NIEDZIELA WIELKICH FINAŁÓW. PIŁKARZE GRAJĄ, POLITYCY JUŻ DAWNO SĄ PO DOGRYWCE

Warszawa

Niedziela miała służyć odpoczynkowi, rodzinie i spokojnemu trawieniu rosołu. Świat jednak po raz kolejny nie przeczytał kalendarza.

W Nowym Jorku Hiszpania i Argentyna szykują się do finału mundialu. W Polsce obywatele zastanawiają się, dlaczego rozliczanie poprzedniej władzy przypomina transmisję meczu z opóźnionym obrazem. Donald Trump zamawia następne mistrzostwa, ale już bez sąsiadów. Jacek Sasin ustala granice polskiej cierpliwości wobec Ukrainy. Unia Europejska pobiera trzy euro od chińskiej paczki i ku własnemu zdumieniu odkrywa, że pieniądze wpływają na zachowanie konsumentów. Na Bliskim Wschodzie trwają poszukiwania ludzi, których oficjalnie nie ma tam, gdzie wszyscy sądzili, że są.

Krótko mówiąc: dzień jak co dzień, tylko z finałem.

Mundial kończy się po 39 dniach i 104 meczach. Jeszcze niedawno mistrzostwa świata były turniejem piłkarskim. Dzisiaj są globalnym programem lojalnościowym z elementami sportu.

Na początku występują sponsorzy. Potem pojawia się Gianni Infantino. Następnie sponsorzy dziękują Gianniemu Infantino. Później kamera pokazuje Gianniego Infantino dziękującego sponsorom. Wreszcie przez pomyłkę dwóch zawodników kopie piłkę.

Szef FIFA przeleciał podobno ponad 80 tysięcy kilometrów prywatnym odrzutowcem, aby pokazywać się na kolejnych stadionach. Jest to dowód wielkiego poświęcenia dla futbolu. Zwykły kibic musi zadowolić się oglądaniem meczu. Infantino musi jeszcze sprawdzić, czy właściwie go oglądamy.

Na szczęście nie opanował bilokacji. Gdyby potrafił przebywać jednocześnie w kilku miejscach, transmisja zostałaby podzielona na cztery okienka: w trzech widzielibyśmy Infantino, a w czwartym reklamę oficjalnego napoju pomagającego przetrwać oglądanie trzech pozostałych.

Turniej okazał się komercyjnym triumfem. Padły rekordy frekwencji, liczby bramek i wpływów reklamowych. Pojawiły się również dodatkowe przerwy na nawodnienie, podczas których piłkarze pili wodę, a sponsorzy szampana.

Amerykanie od dawna podejrzewali, że europejski podział meczu na dwie połowy jest prymitywny. Dwie części dają przecież tylko jedną poważną przerwę reklamową. Kwarty są znacznie nowocześniejsze, ponieważ pozwalają widzowi zapomnieć, co właściwie oglądał, zanim znów zobaczy piłkę.

FIFA rozważa już rozszerzenie mundialu do 64 zespołów. To kierunek logiczny. Skoro turniej z 48 drużynami okazał się sukcesem, należy wpuścić jeszcze więcej drużyn. Kiedy liczba uczestników dojdzie do 128, eliminacje będzie można zlikwidować. Każdy kraj przyjedzie, każdy zagra, każdy otrzyma medal za udział, a mistrza wyłoni algorytm na podstawie zasięgów sponsora.

Polska również wreszcie będzie mogła regularnie kwalifikować się na mundial. Przy odpowiednio szerokim formacie odpadnięcie stanie się matematycznie trudniejsze niż awans. Choć znając możliwości naszej reprezentacji, nie należy lekceważyć polskiej myśli szkoleniowej.

W finale spotykają się Hiszpania i Argentyna: mistrz Europy przeciwko obrońcy tytułu, młodość przeciwko doświadczeniu, efektowna konstrukcja przeciwko skutecznej zawziętości. Leo Messi, mający 39 lat, nadal próbuje przekonać świat, że metryka jest jedynie sugestią administracyjną. Kylian Mbappé z kolei goni jego rekordy z energią człowieka, który zauważył, że legenda zajęła mu najlepsze miejsce parkingowe w historii futbolu.

Sam finał rozpoczyna się o godz. 21 czasu polskiego, więc w chwili niedzielnego podsumowania najważniejszy wynik pozostaje jeszcze nieznany. Jest to sytuacja nietypowa dla współczesnych mediów, które zazwyczaj znają przyczyny, konsekwencje i winnych jeszcze przed rozpoczęciem wydarzenia.

Mundial zapamiętamy jednak nie tylko dzięki piłkarzom. Zapamiętamy też bilety tak drogie, że kibic po zakupie nie miał już pieniędzy na powrót do domu, więc musiał zamieszkać przy stadionie. Zapamiętamy sędziego z Somalii, którego nie wpuszczono do USA, dzięki czemu polityka migracyjna otrzymała prawo do obsadzania arbitrów. Zapamiętamy VAR, który miał zakończyć spory, a jedynie dostarczył im obrazu w zwolnionym tempie.

Najbardziej pouczający był przypadek czerwonej kartki dla amerykańskiego piłkarza Folarina Baloguna. Donald Trump skontaktował się z Infantinem, poprosił o ponowne przeanalizowanie sprawy, a FIFA ostatecznie uchyliła zawieszenie. Prezydent później publicznie pochwalił szefa federacji za tę decyzję.

Tak narodził się nowy system wideoweryfikacji: VAR, telefon do prezydenta, telefon od prezydenta i ostateczna analiza geopolityczna faulu.

Dotychczas zawodnik po czerwonej kartce schodził z boiska. Teraz powinien najpierw sprawdzić, czy ma numer do głowy państwa.

Trump jest mundialem zachwycony i chciałby, aby Stany Zjednoczone zorganizowały kolejną edycję, tyle że już bez Kanady i Meksyku. To bardzo amerykańska forma wdzięczności wobec partnerów: dziękujemy za współpracę, następnym razem możecie oglądać w telewizji.

Najbliższym turniejem, o który można jeszcze zabiegać, będzie mundial w 2038 roku. Prezydent ma więc projekt na przyszłość, choć konstytucja może mieć pewne zastrzeżenia dotyczące długości jego osobistego udziału w przygotowaniach.

Pojawiła się także koncepcja wspólnego mundialu Stanów Zjednoczonych i Chin. Trump żartował, że piłkarzy czekałyby krótkie, przyjemne loty pomiędzy spotkaniami. Pomysł jest świetny: drużyna rozgrywa pierwszy mecz w Los Angeles, drugi w Pekinie, a trzeci w strefie czasowej, w której zawodnicy nie wiedzą już, czy właśnie wstali, zasnęli, czy stracili wtorek.

Na tle mundialowej skuteczności polskie rozliczenia polityczne wyglądają znacznie mniej widowiskowo.

W sondażu SW Research dla rp.pl jedynie 14,6 proc. badanych uznało, że rząd Donalda Tuska spełnił ich oczekiwania dotyczące rozliczenia rządów PiS. Aż 53,3 proc. odpowiedziało, że nie; 19,2 proc. w ogóle rozliczeń nie oczekiwało, natomiast 12,9 proc. nie miało zdania.

Polacy są więc rozczarowani rozliczeniami, choć każda grupa z innego powodu.

Jedni uważają, że winni nadal nie zostali ukarani. Drudzy sądzą, że rozliczenia są polityczną zemstą. Trzeci nie wiedzą, co już rozliczono. Czwarta grupa oglądała konferencję prasową i przez chwilę była przekonana, że rozliczono wszystko, ale potem okazało się, że dopiero powołano zespół do opracowania harmonogramu czynności poprzedzających ewentualne rozliczenie.

Rząd zapowiadał sprint, a wyszedł mu spacer komisji śledczej z przerwą na ekspertyzę.

Polskie rozliczenia przypominają VAR podczas szczególnie trudnego meczu. Sędzia podchodzi do monitora, patrzy przez trzy lata, konsultuje się z prokuratorem, sądem, Trybunałem Konstytucyjnym, prezydentem, Parlamentem Europejskim i ambasadą Węgier, po czym ogłasza: — Sprawdzamy dalej.

Mateusz Morawiecki usłyszał zarzuty dotyczące wyborów kopertowych, Michał Woś – zakupu Pegasusa z pieniędzy Funduszu Sprawiedliwości. Zbigniew Ziobro przebywa w USA, Marcin Romanowski zniknął z węgierskiego radaru, a jedynym skazaniem przedstawicieli dawnej władzy pozostaje sprawa Mariusza Kamińskiego i Macieja Wąsika, zakończona ułaskawieniem oraz mandatami w Parlamencie Europejskim.

Jest to polska wersja odpowiedzialności: człowiek traci mandat w Warszawie, odzyskuje wolność w Pałacu Prezydenckim i otrzymuje nowy mandat w Brukseli. System nie tyle go rozlicza, ile przeprowadza mu rekrutację wewnętrzną.

Waldemar Żurek zastąpił Adama Bodnara w Ministerstwie Sprawiedliwości między innymi po to, aby proces przyspieszyć. Obywatel czeka więc na przyspieszenie, przy czym polskie przyspieszenie instytucjonalne polega zwykle na tym, że rzecznik zaczyna używać słowa „niezwłocznie”.

Tymczasem Jacek Sasin oznajmia, że Polska nie będzie dłużej tolerowała określonych zachowań Ukrainy. Politycy odkryli bowiem, że nic tak dobrze nie wzmacnia stanowczości jak kamera i bezpieczna odległość od miejsca, w którym naprawdę trwa wojna.

Relacje polsko-ukraińskie wymagają powagi. Są w nich Wołyń, ekshumacje, bezpieczeństwo, handel, historyczna pamięć, pomoc militarna, interes narodowy i miliony osobistych relacji. To materiał na trudną politykę państwową, a nie na konkurs, kto mocniej zmarszczy brwi w studiu.

Po ataku na Łemkowskiej Watrze 46-letni obywatel Ukrainy usłyszał zarzut uszkodzenia ciała. Według policji był pijany, awanturował się, miał ponad 1,5 promila alkoholu, zranił nożem 37-letniego radnego, a funkcjonariusze musieli użyć paralizatora. Obrażenia pokrzywdzonego nie zagrażały życiu.

To poważne przestępstwo i powinno zostać poważnie osądzone. Nie jest natomiast potrzebna narodowościowa księgowość zbiorowa, w której każdy czyn jednego człowieka natychmiast staje się bilansem całego narodu.

Kiedy Polak po pijanemu urządza awanturę, mówimy: „Idiota się upił”. Kiedy robi to cudzoziemiec, część internetu natychmiast zwołuje Radę Bezpieczeństwa ONZ. Indywidualna odpowiedzialność ma tę zaletę, że odpowiada sprawca. Odpowiedzialność zbiorowa jest wygodniejsza, bo odpowiada każdy, tylko zwykle nie ten, który powinien.

Na świecie niedziela była jeszcze mniej wypoczynkowa.

Rosjanie przeprowadzili potężny atak balistyczny na Kijów, używając według relacji około 40 pocisków, w tym Iskanderów-M, Cyrkonów i rakiet systemu S-400. Atak trwał około 40 minut i miał być największym pod względem liczby pocisków balistycznych uderzeniem w ukraińską stolicę od początku pełnoskalowej inwazji.

W tym samym czasie można w telewizji debatować, czy Ukraina okazuje Polsce dostateczną wdzięczność. Wdzięczność jest ważna, historia jest ważna, interes Polski jest ważny. Warto jednak od czasu do czasu pamiętać, że rozmówca może odpowiadać z miasta, na które właśnie spada czterdzieści pocisków. To nie zwalnia Ukrainy z uczciwości wobec Polski. Zwalnia nas natomiast z obowiązku zachowywania się tak, jakby każda trudna rozmowa musiała natychmiast zostać przerobiona na kampanię wyborczą.

Na Bliskim Wschodzie wojna, odwet i groźby układają się już w regularny harmonogram. Amerykanie atakują cele w Iranie, Iran zapowiada odpowiedź, Donald Trump żąda kolejnych sankcji, a świat obserwuje cieśninę Ormuz jak kierowca cyfry na dystrybutorze.

Izraelskie źródła twierdzą, że Modżtaba Chamenei, syn zmarłego najwyższego przywódcy Iranu i jedna z istotnych postaci reżimu, nie przebywa już w kraju. Informacje wywiadowcze należy oczywiście traktować ostrożnie: w tej części świata człowiek może jednocześnie nie przebywać w Iranie, kierować wydarzeniami w Iranie oraz zostać zlokalizowany przez trzy służby w czterech różnych państwach.

Wiadomość brzmi jednak symbolicznie. Współczesne reżimy nadal przemawiają do narodu o odwadze, suwerenności i gotowości do ofiar, lecz ich najważniejsi przedstawiciele coraz częściej wygłaszają te słowa z miejsca o korzystniejszym połączeniu lotniczym.

Na tym tle wiadomość o chińskich paczkach przynosi niemal komiczną ulgę.

Od 1 lipca przesyłki spoza Unii Europejskiej o wartości do 150 euro zostały objęte opłatą wynoszącą trzy euro. Po zaledwie dwóch tygodniach firmy logistyczne mówią o dwucyfrowym spadku liczby dostaw z Chin. Gdyby spadek sięgnął 20 proc., do Europy mogłoby trafiać ponad miliard paczek rocznie mniej.

Okazuje się więc, że europejski konsument był gotów zamówić lampkę w kształcie awokado, elektroniczny masażer brwi, czternaście plastikowych haczyków i urządzenie, którego zastosowanie poznaje się dopiero po wyrzuceniu instrukcji — ale trzy euro skłoniły go do refleksji nad sensem istnienia.

Ekonomiści od lat badali, jak ograniczyć zalew tanich przesyłek. Rozważano cła, normy środowiskowe, regulacje platform i kontrolę produktów. Ostatecznie wystarczyło dołożyć cenę kawy.

Chińskie platformy zapewne szybko się dostosują. Przeniosą towary do europejskich magazynów, połączą przesyłki, zmienią modele logistyczne albo wymyślą produkt opisany jako „europejski magazyn do samodzielnego złożenia”, wysyłany w sześciu paczkach z Shenzhen. Globalizacja nie umiera. Globalizacja sprawdza, którędy można obejść szlaban.

I tak wyglądała niedziela 19 lipca.

FIFA kończy największy mundial w historii i natychmiast planuje jeszcze większy. Trump chce następnego turnieju, ale bez współgospodarzy. Polacy chcą rozliczeń, lecz nie mogą doczekać się końcowego gwizdka. Politycy licytują się na stanowczość wobec Ukrainy, gdy nad Kijowem latają rakiety. Irańscy następcy znikają, amerykańskie samoloty uderzają, a europejski konsument odkrywa, że plastikowa rzecz za 2,99 euro przestaje być okazją, jeśli przesyłka kosztuje dodatkowe trzy.

Wszystkie te historie łączy jeden motyw: powiększanie.

FIFA powiększa turniej. Trump powiększa rolę prezydenta w sędziowaniu. Politycy powiększają pojedyncze zdarzenia do rozmiarów konfliktu narodów. Internet powiększa każdą emocję. Handel powiększa liczbę rzeczy, których nie potrzebujemy. Państwo powiększa akta spraw, choć niekoniecznie liczbę zakończonych postępowań.

Tylko człowiek pozostaje tej samej wielkości. Siedzi przed telewizorem, sprawdza wynik, czyta wiadomości o wojnie, odkłada chińskie etui z internetowego koszyka i próbuje ustalić, czy jutro będzie trochę spokojniej.

Nie będzie! Jutro zaczyna się poniedziałek, ligi piłkarskie wracają za chwilę, FIFA planuje kolejny rekord, partie kolejne rozliczenia, Trump kolejny mundial, a kurierzy kolejną trasę omijającą opłatę.

Na razie jednak pozostaje finał. Przez dziewięćdziesiąt minut — o ile reklamy, VAR, polityka migracyjna, prezydent i Gianni Infantino pozwolą — piłka znów będzie najważniejsza. I to jest największa magia futbolu: przez chwilę dwudziestu dwóch ludzi potrafi odwrócić uwagę świata od tych kilku, którzy naprawdę nim rządzą.


  1. KRZYSZOF BIELEJEWSKI

    A SUNDAY OF GREAT FINALS. THE PLAYERS ARE STILL PLAYING; THE POLITICIANS WENT INTO EXTRA TIME LONG AGO

    Sunday was supposed to be devoted to rest, family and the peaceful digestion of chicken soup. Once again, however, the world failed to check the calendar.

    In New York, Spain and Argentina are preparing for the World Cup final. In Poland, citizens are wondering why the reckoning with the previous government resembles a football broadcast with a delayed picture. Donald Trump is ordering another World Cup, but this time without the neighbours. Jacek Sasin is defining the limits of Polish patience with Ukraine. The European Union is charging three euros for Chinese parcels and discovering, much to its astonishment, that money affects consumer behaviour. In the Middle East, meanwhile, searches are under way for people who officially are not where everyone assumed they were.

    In short: a day like any other, only with a final.

    The World Cup is ending after 39 days and 104 matches. Not so long ago, the World Cup was a football tournament. Today it is a global loyalty programme with sporting elements.

    First come the sponsors. Then Gianni Infantino appears. Next, the sponsors thank Gianni Infantino. The camera then shows Gianni Infantino thanking the sponsors. Eventually, by accident, two players kick a ball.

    The FIFA president is said to have travelled more than 80,000 kilometres by private jet in order to appear at one stadium after another. This demonstrates his enormous devotion to football. The ordinary supporter has to content himself with watching the match. Infantino must also make sure that we are watching it properly.

    Fortunately, he has not mastered the art of bilocation. If he could be in several places at once, the broadcast would be divided into four windows: three would show Infantino, while the fourth would contain an advertisement for the official drink needed to survive watching the other three.

    The tournament has been a commercial triumph. Records have been broken for attendance, goals scored and advertising revenue. There have also been additional hydration breaks, during which the players drank water and the sponsors drank champagne.

    Americans have long suspected that the European practice of dividing a match into two halves is primitive. Two halves provide only one serious advertising break. Quarters are far more modern because they allow the viewer to forget what he was watching before the ball reappears.

    FIFA is already considering expanding the World Cup to 64 teams. The logic is impeccable. If a tournament featuring 48 teams was a success, more teams must be admitted. Once the number of participants reaches 128, qualification can be abolished altogether. Every country will arrive, everyone will play, every team will receive a participation medal, and the champion will be selected by an algorithm on the basis of sponsor reach.

    Poland, too, may finally begin qualifying for World Cups on a regular basis. With a sufficiently broad format, elimination will become mathematically more difficult than qualification. Although, knowing the capabilities of Polish football, one should never underestimate our domestic school of coaching.

    Spain and Argentina meet in the final: the European champions against the defending world champions, youth against experience, elegant construction against effective stubbornness. At 39, Lionel Messi is still trying to persuade the world that age is merely an administrative suggestion. Kylian Mbappé, meanwhile, is chasing his records with the energy of a man who has discovered that a legend has taken the best parking space in football history.

    The final itself begins at 9 p.m. Polish time, so at the time of this Sunday summary the most important result remains unknown. This is an unusual situation for the modern media, which generally know the causes, consequences and guilty parties before an event has even begun.

    We will remember this World Cup, however, for more than the footballers.

    We will remember tickets so expensive that, after buying one, a supporter had no money left for the journey home and therefore had to move in beside the stadium. We will remember the Somali referee who was refused entry to the United States, thereby giving immigration policy the right to appoint match officials. We will remember VAR, which was supposed to end arguments but merely supplied them with slow-motion footage.

    The most instructive episode involved the red card shown to the American player Folarin Balogun. Donald Trump contacted Infantino and asked for the case to be reconsidered. FIFA ultimately lifted the suspension. The president later publicly praised the head of the federation for the decision.

    Thus was born a new system of video review: VAR, a telephone call to the president, a telephone call from the president and, finally, a geopolitical analysis of the foul.

    Until now, a player shown a red card was expected to leave the pitch. Today he should first check whether he has the head of state’s telephone number.

    Trump is delighted with the World Cup and would like the United States to host another edition, except this time without Canada and Mexico. It is a distinctly American form of gratitude towards partners: thank you for your cooperation; next time you may watch on television.

    The nearest tournament for which bids can still be submitted is the 2038 World Cup. The president therefore has a long-term project, although the Constitution may have certain reservations about the duration of his personal involvement in the preparations.

    There has also been a proposal for the United States and China to organise a World Cup together. Trump joked that the footballers would enjoy short and pleasant flights between matches. The idea is excellent: a team plays its first match in Los Angeles, its second in Beijing and its third in a time zone where the players no longer know whether they have just woken up, fallen asleep or lost Tuesday altogether.

    Compared with the efficiency demonstrated by the World Cup, Poland’s political reckoning looks considerably less spectacular.

    In an SW Research poll for rp.pl, only 14.6 per cent of respondents said Donald Tusk’s government had met their expectations regarding the reckoning with the years of Law and Justice rule. As many as 53.3 per cent said it had not; 19.2 per cent had never expected such a reckoning, while 12.9 per cent had no opinion.

    Poles are therefore disappointed with the process, although each group is disappointed for a different reason.

    Some believe the guilty still have not been punished. Others think the entire process is political revenge. A third group does not know what has already been dealt with. A fourth watched a press conference and briefly believed everything had been settled, only to discover that a team had merely been appointed to prepare a timetable for the activities preceding a possible reckoning.

    The government promised a sprint but delivered a leisurely stroll by a parliamentary inquiry committee, with a break for an expert opinion.

    Poland’s reckoning resembles VAR during an especially difficult match. The referee walks over to the monitor, watches it for three years, consults the prosecutor, the court, the Constitutional Tribunal, the president, the European Parliament and the Hungarian embassy, then announces:

    “We are still checking.”

    Mateusz Morawiecki has faced charges relating to the attempted postal election, while Michał Woś has faced charges concerning the purchase of Pegasus spyware with money from the Justice Fund. Zbigniew Ziobro is in the United States, Marcin Romanowski has disappeared from the Hungarian radar, and the only convictions involving representatives of the former government remain those of Mariusz Kamiński and Maciej Wąsik—a case that ended with presidential pardons and seats in the European Parliament.

    This is the Polish version of accountability: a man loses his parliamentary seat in Warsaw, regains his freedom at the Presidential Palace and receives another seat in Brussels. The system does not so much hold him accountable as conduct an internal recruitment exercise.

    Waldemar Żurek replaced Adam Bodnar as justice minister partly in order to accelerate the process. The citizen is therefore waiting for acceleration, although institutional acceleration in Poland generally means that the spokesperson starts using the word “immediately.”

    Meanwhile, Jacek Sasin announces that Poland will no longer tolerate certain forms of Ukrainian behaviour. Politicians have discovered that nothing strengthens resolve quite like a camera and a safe distance from the place where an actual war is being fought.

    Polish-Ukrainian relations require seriousness. They involve Volhynia, exhumations, security, trade, historical memory, military aid, the national interest and millions of personal relationships. This is material for difficult state policy, not a competition to determine who can furrow his brow most impressively in a television studio.

    Following the knife attack at the Łemko Watra festival, a 46-year-old Ukrainian citizen was charged with causing bodily harm. According to the police, he was drunk, started a disturbance, had a blood alcohol level exceeding 0.15 per cent, stabbed a 37-year-old local councillor, and had to be subdued with a Taser. The victim’s injuries were not life-threatening.

    It was a serious crime and should be dealt with seriously. What we do not need is a system of collective ethnic accounting in which the act of one individual is immediately entered on the balance sheet of an entire nation.

    When a drunken Pole starts a brawl, we say, “An idiot got drunk.” When a foreigner does it, part of the internet immediately convenes the United Nations Security Council.

    Individual responsibility has the advantage that the perpetrator is held responsible. Collective responsibility is more convenient because everyone is held responsible—usually with the exception of the person who should be.

    Elsewhere in the world, Sunday proved even less restful.

    Russia carried out a massive ballistic missile attack on Kyiv, reportedly using around 40 missiles, including Iskander-Ms, Zircons and missiles from S-400 systems. The attack lasted approximately 40 minutes and was described as the largest strike on the Ukrainian capital in terms of ballistic missiles used since the beginning of Russia’s full-scale invasion.

    At the same time, television studios can debate whether Ukraine is sufficiently grateful to Poland. Gratitude matters. History matters. Poland’s national interest matters. It is worth remembering occasionally, however, that the person on the other side of the conversation may be answering from a city on which forty missiles are currently falling.

    That does not release Ukraine from the obligation to deal honestly with Poland. It does, however, release us from the obligation to behave as though every difficult conversation must immediately be converted into an election campaign.

    In the Middle East, war, retaliation and threats have settled into a regular timetable. The Americans strike targets in Iran, Iran promises a response, Donald Trump demands further sanctions, and the world watches the Strait of Hormuz like a driver watching the numbers on a petrol pump.

    Israeli sources claim that Mojtaba Khamenei, the son of Iran’s late supreme leader and one of the regime’s significant figures, is no longer in the country. Intelligence reports should, of course, be treated with caution. In that part of the world, a man can simultaneously be outside Iran, direct events inside Iran and be located by three intelligence services in four different countries.

    The news nevertheless has symbolic force. Contemporary regimes continue to lecture their people about courage, sovereignty and readiness for sacrifice, but their most senior representatives increasingly deliver these speeches from places with better flight connections.

    Against this background, the news about Chinese parcels brings almost comic relief.

    Since 1 July, parcels from outside the European Union worth up to 150 euros have been subject to a three-euro charge. After only two weeks, logistics companies are reporting double-digit declines in deliveries from China. If the reduction reached 20 per cent, Europe could receive more than one billion fewer parcels a year.

    It turns out that the European consumer was willing to order an avocado-shaped lamp, an electronic eyebrow massager, fourteen plastic hooks and a device whose purpose becomes clear only after the instructions have been thrown away—but three euros prompted him to reflect on the meaning of existence.

    Economists spent years studying how to restrict the flood of cheap imports. They considered tariffs, environmental standards, platform regulation and product inspections. In the end, adding the price of a cup of coffee proved sufficient.

    Chinese platforms will probably adapt quickly. They will move goods into European warehouses, combine shipments, change their logistics models or invent a product described as a “self-assembly European warehouse,” shipped in six separate parcels from Shenzhen.

    Globalisation is not dying. Globalisation is checking how to get around the barrier.

    And that was Sunday, 19 July.

    FIFA is concluding the largest World Cup in history and immediately planning an even bigger one. Trump wants the next tournament, but without co-hosts. Poles want accountability but cannot hear the final whistle. Politicians compete to sound toughest towards Ukraine while missiles fly over Kyiv. Iranian successors disappear, American aircraft strike, and the European consumer discovers that a plastic object priced at €2.99 ceases to be a bargain when postage costs another three euros.

    All these stories share one motif: enlargement.

    FIFA enlarges the tournament. Trump enlarges the president’s role in refereeing. Politicians enlarge isolated incidents into conflicts between entire nations. The internet enlarges every emotion. Trade enlarges the number of objects we do not need. The state enlarges its case files, though not necessarily the number of completed proceedings.

    Only the human being remains the same size.

    He sits in front of the television, checks the score, reads news of war, removes a Chinese phone case from his online shopping basket and tries to determine whether tomorrow might be a little calmer.

    It will not!

    Tomorrow is Monday. The domestic leagues will soon return, FIFA is planning another record, the political parties are planning more reckonings, Trump is planning another World Cup, and the couriers are planning another route around the charge.

    For now, however, there is still the final.

    For ninety minutes—provided the advertisements, VAR, immigration policy, the president and Gianni Infantino allow it—the ball will once again be the most important thing in the world.

    And that is football’s greatest magic: for a brief moment, twenty-two men can distract the world from the handful who actually run it.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Verified by MonsterInsights