
Nie opuszczony proporzec, nieudana promocja książki, niepodpisana ustawa i niesmaczne żarty. Andrzej Duda – prezydent dwukadencyjny, niezłomny w szkodzeniu i wytrwały w kompromitowaniu – zakończył swoją służbę. Ale – jak sam stwierdził – nie mówi: „żegnam”. Tyle że my mówimy: żegnaj. I to z ulgą.
Ostatnie orędzie – czyli autopromocja w tonie pompatycznym
W swoim ostatnim wystąpieniu Andrzej Duda zaprezentował się jako ojciec sukcesu, mąż stanu i prezydent-marzyciel. Mówił o „bezpiecznej i zamożnej Polsce”, dziękował za zaufanie, chwalił się odwiedzeniem wszystkich powiatów i zapewniał, że „to było 10 bardzo dobrych lat dla Polski”. Prosto w oczy. Nam. Obywatelom.
W tym orędziu nie było ani cienia refleksji. Ani słowa o błędach, kontrowersjach, podziałach, skandalach czy naruszeniach konstytucji. Nie usłyszeliśmy słowa „przepraszam” ani „żałuję”. Usłyszeliśmy za to „jestem dumny”, „dotrzymałem słowa” i klasyczne „Polska, Polska, Polska”. Była też wzmianka o tysiącach uściśniętych dłoni i… koronacji Bolesława Chrobrego. Bo jak mówić o sobie z godnością, to najlepiej w zestawieniu z pierwszym królem.
Znalazło się też miejsce na typowy dla tej prezydentury zabieg retoryczny: gloryfikowanie siebie przez deprecjonowanie poprzedników. „Wielu wątpiło, że można”, „pieniędzy nie ma i nie będzie” – tak, wiemy. Wszyscy byli źli, tylko pan był dobry. Zresztą, sam wystawił sobie ocenę: „prezydent na piątkę”.
Na zakończenie, jak przystało na bohatera własnego mitu, Duda zapewnił, że „pozostaje w służbie”. Będzie działał „w Polsce i za granicą”, zawsze „zabiegając o sprawy Polski”. Trudno powiedzieć, czy bardziej się śmiać, czy płakać.
Polska jego marzeń
Dla Andrzeja Dudy Polska AD 2025 jest krajem bezpiecznym, zamożniejszym, silniejszym. On sam spogląda nam prosto w oczy i mówi, że to były „10 bardzo dobrych lat dla Polski”. Dla przypomnienia: to lata, gdy zniszczono niezależność sądów, upolityczniono Trybunał Konstytucyjny, zdemolowano KRS, zablokowano KPO, a zamiast prezydenta mieliśmy notariusza Nowogrodzkiej.
Do tego Andrzej Duda samowolnie ułaskawił osoby nie skazane wyrokiem sądu, tworzył uczelnie-widma, wetował ustawy przywracające porządek prawny i w ostatnich chwili swojej kadencji zablokował ustawę, która miała pomóc dzieciom.
Dzieci? Niech cierpią w milczeniu
Ustawa umożliwiająca nastolatkom dostęp do psychologa bez zgody rodziców została przez prezydenta wysłana do Trybunału Konstytucyjnego. Dlaczego? Bo – jak twierdzi Duda – dzieci mogą trafić na szarlatana. Prawda jest taka: dzieci trafiały na depresję, samotność, myśli samobójcze. Ale prezydent uznał, że większym zagrożeniem niż cierpiące dzieci, jest ich prawo do samodzielnej decyzji.
To jeden z ostatnich aktów politycznego okrucieństwa, z którym nie sposób się pogodzić. A może i logiczna kontynuacja dekady, w której państwo przestało widzieć swoich obywateli.
Agata Kornhauser-Duda, czyli Pierwsza Dama bez głosu

Jeśli ktoś jeszcze miał nadzieję, że Agata Kornhauser-Duda kiedyś się odezwie, to przegrał z prezydentem. Bo ten w wywiadzie wyznał, że żona „milczała, bo wiedziała, że milczenie jest złotem”.
Była nauczycielką, osobą samodzielną, zaangażowaną, mogła coś zdziałać. Ale przez 10 lat milczała. W sprawach kobiet, praw człowieka, przemocy, edukacji, aborcji. Milczała, gdy państwo pałowało protestujące kobiety. Milczała, gdy mężowi sypały się z ust kolejne kłamstwa. I milczała, gdy on sam ją publicznie zredukował do roli ozdoby.
Wyszła z tej prezydentury smutna, bezsilna i – niestety – ostatecznie skompromitowana. Nie przez siebie. Przez niego.
„To ja”. Książka za 170 zł i brak klasy
Prezydent na koniec kadencji postanowił promować… samego siebie. Książka „To ja” miała być opowieścią o prezydenturze, o kulisach, o życiu. Wyszła z tego autopromocyjna broszura na granicy kabaretu i straganu.
Szczyt? Książka podpisana w drukarni, pokazana w social mediach, wręczona Nawrockiemu. Tylko czekać, aż ruszy ogólnopolska trasa z Andrzejem Dudą podpisującym egzemplarze w Biedronce.
Prezydent, który mógł odejść z klasą, odchodzi jako akwizytor własnej legendy. A może raczej: swojego mitu.
Smoleńsk, bimber i „ostrý cień mgły”
To, co Duda robił w ostatnich miesiącach, trudno zakwalifikować. Żarty z pandemii, filmy z bijącym się bimbrem, komentarze o Smoleńsku i niedopowiedzenia rodem z forum spiskowego.
Wszystko po to, by jeszcze trochę zaistnieć. Żyć w cieniu własnej przeszłości. Może liczy, że zatęsknimy. Może chce, byśmy myśleli: „był głupi, ale przynajmniej nie był Nawrockim”.
Ale nie. Nie zatęsknimy.
Duda dołożył swoje
To on zaprzysiągł sędziów-dublerów. To on podpisał ustawy kagańcowe. To on wziął udział w niszczeniu niezależnych instytucji. To on stworzył Akademię Kopernikańską, uczelnię widmo. To on chronił kolegów z PiS-u, wetując ustawy naprawcze. To on ułaskawił Wąsika i Kamińskiego, zanim zapadł prawomocny wyrok.
I to on teraz mówi: „Nie mówię: żegnam”.
A my? Mówimy jasno:
Niech pan sobie mówi co chce. Niech pan pisze, wydaje, tweetuje, nagrywa, rozdaje proporce i uśmiecha się do kamer. Ale niech pan już nie wraca.
Niech pan zostanie tylko przypisem w podręcznikach do politologii. Przypisem z gwiazdką: jak nie powinien wyglądać prezydent demokratycznego kraju.

Dodaj komentarz