwencją pomija zdjęcia, na których sam zachowywał się jak łobuz.

Dlatego najbardziej niepokoi mnie nie sam spór o order. Niepokoi mnie łatwość, z jaką politycy po obu stronach sięgają po emocje historyczne. Historia działa bowiem jak stary piec kaflowy. Rozpalić go można bardzo szybko. Problem zaczyna się wtedy, gdy przychodzi pora wygasić ogień.

W Polsce już teraz widać ludzi, którzy traktują ten konflikt jak długo oczekiwane potwierdzenie wszystkich swoich uprzedzeń wobec Ukraińców. Wystarczy kilka dni politycznej gorączki, a natychmiast pojawiają się samozwańczy strażnicy narodu, eksperci od pochodzenia sąsiadów i patrolowi historii gotowi sprawdzać wszystkim życiorysy do trzeciego pokolenia.

Takie zjawiska przypominają chwasty. Rosną szybko, wyglądają niepozornie, a później trudno się ich pozbyć.

Paradoks całej sytuacji polega na tym, że gdzieś daleko na Kremlu ktoś zapewne obserwuje ten spektakl z niemałym zadowoleniem. Rosyjska polityka od stuleci opiera się na prostym założeniu, że sąsiedzi Rosji wykonają część pracy za Moskwę sami, jeśli tylko dostarczy się im odpowiednio dużo powodów do wzajemnych pretensji.

W tym sensie symbole bywają znacznie groźniejsze niż się wydaje. Nie dlatego, że zmieniają rzeczywistość. Dlatego, że zmieniają emocje, a emocje są jak ogień rozpalony na suchym polu. Na początku człowiek patrzy z zachwytem na płomienie. Dopiero później zauważa, że wiatr wieje w stronę własnego domu.

Być może właśnie dlatego dojrzała polityka polega czasem na tym, by nie robić wszystkiego, co przynosi natychmiastową satysfakcję. Bywa, że największą sztuką nie jest wykonanie efektownego gestu, lecz zrezygnowanie z niego.

Bo historia jest pełna bohaterów, którzy mieli rację. Znacznie mniej jest tych, którzy potrafili dzięki tej racji coś osiągnąć, a różnica między jednym a drugim okazuje się czasem większa niż odległość między Warszawą a Kijowem.


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Verified by MonsterInsights