


Ach, jak łatwo robi się poważnie, gdy świat staje się śmieszny. A Polska pod rąką Donalda Tuska i Waldemara Żurka, przestaje być krajem kabaretu politycznego, a zaczyna przypominać demokrację. Nie dla wszystkich to dobra wiadomość. Szczególnie nie dla Karola Nawrockiego, który najwyraźnie postanowił zagrać główną rolę w cyrkowym repertuarze pt. „Ja, mesjasz historii”.
Zaczęło się od telefonu. Karol, prezydent elekt, głos narodu, zadzwonił do Zełenskiego. I jak przystało na dziecko Instytutu Pamięci Narodowej, od razu zacznął historię. Tę prawdziwą, piękną i jednobrzmiącą z broszur propagandowych. „Będę mówił głosem ofiar” – rzekł Karol. I pomyślał zapewne, że jak będzie wystarczająco głośno mówił, to nie usłyszymy jego politycznej pustki.
Bo przecież Nawrocki to nie polityk, to projekt. Wyciąg z kombatanta, posypany IPN-em, polany martyrologią, z dodatkiem trybunałowej pogardy dla współczesności. Święty Karol od Teczki, który gdyby mógł, założyłby Wydział Ekshumacji Sumienia Narodowego.
Ale podczas gdy Karol próbuje rozmawiać z historią przez telefon, Waldemar Źurek rozmawia z rzeczywistością przez decyzje. I robi to z godnością, która nie mieści się w ząbkowanych ustach Bogdana Święczkowskiego. W tydzień zawiesił 46 prezesów i wiceprezesów sądów, zresztą jak na dobrego ministra przystało – nie ze złości, lecz z potrzeby przywrócenia sensu słowu „prawo”.
Nie obyło się bez lamentów. Święczkowski, karykatura prokuratora i tragifarsa sędziego, napisał, że decyzje żurka to zemsta. Trudno powiedzieć, czy bardziej rzewnie, czy śmiesznie. Kiedy przez osiem lat zarządzałeś zamordyzmem, z nadania kolegi Ziobry, i nagle ktoś cię wyprasza z bufetu władzy – oczywiście, że to „zemsta”.
Ale to nie zemsta, panie Święczkowski. To dezynfekcja.
Donald Tusk tymczasem robi to, co premier powinien robić: zwalcza drożyznę, zamyka komisje ds. paranoi i nie komentuje, tylko działa. Inflacja spada, a wraz z nią opada też ciśnienie w prawicowych przekaziorach. Już nawet TV Republika przestaje krzyczeć, a zaczyna szeptać. Świat się zmienia.
W tle mamy jeszcze duet Kaczyński-Mentzen, czyli teatrzyk kukiełek o nazwie „Deklaracja Polska”. Jeden krzyczy „nie z Tuskiem!”, drugi udaje, że nie słyszy. Oczywiście koalicja już gotowa, tylko trzeba jeszcze dogadać kto komu poda piwo, a kto komu poda kajdanki.
A Żurek? On nie krzyczy. On nie podaje piwa. On odkurza, segreguje, zamiata. I robi to tak, że reszta patrzy z niedowierzaniem. W czasach, gdy było modne bycie ofiarą, on pokazuje, jak być ministrem z krwi, kości i kodeksu.
Radosław Sikorski? Klasa sama w sobie. Podróżuje, negocjuje, nie myli dyplomacji z memami. Gdyby reszta polityków miała połowę jego taktu, to Nawrocki pisałby do Zełenskiego pocztówki, nie „apelował” przez Twittera.
Podsumujmy:
- Tusk robi robotę.
- Żurek robi porządek.
- Sikorski robi politykę.
- Nawrocki robi z siebie żart.
I tylko Kaczyński, Mentzen i spółka robią w majtki, bo świat, w którym sądy są niezależne, a historia nie jest narzędziem polityki, to dla nich koniec bajki.
Zatem żurku, miotła w dłoń. Historia poczeka, Karol niech gada. Ty czyścisz Polskę z brudu, który właził nam w trzewia przez osiem lat. I to jest dobra wiadomość.
A Nawrocki? Niech przemawia. Byle nie do nas.

Dodaj komentarz