Nocne polityczne „wyjście na jednego” — czyli jak Bielan odnalazł złoty środek między PIS, PSL a Hołownią

Warszawa

Drodzy Czytelnicy,

czy Wy też czasem budzicie się w nocy i myślicie: A może by tak teraz odwiedzić Adama Bielana? No właśnie. A Szymon Hołownia, świeżo wyspany, z zapałkami w oczach i konstytucją w kieszeni, tak właśnie zrobił.

Gdzieś w okolicach północy, kiedy normalni ludzie śpią, świry mają wizje, a politycy powinni przynajmniej udawać, że śpią z narodem, Marszałek Sejmu zaparkował swoją rządową limuzynę w garażu Adama Bielana. Tego Bielana – wiecie, tego od „Polska Jest Najważniejsza”, potem „Polska Jest Utracona”, teraz znów „PiS – Wersja Deluxe”.

I co tam się działo? Ano nic, spotkanie „jak każde inne”, jak zapewnia rzeczniczka Hołowni. No pewnie. A ja codziennie o 1 w nocy spotykam się z ex-kolegami z podstawówki w garażach podziemnych, żeby wymienić się poglądami na temat przyszłości państwa.

POLITYCZNY „TRÓJKĄT” Z KULAMI W TLE

Do akcji wkroczył też Michał Kamiński – dziś PSL, kiedyś spin doktor Kaczyńskiego, jeszcze wcześniej korespondent Radia Maryja w Brukseli (nie żartuję), a potem przez chwilę w PO, bo czemu nie. Człowiek, który jak przystało na mędrca, z kulami pod pachą, przemierza mroczne zaułki polityki. Kamiński – patron chaosu, wyrocznia cynizmu, chodzące „a co, jeśli…”.

A potem – jakby tego mało – na scenę zajechał sam Wielki Strateg, Szachista Narodu, Starszy Pan z Żoliborza – Jarosław Kaczyński. Na zegarku 1:00 w nocy. Przypadek? Nie sądzę.

I tak oto w jednym mieszkaniu spotkali się:

Hołownia, który chciał być świętym i chyba wciąż myśli, że polityka to „Mam Talent”,

Bielan, ojciec chrzestny politycznych trupów i grabarz liberalnych złudzeń,

Kamiński – wędrowny kaznodzieja cynizmu,

oraz sam Kaczyński – który prawdopodobnie nie wiedział, po co przyszedł, ale skoro była okazja, to przyszedł.

KO – CZYLI KOŃCÓWKA OPERY

A teraz do meritum: czy ktoś z Państwa jeszcze wierzy, że Koalicja Obywatelska się nie rozpadnie? Serio? W tej samej rzeczywistości, w której Hołownia nocą kombinuje z PiS, a PSL udaje, że nie zna swojego wicemarszałka?

Czy Tusk jeszcze dowodzi, czy już tylko obserwuje z okna, jak jego koalicjanci flirtują z diabłem, paląc kadzidła w mieszkaniu Bielana?

A może to po prostu nowa forma politycznego mindfulnessu – Nocna medytacja z Adamem. Wersja dla zaawansowanych.

BIELAN, MIESZKANIE, I POMYSŁ NA POLSKĘ

Bielan, ten od 2005, ten od PJN, ten od Ziobry i Gowina, człowiek, który wszędzie był, ale nigdy nie wiadomo po co – okazuje się być nagle spiritus movens rozmów o przyszłości państwa.

Czyżby z mieszkania przy Bielanach miał wyłonić się nowy pakt strychowy? Może już nie koalicja 15 października, a koalicja 3:15 nad ranem? Ze wspólnym programem: „Zasiedzieliśmy się u Adama. Przepraszamy.”

I NA KONIEC: OBRONA HOŁOWNI PRZED ZARZUTAMI?

Oczywiście rzeczniczka Hołowni tłumaczy, że „spotkanie nie wiązało się z żadnymi ustaleniami”. Aha. Czyli czterech facetów, w nocy, w tajemnicy, w garażu, wymieniało się… poglądami. Pewnie też recytowali Konstytucję, wspólnie płakali nad losem demokracji i pili tylko wodę gazowaną, bo przecież to spotkanie służbowe.

PUENTA?

Polska polityka nie potrzebuje Netflixa. Ona jest Netflixem.

A my, obywatele, jesteśmy jak ci sąsiedzi z klatki, którzy przez szparę w drzwiach próbują zrozumieć, dlaczego o drugiej w nocy do Adama znów ktoś przyszedł. Tym razem nie pizza. Tym razem… Hołownia.

Więc jeśli ktoś jeszcze wierzy, że KO się nie rozpadnie – polecam melisę. Albo miejsce na podziemnym parkingu u Bielana. Tam wszystko staje się możliwe. Nawet PiS z PSL i Hołownią w jednym kubku od Starbucks.

Dobrej nocy, Polsko. I zamykaj drzwi na dwa zamki. Zwłaszcza jeśli mieszkasz w pobliżu Adama Bielana.


Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Verified by MonsterInsights