
Piotr Wójcik, człowiek lewicy, określający się jako publicysta ekonomiczny, był łaskaw popełnić tekst na łamach Krytyki Politycznej (link tutaj; https://krytykapolityczna.pl/kraj/rekonstrukcja-rzadu-tusk-kryzys-koalicji-2025/ ), w którym z właściwym sobie znużeniem intelektualisty po godzinach ogłasza, że rekonstrukcja rządu Tuska to nic więcej jak „opera mydlana”, „brak programu”, a sam premier – według Wójcika – to wypalony emeryt na rowerze, który już nawet nie krzyczy tak przekonująco jak kiedyś. No cóż.
Wyobraźmy sobie, że rekonstrukcja rządu to nie „opera mydlana”, jak pisze Wójcik, tylko coś znacznie bliższego – reality show z udziałem postaci o znanych twarzach i mniej znanych kompetencjach. I w tym programie Donald Tusk, zamiast płakać w kącie z Agnieszką Holland, zasuwa jak Gordon Ramsay w polskiej wersji „Hell’s Cabinet” – porządkuje, wyrzuca, przyprawia i gasi pożary, które sam przecież nie wzniecał. A Wójcik? Wójcik siedzi na widowni, je popcorn i wzdycha: „No nie tak się gotuje demokrację”.
Otóż właśnie tak.
ZGNIJŁE POMIDORY, CZYLI DLACZEGO KOALICJA MUSIAŁA DOJRZEĆ
Wójcik pisze o „braku spójności programowej”. No rzeczywiście, partia rolnicza, socjaldemokracja i liberałowie nie mają wspólnego poglądu na wszystko. Skandal. A że w Niemczech koalicje piszą programy jak instrukcje obsługi ekspresu do kawy? Super – tylko że u nas nawet instrukcji do ekspresu nikt nie czyta. W Polsce nie potrzebujemy 300-stronicowego PDF-a, tylko premiera, który wie, że z Kukizem nie wybuduje opery. I Tusk to wie.
Zamiast więc brnąć w pseudonaukowe narzekania o „braku osi programowej”, lepiej uznać fakt: ten rząd po prostu działa. Czy działa wolno? Tak. Czy czasem się potyka? Oczywiście. Ale to jakby mieć pretensje do chirurga, że przed operacją myje ręce za długo. Wolę premiera, który się zastanawia, niż takiego, co po pijaku otwiera brzuch nożem do pizzy.
TUSK WYPALONY? CZY RACZEJ WYPIEKANY?
A że Tusk wypalony? A bo Agnieszka Holland powiedziała! Kocham Agnieszkę, ale ostatnio więcej w niej prorokini niż reżyserki. Tusk może i wypalony – jak węgiel drzewny, ale spróbujcie zrobić grilla bez niego. To nie jest polityk z „ognikiem w oku”. To jest człowiek, który przeżył Kaczyńskiego – a to jak przeżyć atak niedźwiedzia, pandemię i Sylwestra z Polsatem jednocześnie.
I właśnie dlatego Trzaskowski bez niego sobie nie poradził. Bo Tusk był zawsze potrzebny jako ostateczny argument: „A wiecie co? Idziemy po swoje”. I nawet jeśli czasem mówi coś, co brzmi jak „dyrdymały”, to wolę jego dyrdymały niż „prawo łaski” w wykonaniu pana Dudy.
KOALICJA ZŁA, BO ŻYJE? A GDZIEŻBY TAM!
„Napięcia w koalicji!” – dramatycznie informuje autor, jakby chodziło o rekonstrukcję małżeństwa po zdradzie z sąsiadem z PSL-u. Oczywiście, że się kłócą. To polityka. Jak się koalicjanci nie kłócą, to znaczy, że nie ma ich w ogóle – albo że właśnie przeprowadzili zamach stanu.
A że Polska 2050 jest „obciążeniem”? Przepraszam, a kto się spodziewał, że partia założona przez prezentera telewizyjnego okaże się instytucją stabilniejszą niż GUS? To, że są wewnętrzne tarcia, to naturalne. To, że mimo tarć idą razem dalej – to cud. A cudów się w Polsce nie docenia, tylko opluwa.
PERSONALIA? TAK. BO DEMOKRACJA TO LUDZIE, A NIE EXCELE
„Rozmawia się tylko o nazwiskach” – lamentuje autor. A o czym mamy rozmawiać, jak nie o ludziach, którzy mają te resorty prowadzić? O długości biurka ministra ds. seniorów? O kolorze długopisu Pełczyńskiej-Nałęcz? No błagam.
Ludzie są ważni. A Tusk, choć nie zawsze miał szczęście do ministrów, to przynajmniej nie promuje ich na podstawie lojalności wobec Radia Maryja. Nitras wyleciał? I dobrze. Ktoś go wreszcie odciął od mikrofonu i stadionu.
A TERAZ POMYŚLMY NA TRZEŹWO: DLACZEGO TA REKONSTRUKCJA MA SENS?
Bo Tusk próbuje uporządkować coś, co przez osiem lat PiS-u przypominało magazyn po eksplozji granatu. Ministrowie bez teki? Do lamusa. Dublujące się kompetencje? Sklejone taśmą w jedno. Ktoś powie: „to kosmetyka”. Ale lepszy rząd po liftingu niż rząd po wstrzykiwaniu jadu Kaczyńskiego.
I może ta rekonstrukcja nie da spektakularnego „nowego otwarcia”, ale przynajmniej zamknie stary bałagan. A jak ktoś chce rewolucji, to niech jedzie do Francji i nauczy się, jak się kończy zabawa w robespierrowskie zmiany.
WRESZCIE: NIE STRACH, ALE PAMIĘĆ
Wójcik pisze, że koalicję łączy tylko strach przed powrotem PiS-u. Nie. Koalicję łączy pamięć. Pamięć tego, czym był Ziobro. Pamięć Pegasusa. Pamięć publicznego upokorzenia kobiet, sądów, ludzi nauki, lekarzy, nauczycieli. To nie jest strach. To jest instynkt przetrwania cywilizacji.
A Tusk, niezależnie od tego, czy mówi mądrze czy złośliwie, czy się uśmiecha czy straszy, to dzisiaj jedyny człowiek, który jeszcze trzyma tę cywilizację w ryzach. A że ma po drodze z Brukselą, a nie z Toruniem? Tym lepiej.
NA KONIEC, ŻEBY WÓJCIK NIE CIERPIAŁ
Tak, panie Wójcik. Ma pan rację: „jedyną zaletą tej rekonstrukcji jest to, że przestaniemy się nią zajmować”. Ale proszę nie być taki zrozpaczony. W zamian może pan zająć się prawdziwym problemem: jak wytłumaczyć elektoratowi PiS, że Nawrocki w Pałacu to nie żart z „Ucha Prezesa”, tylko realna groźba.
PS Jeśli Donald Tusk się naprawdę wypalił, to niech wszyscy politycy w Polsce się od niego odpalą. Może wreszcie coś ruszy.

Dodaj komentarz