
Oto nastał 2026 rok. W niektórych krajach świętuje się nadejście nowego roku fajerwerkami, nadzieją i planami. W Polsce – zgrzytem zębów, kacem moralnym i orędziem Karola Nawrockiego, które brzmi, jakby ktoś wylał na klawiaturę rosół i przeczytał to, co się zapisało.
W knajpach – szaleństwo, na domówkach – głośna muzyka, na plenerowych imprezach – światełka i konfetti. A w pałacu – drewniany monolog w rytmie „martwej demokracji” wygłoszony przez mężczyznę, który wygląda, jakby pomylił funkcję prezydenta z prowadzeniem audycji w Radiu Maryja.
A ty leżysz, w łóżku. I modlisz się, żeby ten koszmar miał happy end. I jakby się dało, to bez Nawrockiego.
NOWY DOBRY KIERUNEK
Nawrocki oznajmił, że potrzebna jest zmiana. To dość śmiałe stwierdzenie, biorąc pod uwagę, że sam jest jej absolutnym przeciwieństwem. Symbol nie tyle zmiany, co zaparcia. Oto człowiek, który głosi, że Polska ma iść w nowym kierunku, podczas gdy jego jedyny kierunek to wstecz przez lornetkę.
Mówił o dialogu. Mniej wiarygodne byłoby tylko, gdyby Mentzen ogłosił konkurs na esej o tolerancji. Mówił o sile państwa przy kuchennym stole, co jest zabawne, bo kuchenny stół w Polsce kojarzy się głównie z rachunkami, przeciętym paragonem i stresem, a nie z odczuwaną mocą państwa, chyba że chodzi o podatek od makaronu.
Gdy słyszę, że „siła państwa” ma się objawiać w „codziennym życiu obywatela”, to robię szybki przegląd: ratownicy strajkujący, nauczyciele na granicy wypalenia, kolejki do psychiatrów dłuższe niż marsze niepodległości, a renta po babci w wysokości biletu miesięcznego. Jeśli to jest ta siła, to może lepiej, żeby była słabsza.
POLSKA W G20, CZYLI NAPAD NA BANK Z OPAKOWANIEM PO BIEDRONKOWYM WAFELKU
Nawrocki chwali się, że Polska trafi do G20. Dostał zaproszenie od Donalda Trumpa, czyli świata „wyobrażonych sukcesów” – niczym bilet do krainy snów, który okazuje się paragonem z Orlenu. Spotkanie z Trumpem to jak rozmowa z lustrem powieszonym w barze „U Władka” – niby coś mówi, niby się uśmiecha, ale potem wychodzisz i orientujesz się, że byłeś sam.
To, że Polska będzie w G20, to jakby Zenek Martyniuk dostał zaproszenie na festiwal w Salzburgu. W teorii – miło. W praktyce – nie wiesz, czy to żart.
Bo widzisz, Nawrocki mówi o „owocu pracy pokoleń Polek i Polaków”, podczas gdy jego zaplecze polityczne przez osiem lat zamiast podlewać to drzewo, kopało go u podstawy, szczerząc zęby do kamery TVP Info.
ZAMIAST SZAMPANA: GAZ ŁZAWIĄCY I WETO
20 wet w pięć miesięcy. To nie jest prezydentura, to jest polityczna gangsterka. Nawrocki stał się narodowym korektorem, który nie czyta, tylko wykreśla. I jeszcze tym się chwali. W innych państwach prezydenci podpisują ustawy, w Polsce, bawi się w „nie bo nie” jak rozkapryszone dziecko w supermarkecie.
Ale nie chodzi tylko o ilość. Chodzi o jakość tych wet – strategia brzmi: „jeśli ustawa ma pomóc kobietom, dzieciom, seniorom, planecie, demokracji, praworządności lub uczciwemu przedsiębiorcy – wetuj”. Nawrocki to taki anty-Midas – czego się dotknie, tego nie ma.
PATRIOTYZM Z TEKTURY I MARSZ NA BARYKADY PAMIĘCI
Nie zabrakło w orędziu patriotyzmu. Ale nie takiego nowoczesnego, obywatelskiego, opartego na szacunku, wolności i wspólnocie. Nie. Tu patriotyzm to szkolne gazetki i cytaty z „Kamieni na szaniec” pomiędzy lekcją religii a pokazem multimedialnym o żołnierzach wyklętych.
Mamy więc kształtować „postawy patriotyczne”. I co to oznacza w praktyce? Nakaz noszenia beretów z orzełkiem? Wydrukowanie hymnu na chusteczkach? Organizowanie apeli pod hasłem „Mamo, nie jestem liberałem”?
To nie jest troska o przyszłość – to jest fantazja o przeszłości. I to tej wybiórczej, estetycznej, złożonej z uroczystości, pomników i martyrologii.
PREZYDENT, KTÓRY NIE UMIE LICZYĆ KAWALEREK
Jeśli 2025 był politycznym rokiem memów, to Nawrocki został jego królem. Kawalerka? Zapomniał. Ustawki? Bywał. Biografia gangstera? Pisał. Poglądy? Zależy, która kamera.
To prezydent z uniwersum Batyrlandii – świata, w którym obywatele nie mają pytań, tylko dziękczynne spojrzenia. W którym historia to scenariusz propagandowego musicalu, a kampania prezydencka to konkurs na najbardziej dramatyczne zdjęcie z husarią w tle.
KACZYŃSKI NA TLE OGNIA, BRAUN Z GAŚNICĄ, KONFEDERACJA W SZPILKACH
Nie sposób pominąć szerszego tła. Po scenie krąży jeszcze Kaczyński – niczym duch Jarosława Przeszłości. Mentzen gra w debaty jak w planszówki – dużo teorii, zero praktyki. A Braun, cóż… on już dawno oderwał się od rzeczywistości i płynie łodzią podwodną zrobioną z własnych fantazji i gaśnic.
Konfederacja, czyli prawica, która nie lubi kobiet, podatków, faktów i światła dziennego – znów puchnie w sondażach. Bo przecież jak nie masz planu, to zawsze możesz krzyknąć „Polska dla Polaków!” i zgasić chanukę.
CUD NAD URNĄ, CZYLI CZARZASTY I LIDERZY Z PRZYPADKU
A co z lewicą? Zandberg nadal buduje „nową lewicę” z materiałów odzyskanych z PRL-u, Czarzasty walczy sam ze sobą o władzę, wprowadzając prohibicję w Sejmie, jakby butelka Żubrówki była odpowiedzialna za spadek poparcia.
PSL i Polska 2050? Zespół obrotowy z ambicją na bycie kołem ratunkowym, który za każdym razem wypada za burtę. Hołownia spotyka się z Kaczyńskim, nie mówiąc o tym swoim. Kamysz myli kierunki jak GPS w tunelu.
ŚWIAT W PŁOMIENIACH, EUROPA W ZADYSZCE, A MY Z PIĘŚCIĄ NA SERCU
Europa jest zagrożona z czterech stron – Rosja ostrzy noże, USA pod Trumpem strzela fochy, Chiny podgryzają gospodarczo, a demografia wali się jak scenografia w teatrze szkolnym.
Unia bez USA musi w końcu dorosnąć. Federalizacja albo polityczna prehistoria. Ale u nas – nadal dominuje logika oblężonej twierdzy.
Imigrant? Wróg. Integracja? Zagrożenie. Solidarność? Naiwność.
Zamiast wzmacniać Europę, wzmacniamy własne kompleksy. Nawrocki i jego ekipa wolą marsze z pochodniami od konstruktywnej debaty, bo łatwiej jest skandować niż myśleć.
NIECH ŻYJE POLSKA, KTÓREJ MAM JUŻ DOSYĆ
Na koniec usłyszeliśmy „Niech żyje Polska!”. Brzmiało to jak toast wznoszony nad stosem papierów z zawetowanymi ustawami. Polska żyje, owszem, ale jak pacjent, któremu lekarz ściska tętnicę i mówi: „Trzymam, żeby nie krwawiła, bo inaczej jeszcze byście tu coś naprawili”.
A TERAZ WSTAWAJ. TAK, TY. WSTAWAJ, BO ICH TO CIESZY
Zgłaszam się z noworocznym przesłaniem: wstań. Tak, to straszne. Tak, rzeczywistość ma twarz Nawrockiego, brzmi jak Braun i pachnie jak weto. Ale jak się położysz, to przejdą ci po plecach w butach z Orłem w koronie. Niech ich wkurzy, że jeszcze ci się chce.
Niech żyje Polska. Ale taka, której nie trzeba się wstydzić.
A teraz kawa. Będzie bolało. Ale mniej niż dalsze słuchanie tego kabaretu w wersji pałacowej.

Dodaj komentarz