
Karol Nawrocki zastosował prawo łaski i udowodnił, że sprawiedliwość ma u niego dwa wejścia.
Pierwsze prowadzi przez dwadzieścia dwa lata więzienia, niemiecki wyrok dożywocia, reportaże telewizyjne, interwencję prokuratora generalnego, przyznanie się prawdziwego sprawcy i ustalenia polskiej prokuratury, że skazany człowiek zabójstwa nie popełnił.
Drugie prowadzi przez Kanał Zero.
Piotr Pytel przesiedział niemal dwadzieścia dwa lata za zbrodnię, której — według ustaleń polskiego śledztwa — nie popełnił. W mieszkaniu ofiary nie znaleziono jego śladów biologicznych, wyrok oparto na zeznaniach współwięźnia mającego własny interes, a do zabójstwa przyznał się inny mężczyzna. Prezydent łaskawie pozwolił Pytlowi nie wracać do celi, ale tylko warunkowo: pięć lat próby i dozór kuratora.
Nawrocki najwyraźniej uznał, że człowiek niewinny jest wprawdzie niewinny, ale nie wiadomo, do czego może się posunąć, skoro po dwudziestu dwóch latach wyszedł na wolność.
Może kupić bułki bez pozwolenia. Może usiąść na ławce w sektorze innym niż wskazany na bilecie. Może nawet zacząć podejrzewać, że państwo nie zawsze wie, co robi. Dlatego kurator jest konieczny. Ktoś musi pilnować, czy Pytel właściwie korzysta z życia, którego wymiar sprawiedliwości zabrał mu prawie ćwierć wieku.
Będzie więc raportował, gdzie mieszka, jak się zachowuje i czy nie nadużywa wolności. Państwo najpierw ukradło mu młodość, a teraz przez pięć lat sprawdzi, czy zwrot został prawidłowo zaksięgowany.
To trochę tak, jakby złodziej oddał po dwudziestu dwóch latach portfel bez pieniędzy i zażądał od właściciela comiesięcznego meldunku, czy przypadkiem nie wydaje zbyt rozrzutnie.
Zupełnie inaczej dobrodziej Nawrocki potraktował Piotra „Starucha” Staruchowicza, gniazdowego Legii Warszawa. Ten dostał dwuletni zakaz stadionowy za przebywanie podczas meczu w miejscu nieprzeznaczonym dla publiczności — konkretnie za stanie na ogrodzeniu i prowadzenie dopingu. Prezydent sam wszczął procedurę, darował zakaz i zarządził zatarcie skazania. Bez kuratora, okresu próby i sprawdzania, czy ułaskawiony umie już odróżnić krzesełko od płotu.
Bo „Staruch” to swój. A swojego nie poddaje się dozorowi. Swojemu podaje się mikrofon.
Cała procedura zaczęła się jak bożonarodzeniowa komedia dla dorosłych. W grudniu „Staruch” dodzwonił się do programu z udziałem Nawrockiego i zapytał, czy święty Mikołaj przyniesie mu ułaskawienie. Prezydent odpowiedział, że sprawa wygląda dziwnie i zostanie rozpatrzona. Mikołaj przyszedł w sierpniu, ale za to z pełnym pakietem: zakaz zdjęty, skazanie zatarte, komin drożny.
Okazuje się więc, że w Polsce prawo łaski można zamówić telefonicznie.
„Jeżeli jesteś niewinny, wybierz jeden.
Jeżeli jesteś kibicem, wybierz zero.
Jeżeli stoisz na płocie, pozostań na linii. Prezydent osobiście zajmie się twoją sprawą”.
Kancelaria uzasadniła ułaskawienie „Starucha” pozytywną opinią środowiskową, incydentalnym charakterem czynu i ustabilizowanym trybem życia. Trudno o stabilniejszy tryb życia niż stanie od lat na tym samym stadionowym gnieździe i krzyczenie do kilkunastu tysięcy ludzi, kiedy mają podnieść ręce.
Piotr Pytel również prowadził tryb ustabilizowany. Przez dwadzieścia dwa lata mieszkał pod jednym adresem. Państwowym. Z kratami. Widocznie jednak opinia środowiskowa w więzieniu miała gorszą oprawę muzyczną.
Prezydencka filozofia łaski wygląda zatem następująco: jeżeli ukradziono ci dwadzieścia dwa lata życia, dostaniesz wolność na próbę. Jeżeli ukarano cię zakazem stadionowym, a jesteś rozpoznawalnym kibicem, odzyskasz wolność bez instrukcji obsługi.
Niewinny ma kuratora. Kibol ma sektor, a prezydent ma poczucie dobrze spełnionego obowiązku.
Nie powinno to dziwić. Karol Nawrocki nie jest przecież człowiekiem, który patrzy na środowisko kibicowskie przez szybę limuzyny. Sam przyznał, że brał udział w kibolskiej ustawce. Mówił o „szlachetnej męskiej walce wręcz” oraz o biciu się własnymi pięściami z ludźmi, którzy również tego chcieli, na wcześniej ustalonych zasadach.
To wiele wyjaśnia. Prezydent rozumie „Starucha” nie tylko konstytucyjnie. Rozumie go mięśniowo. Obaj wiedzą, że między prawem a płotem istnieje przestrzeń, którą można pokonać jednym sprawnym ruchem.
Nawrocki jest pierwszym prezydentem, którego doświadczenie ustrojowe obejmuje prawdopodobnie także ocenę, czy przeciwnik prawidłowo dobrał liczebność grupy. Dla innych głów państwa ustawka byłaby zbiorową bójką. Dla niego to najwyraźniej seminarium z negocjacji bezpośrednich, na którym stanowiska uzgadnia się czołem.
Teraz tę kulturę przeniósł do Pałacu Prezydenckiego. Sprawiedliwość również odbywa się na ustalonych zasadach. Tyle że zasady zależą od sektora.
Pytel dostał pięć lat dozoru, ponieważ formalnie pozostaje człowiekiem skazanym na dożywocie. Ułaskawienie nie unieważnia wyroku ani nie stwierdza niewinności — tylko zwalnia z dalszego odbywania kary. I właśnie w tym tkwi ponury absurd: państwo wie już wystarczająco dużo, by nie trzymać go w więzieniu, ale za mało, by przestać traktować go jak człowieka potencjalnie niebezpiecznego.
„Staruchowi” natomiast zatarło nawet skazanie. Jednemu państwo mówi: Przepraszamy, prawdopodobnie zniszczyliśmy panu życie. Proszę się regularnie meldować.
Drugiemu: Przepraszamy za niedogodność. Gniazdo jest już wolne.
To nie jest prawo łaski. To selekcja przy wejściu. Na bramce stoi Karol Nawrocki, dawny miłośnik „szlachetnych walk”, i sprawdza:
— Siedział pan dwadzieścia dwa lata niewinnie? Kurator.
— Stał pan na płocie i prowadził doping? Zapraszamy, kolega już czeka.
— Ma pan szalik?
— Proszę wejść bez kolejki.
Można oczywiście pochwalić prezydenta, że ułaskawił Piotra Pytla. Dobrze, że ten człowiek nie wróci do więzienia. Tyle że nawet słuszny czyn Nawrocki potrafił opakować w taki sposób, aby pachniał małostkowością, podejrzliwością i szatnią po meczu.
Dobrodziej otworzył celę, ale zostawił smycz. Za to swojemu odpiął kaganiec, smycz, zakaz i historię skazania.
Piotr Pytel wybiera się na Jasną Górę, żeby podziękować za wolność.
„Staruch” może wrócić na stadion, żeby podziękować dopingiem.
Karol Nawrocki może zaś spojrzeć w lustro i powiedzieć sobie, że ocalił sprawiedliwość.
Lustro, jako przedmiot martwy i zapewne przestraszony, nie odpowie.

Dodaj komentarz