


Polska polityka to dziś połączenie „Mody na sukces”, „Ucha Prezesa” i „Strefy mroku”, tylko z gorszym scenariuszem i bardziej drewnianymi aktorami. Na szczęście w tym oceanie absurdu dryfuje jeden kapsułowy promień nadziei: Sławosz Uznański. Reszta? No cóż… nadaje się co najwyżej do odpalenia w przestrzeń kosmiczną – bez planu powrotu.
Misja Tusk: Rekonstrukcja ostatniego tchu
Donald Tusk, jedyny człowiek w tym kraju, który potrafi zapanować nad posiedzeniem rządu i równocześnie podgrzać rosół w Berlinie, szykuje swoją ostatnią rekonstrukcję. Ostatnią! Jakby wcześniej jakakolwiek miała ręce, nogi, albo chociaż termostat. W PO zawrzało: czy to koniec Tuska? Czy nasz polski Obi-Wan Kenobi zostawi młodzików z Koalicji Obywatelskiej samych na polu walki, z plastikowymi mieczami i plakatami z Brzoską?
Sikorski już głośno ćwiczy przemówienia do narodu. Siemoniak poprawia włosy. Domański przelicza, ile kosztowałby nowy gabinet w KPRM. A Berek… cóż, nawet własna mama nie wie, co robi Berek.
Tymczasem premier Tusk, niczym rasowy generał przed odwrotem, jeszcze próbuje coś posprzątać: pozamiatać Zielonych pod dywan, wsadzić Nowoczesną do szafy i zresetować Hołownię jak starego iPhone’a. Ale co z tego, skoro połowa koalicji już szuka nowych domów, a druga połowa szuka gniazdek – zasilania politycznego.
Prezydent Bąkiewicz? Tak, to się naprawdę dzieje
W tym samym czasie Andrzej Duda – człowiek, który jeszcze niedawno nie mógł ułaskawić własnego refleksu – ułaskawił Roberta Bąkiewicza. Bo jak wiadomo, gdy granice państwa są zagrożone, najlepiej oddać ich ochronę w ręce samozwańczego karateki z megafonem.
Ułaskawienie Bąkiewicza to nie tylko policzek wymierzony sądowi, to pełnoprawne uderzenie łokciem w szczękę państwa prawa. A wszystko w ramach nowej szkoły politycznej im. Nawrockiego – „Bij, aż zapamiętają, kto tu rządzi”.
Karol Nawrocki, prezydent z przypadku i promocji w IPN, otworzył właśnie nową erę: brunatnego oświecenia. Jego motto brzmi: „Nie wiem, skąd się wziąłem, ale teraz to ja tu decyduję!”. Po nim już tylko prezydent Mentzen i wiceprezydent Braun – czyli Polska 2030: paszport na własne ryzyko, do kupienia na Orlenie.
Lewa, prawa, Razem, osobno – czyli opozycja w trybie losowym
Lewica? Razem coś tam krzyczy, Biejat grozi rewolucją z bębnem w ręku, Zandberg czyta Marksa na TikToku. A reszta opozycji wygląda jak stado mew próbujących złapać jedną frytkę: dużo hałasu, zero skuteczności.
PSL? Polska 2050? To nie partie, to symbole nostalgia-Polski. Jedna udaje, że ma wieś, druga – że ma młodzież. W rzeczywistości jedna to wiejski dancing, druga to prelekcja w kawiarni. A Hołownia – człowiek, który miał być mesjaszem, a został starterem do quizu „Kim jestem i dlaczego mnie to wszystko przerasta”.
Głos rozsądku… z orbity
I właśnie wtedy, gdy ziemska atmosfera pełna jest politycznego smogu, z nieba wraca on – Sławosz Uznański-Wiśniewski, człowiek, który naprawdę zrobił coś wielkiego, nie potrzebując do tego PR-owca, telebimu ani kontraktu z TVP.
Zamiast produkować ustawy, których nikt nie czyta – badał mikrograwitację. Zamiast budować narracje – przeprowadzał eksperymenty. Zamiast prowadzić kampanię – wylądował w Pacyfiku i nie zatonął, co samo w sobie czyni go politycznie nieprzyzwoicie kompetentnym.
Nie dziwi więc, że po powrocie z orbity musi teraz trafić do Kolonii. W Polsce mógłby dostać szoku cywilizacyjnego – zwłaszcza po spotkaniu z komisją Macierewicza lub nową ustawą o edukacji domowej autorstwa Konfederacji.
I na koniec… PRZYSZŁOŚĆ
Rekonstrukcja rządu, czyli „Przesuń fotel – zmień Polskę” – to jak wymiana opon w trabancie i oczekiwanie, że pojedzie jak Tesla. Tusk, mimo wszystko, zostaje ostatnim człowiekiem na tym politycznym pokładzie, który wie, jak trzymać kurs. Reszta to statki widmo: dryfujące, kręcące się wokół własnej osi, czasem tonące w kabarecie.
Więc jeśli ktoś ma dziś odwagę, wiedzę i klasę, by naprawdę reprezentować Polskę – to nie jest to Sikorski, Kosiniak czy Nawrocki. To astronauta, który naprawdę sięgnął gwiazd. A reszta niech chociaż sięgnie instrukcji obsługi demokracji. Bo jak tak dalej pójdzie, to jedyną formą ucieczki przed polską polityką będzie… lot na Marsa. I to w jedną stronę.
PS: Sławoszu, leć znowu. I nie zabieraj nikogo z Sejmu. Nawet w bagażu podręcznym.

Dodaj komentarz