NOCNE ROZMOWY ZE SZWECJĄ I WOJNĄ, KTÓREJ NIKT NIE CHCIAŁ (POZA TRUMPEM)

Warszawa

Są takie wieczory u mnie— a właściwie noce w Szwecji — kiedy człowiek odbiera telefon ze Sztokholmu i wie, że właśnie zaczyna się felieton. Bo jeśli dzwoni pani Elżbieta, to nie po to, żeby zapytać o pogodę albo polecić przepis na klopsiki. Pani Elżbieta mieszka w Szwecji od tylu lat, że zdążyła zobaczyć jej spokojny socjalistyczny sen, jego przebudzenie i dzisiejszy szwedzki realizm, który potrafi zatrząść człowiekiem bardziej niż zimowy Bałtyk.

Siadamy więc — ona w ciemnej Szwecji, ja w ciemniejącej Kanadzie — i zaczyna się tradycyjna rozmowa o świecie. O strachu, który wrócił do Europy. O Rosji, która zawsze stoi za rogiem. O Ukrainie, której Szwecja pomaga jak może. I o tym, że w kraju, który przez dekady wierzył w rozum, debatę i spokój, znów trzeba się bać.

SZWECJA: OD BAJKI DO KRYMINAŁU

Pani Elżbieta mówi: „To już nie jest ta Szwecja, w której kiedyś żyłam. Jest nadal piękna, ale trudniejsza”. I zaczyna się opowieść, której w Polsce wielu nie rozumie — bo patrzy na Szwecję jak na katalog z IKEA: wszystko proste, jasne, funkcjonalne. A rzeczywistość? Trochę jak te instrukcje IKEA — niby łatwe, ale potem orientujesz się, że źle wkręciłeś śrubę i całość się chwieje.

Rządzi centroprawica Ulfa Kristerssona, ale trzyma się dzięki Szwedzkim Demokratom, partii, którą jeszcze niedawno traktowano jak niegrzeczne dziecko, którego nie należy zapraszać na urodziny. Obiecali porządek — szczególnie w migracji i bezpieczeństwie. I trzeba przyznać: materiałów do roboty mają tyle, że mogliby obdzielić pół Europy.

Bo Szwecja lat 2015–2017 przyjęła tylu uchodźców, ilu w normalnych warunkach przyjęłaby w dekadę. I te fale — uciekających przed wojną, terrorystami, nędzą — zmieniły kraj. Nie zmieniły jego fundamentów, nie złamały demokracji, ale sprawiły, że pojawiły się miejsca, w których państwo już nie wygląda jak państwo. Pani Elżbieta mówi: „Tu się żyje dobrze, ale niełatwo”.

Gangsterzy strzelają. Wybuchają ładunki. Młodzi mężczyźni szukają przynależności — czasem w rodzinie, czasem w wojnie gangów. I choć większość migrantów żyje uczciwie, ciężko pracuje i buduje ten kraj, to te kilka procent tworzy obraz, którego szwedzka wyobraźnia nie była gotowa przyjąć.

ISLAMIZACJA? POLITYCZNY STRASZAK, NIE RZECZYWISTOŚĆ

Szwecja to nadal jeden z najbardziej świeckich krajów świata. Muzułmanów jest ok. 10%. Żadnych „arabskich partii” w parlamencie — mit. Żadnego prawa szariatu — mit do kwadratu. Ale napięcia kulturowe istnieją. Palenie Koranu, demonstracje, skandale — wszystko to nakłada się na siebie i tworzy obraz kraju, który musi się uczyć życia w nowym świecie.

I pani Elżbieta dodaje: „Najgorszy nie jest strach. Najgorsza jest niepewność, co będzie dalej”.

ROSJA ZA KRATĄ BAŁTYKU

A dalej jest Rosja. Kraj, którego Szwedzi bali się już w XVIII wieku i który najwyraźniej nie zamierza zejść z afisza. Dlatego w 2024 roku — po dziesięcioleciach neutralności — Szwecja wchodzi do NATO. I choć decyzja była szybka, poparcie społeczne było jak beton — twarde i nie do ruszenia.

Ukraina? Szwecja wspiera bez mrugnięcia okiem. Iran? Relacje napięte jak struny skrzypiec, bo Szwecja nigdy nie przechodzi obojętnie obok praw człowieka.

I tak sobie rozmawiamy, aż w końcu — jak w każdej rozmowie o świecie — pojawia się temat człowieka, który nigdy nie powinien dostać dostępu do jakiegokolwiek czerwonego guzika.

Trump.

TRUMP — GENERAŁ, STRATEG BEZ PLANU

I wtedy, w tej naszej nocnej rozmowie — ja z kubkiem kawy, a pani Elżbieta z tym swoim szwedzkim spokojem podszytym inteligencją i lekkim szyderstwem — wjeżdża Trump. Wjeżdża jak zawsze: bez zaproszenia, bez taktu, z impetem człowieka, który pomylił politykę międzynarodową z teleturniejem w Fox News.

Rozpycha się jak lokator, który myśli, że cały blok jest jego, choć płaci tylko za piwnicę. Zanim zdążymy skończyć temat szwedzkich gangów, już słyszymy w słuchawce jego metaforyczne tupanie: „Hello! Here I am! Bombs away!”.

Trump prowadzi politykę zagraniczną jakby jednocześnie kręcił reality show, robił konkurs piękności i licytował nieruchomości w Atlantic City. Najpierw robi dramat, potem bałagan, potem twierdzi, że to część planu. Iran? Dla niego idealne pole zabaw. Daleko, niebezpiecznie, medialnie — jak stworzony do tego, żeby zrobić boom i ogłosić zwycięstwo.

Wysłał rakiety. Zabił Chameneiego. Stanął przed kamerą jak prowadzący galę oscarową i czekał, aż świat zacznie klaskać. A świat? Świat nie dość, że nie zaklaskał, to jeszcze policzył koszty. A te koszty zaczęły wyglądać gorzej niż rachunek za prąd w zimowym Sztokholmie.

Iran — jak mówi pani Elżbieta — „to nie jest kraj, któremu można odkręcić półkę i liczyć, że nie spadnie”. To reżim zbudowany jak stara szwedzka szafa: ciężki, masywny i nie poddaje się łatwo. Trump myślał, że jak jednym ciosem zdejmie przywódcę, to całość runie jak domek z kart. A tymczasem — o zgrozo — karty okazały się betonowe.

I tak wygląda jego strategia: uderzyć, wrzucić zdjęcie, wysłać tweet, uciec helikopterem. Jakby grał w polityczne Angry Birds, tylko z mniejszą refleksją niż ten czerwony ptaszek.

A pani Elżbieta komentuje to w sposób, który powinien być drukowany na kubkach: „On jest jak nastolatek, który dostał kluczyki do czołgu i myśli, że to quad”. I śmiejemy się oboje — bo co nam zostaje? Lepiej się śmiać, niż płakać nad losem wolnego świata.

Bo Trump to nie strateg. To nie generał. To showman z ambicjami Napoleona i cierpliwością pięciolatka.

I jak każdy showman — potrafi rozpętać burzę. Tyle że nie potrafi wyłączyć piorunów.

TRUMP MUSI UCIEKAĆ. BO JEGO WYBORCY GO POŻRĄ

Amerykanie nie chcą wojny. Chcą spokoju, pieniędzy, benzyny po normalnej cenie i opieki zdrowotnej, która nie kosztuje tyle, co dom jednorodzinny. Trump to wie — nawet jeśli ma problem z rozumieniem większości wykresów.

Dlatego — jak mówią analitycy — Trump już kombinuje, jak szybko się wycofać.

Bo jeśli zostanie tam dłużej:

  • ropa wystrzeli,
  • Bliski Wschód eksploduje,
  • migranci ruszą na Europę,
  • ceny w USA skoczą,
  • a jego sponsorzy z Emiratów, Arabii Saudyjskiej i Kataru mocno się wkurzą.

Trump chciał triumfu. Może skończyć z kompromitacją.

A PANI ELŻBIETA MÓWI NA TO…

„Świat zdurniał. Szwedzi się boją, Polacy się boją, Europa patrzy na to wszystko jak na film, którego nikt nie zamawiał”.

I wiecie, co jest najlepsze? Że pani Elżbieta mówi to takim tonem, jakby komentowała prognozę pogody: lekko, mądrze, pogodnie — jakby całe to geopolityczne szaleństwo było tylko przedłużeniem deszczu w listopadzie.

A potem — jak to u nas — rozmowa schodzi na wspólnych znajomych. Zawsze tak samo: najpierw globalna polityka, potem globalni idioci, a na końcu nasze małe, ludzkie historie. Pani Elżbieta przypomina mi o kimś, kogo znałem trzydzieści lat temu: „Wiesz, on twierdzi, że rozumie Szwecję, ale on nie rozumie nawet własnego psa”. I śmiejemy się oboje, bo trudno się nie śmiać, kiedy człowiek ma takie perełki w pamięci.

Albo ta jej opowieść o sąsiadce, która uważa, że w Szwecji nic się nie dzieje, bo „nie widziała żadnej strzelaniny”. Pani Elżbieta podsumowała to tak pięknie, że powinno wisieć na wejściu do każdego europejskiego parlamentu: „To, że nie widziała, nie znaczy, że jej nie szukają”.

I właśnie te rozmowy — nocne, szczere, rozbawione — są jak lekarstwo. W świecie, w którym Trump gra w geopolityczne Angry Birds, a Szwecja próbuje zszyć sama siebie grubą nicią, my siedzimy na dwóch końcach świata i próbujemy zrozumieć ten cyrk.

A NA WTORKOWY PORANEK — PUENTA, KTÓRĄ MOŻNA POPIĆ KAWĄ

Jeśli człowiek ma w życiu trochę szczęścia, to ma też kogoś, z kim może obgadać i Szwecję, i Rosję, i Trumpa, i stare dzieje, i znajomych, którzy dawno powinni mieć własny program satyryczny.

I może dzięki temu świat staje się mniej przerażający.

Bo kiedy pani Elżbieta mówi: „Nie martw się, to wszystko jakoś się ułoży — Szwedzi przetrwali zimy gorsze niż Trump”, to ja wierzę, że ma rację.

A wtorkowy poranek w Polsce? Idealny moment, by spojrzeć na cały ten chaos i powiedzieć sobie:

Świat zwariował, ale my jeszcze nie. I dopóki potrafimy się z tego śmiać — nie damy mu się zwariować.

I o to właśnie chodzi.


Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Verified by MonsterInsights