NA NOWOGRODZKIEJ NIKOGO NIE WYRZUCONO. CZTERDZIEŚCI CZTERY OSOBY  WYLATUJĄ ZA DRZWI W TRYBIE PROCEDURALNYM

Warszawa

Na Nowogrodzkiej cyrk trwa, ale dyrekcja uprasza, żeby nie używać słowa „cyrk”, ponieważ cyrk posiada regulamin, program, kasę biletową oraz ludzi, którzy wiedzą, kiedy wejść na arenę.

W Prawie i Sprawiedliwości sytuacja jest bardziej zaawansowana.

Mateusz Morawiecki został już wyrzucony z partii, chociaż formalnie nadal w niej jest. Jego ludzie nie odeszli, ale Jarosław Kaczyński ogłosił, że zrezygnowali. Komitet Polityczny miał ich usunąć, lecz zamiast tego skierował sprawę do rzecznika dyscypliny, który sam nikogo usunąć nie może, ale może wystąpić o usunięcie do Komitetu Politycznego, który właśnie zdecydował, żeby niczego nie decydować.

PiS nie przeprowadza rozłamu. PiS roluje rozłam do następnego posiedzenia.

Wszystko jest jasne, jeśli człowiek nie próbuje zrozumieć.

CZTERDZIEŚCI CZTERY TWARZE ZDRADY, W TYM KILKA PRZEZ POMYŁKĘ

We wtorek Komitet Polityczny PiS zebrał się przy Nowogrodzkiej, żeby ostatecznie przeciąć wrzód, zamknąć etap, wyprowadzić buntowników i pokazać, że partia Jarosława Kaczyńskiego jest zwarta, silna oraz bezwzględnie zdolna do usuwania ludzi, których wcześniej sama zrobiła premierami, ministrami i twarzami historycznego sukcesu.

Przed posiedzeniem wszystko było gotowe.

Jarosław Kaczyński ogłosił wcześniej, że trzydziestu kilku posłów zrezygnowało z członkostwa w partii. Posłowie odpowiedzieli, że nie zrezygnowali. Kaczyński uznał, że jednak zrezygnowali, ponieważ nie podpisali oświadczenia potwierdzającego, że nie należą tam, gdzie należą.

To nowatorska metoda ustalania cudzej woli.

Człowiek mówi:

— Zostaję.

Partia odpowiada:

— Właśnie zrezygnowałeś.

— Ale nie zrezygnowałem.

— Tym gorzej. Rezygnujesz nielojalnie.

O godzinie siedemnastej rozpoczęło się posiedzenie. Po trzech godzinach wyszedł Rafał Bochenek i poinformował, że na czarnej liście są 44 osoby. Niektóre nie złożyły oświadczeń, inne złożyły je na niewłaściwych formularzach.

I wtedy sprawa nabrała właściwej dla polskiej prawicy głębi intelektualnej.

Okazało się, że o losie wielkiej partii, jedności obozu patriotycznego i przyszłości państwa może zdecydować formatka.

Nie poglądy. Nie program. Nie stosunek do NATO, Unii, podatków czy praworządności. Nawet nie stosunek do prezesa, bo ten jest zjawiskiem metafizycznym i nie podlega zwykłej ocenie.

Formatka!

Mariusz Kamiński i Maciej Wąsik mieli przesłać oświadczenia na niewłaściwych drukach. Człowiek może więc być lojalny sercem, duszą, immunitetem i całym życiorysem, a mimo to znaleźć się w kręgu zdrady, ponieważ pobrał załącznik numer dwa zamiast numeru dwa po korekcie.

W PiS patriotyzm jest wieczny, ale formularz traci ważność bez ostrzeżenia.

Dawniej aparat partyjny oceniał pochodzenie klasowe, linię ideologiczną i stosunek do imperializmu. Dzisiaj sprawdza, czy podpis umieszczono w odpowiedniej kratce. Postęp jest niezaprzeczalny. Represja została scyfryzowana, choć zapewne nadal przyjmuje wyłącznie pliki w formacie DOC z 2003 roku.

LOJALKA, KTÓREJ NIE WOLNO NAZYWAĆ LOJALKĄ

Mateusz Morawiecki odmówił podpisania dokumentu, ponieważ — jak mówił — lojalki źle mu się kojarzą, także z latami osiemdziesiątymi. Kierownictwo partii oburzyło się na słowo „lojalka”, ponieważ dokument nie był lojalką.

Był jedynie obowiązkowym oświadczeniem, które należało podpisać w wyznaczonym terminie pod groźbą wyrzucenia z organizacji.

Zupełnie co innego. Lojalka ma nieprzyjemną nazwę. Obowiązkowa deklaracja wyłącznej przynależności organizacyjnej brzmi natomiast jak produkt bankowy dla klientów premium.

Morawiecki jako były bankowiec powinien to rozumieć. Być może wystarczyło nazwać dokument „Oświadczeniem o konsolidacji aktywów lojalnościowych w ramach dominującej jednostki politycznej” i podpisałby trzy egzemplarze, a czwarty zaniósł do compliance.

Nie podpisał. Zamiast tego przedstawił Kaczyńskiemu 21 punktów kompromisu. Dwadzieścia jeden punktów to bardzo dużo jak na kompromis z człowiekiem, który zwykle potrzebuje jednego punktu:

  1. Zgodzić się z Jarosławem Kaczyńskim.

Morawiecki proponował podobno, że zrezygnuje z funkcji wiceprezesa PiS, nie będzie budował konkurencyjnych struktur i pozostanie zwykłym członkiem partii. Problem polegał na tym, że prezes nie chciał zwykłego Morawieckiego. Chciał Morawieckiego potwierdzonego właściwym drukiem.

Na Nowogrodzkiej człowiek bez lojalki jest jak paragon bez numeru NIP: może istnieć, ale nie da się go zaksięgować.

HARCERZE DOSTALI SPRAWNOŚĆ DYSCYPLINARNĄ

Ludzi Morawieckiego nazwano „harcerzami”. Określenie miało być złośliwe, lecz z każdym dniem staje się coraz trafniejsze. Harcerze mają drużynowego, własne spotkania, tajemnicze zbiórki, program sprawnościowy i przekonanie, że dzięki dobrej organizacji można przetrwać w lesie.

Na Nowogrodzkiej odkryli jednak, że las należy do prezesa, wszystkie namioty stoją na terenie partyjnym, a druh Sasin właśnie zabrał zapałki.

Morawiecki przygotował dziesięć filarów „silnej Polski”. Dziesięć filarów to liczba rozsądna. Cztery podtrzymują konstrukcję, sześć można wykorzystać jako tło podczas konferencji.

Wśród zasad znalazły się szacunek dla prezydenta, suwerenna polityka migracyjna i sprzeciw wobec polityki klimatycznej Unii. Program brzmi więc jak PiS, które przebrało się za PiS i twierdzi, że widzimy coś świeżego.

Rozwój Plus jest na razie Prawem i Sprawiedliwością po liftingu: twarz trochę inna, ale poglądy nadal poznają człowieka na ulicy.

Morawiecki obiecał odwagę, odpowiedzialność i konsekwencję. Nie obiecał łatwej drogi, co jest uczciwe, ponieważ pierwsze kilkaset metrów prowadzi przez partyjny sąd dyscyplinarny.

Wieczorem „harcerze” mieli się spotkać i ustalić, co robić dalej. Zapewne rozważano trzy możliwości:

— założyć klub parlamentarny;

— założyć partię;

— nadal twierdzić, że wszyscy są w PiS, aż ktoś zmieni zamki.

Klub można stworzyć, mając co najmniej 15 posłów. Morawiecki twierdzi, że jego środowisko liczy około 40 posłów, senatora i troje europarlamentarzystów. Matematycznie wystarczy.

Politycznie sytuacja jest bardziej skomplikowana, ponieważ liczebność frakcji w polskiej partii przypomina liczbę grzybów w lesie. Dopóki się ich nie zbierze do koszyka, nie wiadomo, ile naprawdę istnieje, a część po bliższym obejrzeniu okazuje się należeć do kogoś innego.

PREZES NIE WYRZUCA. PREZES DAJE CZAS NA DOBROWOLNE ZROZUMIENIE

Komitet Polityczny mógł podobno usunąć buntowników sam. Nie zrobił tego. Sprawę skierował do rzecznika dyscyplinarnego Karola Karskiego.

Rzecznik może upomnieć, udzielić nagany, skierować sprawę do sądu partyjnego albo poprosić Komitet Polityczny o wykluczenie, a więc Komitet wysłał sprawę do rzecznika, żeby rzecznik mógł wysłać ją z powrotem do Komitetu.

To polityczna wersja reklamacji w spółce Skarbu Państwa: pismo krąży tak długo, aż obywatel umrze albo zmieni numer telefonu.

Oficjalnie chodzi o procedurę. Nieoficjalnie — według rozmówców mediów — Kaczyński może chcieć kupić sobie czas na wyciąganie kolejnych posłów z obozu Morawieckiego. Dochodzi również kwestia pieniędzy: składek parlamentarzystów oraz środków przysługujących klubowi z Kancelarii Sejmu.

Nie twierdzę, że chodzi wyłącznie o pieniądze. W polityce zawsze chodzi przede wszystkim o idee, a pieniądze jedynie przypadkiem siedzą obok nich w pierwszym rzędzie i trzymają teczkę.

Każdy poseł przechodzący do Morawieckiego zabiera bowiem ze sobą nie tylko sumienie, mandat i doświadczenie. Zabiera również składkę.

PiS może stracić wpływy od kilkudziesięciu parlamentarzystów, a jego subwencja już wcześniej została uszczuplona. Rozłam ma więc wymiar duchowy, programowy i księgowy, przy czym księgowy jako jedyny da się policzyć bez konferencji prasowej.

Na Nowogrodzkiej serce partii bije po prawej stronie, ale portfel nosi się po lewej, żeby łatwiej sprawdzać, czy jeszcze jest.

Przedłużenie procedury pozwala także ustalić, kto naprawdę wyjdzie z Morawieckim. Prezes zapewne liczy, że gdy pojawią się konkretne konsekwencje, część harcerzy nagle przypomni sobie, że od dziecka marzyła o sprawności „Wierny Druh Jarosława”.

Jeden już wrócił. Następni mogą uznać, że Rozwój Plus jest znakomitą inicjatywą, lecz akurat poczuli pilną potrzebę rozwoju w przeciwnym kierunku.

MORAWIECKI ZOSTAŁ WYRZUCONY TAK MOCNO, ŻE NADAL JEST WICEPREZESEM

Najpiękniejszy moment nastąpił jednak wtedy, gdy Piotr Müller poinformował, że Morawiecki zrezygnował z funkcji przewodniczącego Europejskich Konserwatystów i Reformatorów „w związku z wykluczeniem z PiS”.

Chwilę później Bochenek wyjaśnił, że Morawiecki formalnie nie został jeszcze wykluczony. Były premier ustąpił więc z funkcji z powodu wydarzenia, które według jego dawnej partii jeszcze nie nastąpiło. To imponujące nawet jak na człowieka, który przez lata potrafił ogłaszać sukcesy programów przed ich rozpoczęciem.

Morawiecki nie został wyrzucony. On jedynie wyciągnął konsekwencje z własnego przyszłego usunięcia.

Można powiedzieć, że dokonał politycznego odpisu aktualizującego. Ryzyko wykluczenia uznał za stratę już poniesioną, zgodnie z zasadą ostrożnej wyceny aktywów. Bochenek mówił jedno. Müller drugie. Kaczyński wcześniej trzecie. Statut sugerował czwarte. Na koniec każdy widz wiedział mniej niż przed konferencją, co w PiS jest uznawane za skuteczną komunikację.

ZIOBRO PODPISAŁ, BO WOLNOŚĆ JEST NAJWAŻNIEJSZA, ALE NIE AŻ TAK

Rafał Bochenek poinformował również, że Zbigniew Ziobro złożył wymagane oświadczenie. Nie wiedział natomiast, jak zachował się Marcin Romanowski.

To wzruszające. Ziobro, który walczy z systemem, reżimem, prześladowaniami i politycznym bezprawiem, znalazł jednak chwilę, żeby prawidłowo wypełnić partyjną formatkę.

Można rzucić wyzwanie polskiej prokuraturze, sądom, rządowi i procedurom ekstradycyjnym. Nie należy igrać z sekretariatem przy Nowogrodzkiej. Ziobro może nie ufać polskiemu wymiarowi sprawiedliwości, ale ufa formularzowi zatwierdzonemu przez prezesa. Każdy ma swoją granicę buntu.

Morawiecki porównuje lojalkę do ponurych praktyk z lat osiemdziesiątych. Ziobro najwyraźniej uznał, że dokument jest niewinny i należy go podpisać, zanim prezes dopisze na dole kolejną rubrykę.

SASIN, CZARNEK I RESZTA ORKIESTRY STROI INSTRUMENTY

W tle trwa walka o sukcesję po Jarosławie Kaczyńskim, choć wszyscy zainteresowani zapewniają, że sukcesji nie ma, walki nie ma, a prezes będzie kierował partią tak długo, jak długo Polska będzie wymagała ratowania przed ludźmi, których prezes wcześniej sam powołał.

Jacek Sasin zarzucał Morawieckiemu, że źle znosi sytuację, w której ktoś inny znajduje się w centrum. Kryzys miał się zaostrzyć, gdy jako kandydata na przyszłego premiera wskazano Przemysława Czarnka, a nie byłego premiera. Według relacji Onetu Sasin przekonywał, że działania Morawieckiego rozbijają jedność partii.

Trudno odmówić temu pewnej logiki.

Partia była doskonale zjednoczona, dopóki każdy z kandydatów na następcę prezesa wierzył, że to właśnie on zostanie następcą prezesa. Problem pojawił się, gdy prezes zaczął wskazywać różnych następców różnym następcom.

Morawiecki ma bankowców i harcerzy. Czarnek ma temperament, twardy elektorat i zdolność wygłoszenia pięciu mocnych zdań, zanim rozmówca zdąży zdjąć płaszcz. Sasin ma doświadczenie w organizowaniu przedsięwzięć, które pozostawiają po sobie faktury i wspomnienia. Ziobro ma oświadczenie na właściwym druku.

Nad wszystkim czuwa Kaczyński, który przypomina dyrektora cyrku sprawdzającego, dlaczego artyści walczą o stanowisko następnego dyrektora, skoro przedstawienie wciąż trwa.

Każdy chce ratować partię. Niestety każdy przed pozostałymi ratownikami.

PIĄTY ROZŁAM, CZYLI TRADYCJA, NIE KRYZYS

Jan Dziedziczak powiedział przed posiedzeniem, że to piąty rozłam w PiS, jaki przeżywa.

Piąty. Po takim wyniku nie mówi się już o kryzysie. Mówi się o cyklu życia organizacji. Niektóre partie organizują kongresy. PiS organizuje rozłamy. Pozwala to przewietrzyć szeregi, policzyć lojalnych, wymienić zamki i ponownie ogłosić jedność.

Rozłam w PiS jest jak remont łazienki: odbywa się co kilka lat, trwa dłużej, niż planowano, kosztuje więcej, a przez cały czas ktoś twierdzi, że to wina poprzedniego fachowca.

W przeszłości odchodzili ludzie Ziobry, Kowala, Poncyliusza, Kluzik-Rostkowskiej i innych środowisk, które odkrywały, że w partii Jarosława Kaczyńskiego można mieć własne zdanie, pod warunkiem że prezes już je wcześniej wypowiedział.

Część wracała. Część znikała. Część zakładała ugrupowania, których nazwy brzmiały dumnie przez pierwsze pół roku, a potem pojawiały się wyłącznie w pytaniach teleturniejowych.

Morawiecki zna tę historię. Wie, że politycy odchodzący z PiS mają przed sobą dwie drogi. Pierwsza prowadzi do powrotu. Druga również prowadzi do powrotu, tylko po dłuższej konferencji prasowej.

Tym razem skala może być jednak większa. Czterdziestu posłów to nie kanapa. To cała ekspozycja sklepu meblowego. Mogą stworzyć klub, wystawić własnego kandydata na wicemarszałka i rozpocząć budowę samodzielnego projektu.

Mogą też przez pół roku spierać się o to, kto pierwszy usiądzie przy Morawieckim, a potem odkryć, że polityczne centrum nie powstaje od samego używania słowa „rozwój”.

NOWOGRODZKA ZNOWU ZWYCIĘŻYŁA

Tak zakończył się kolejny historyczny dzień polskiej prawicy. Komitet zebrał się, żeby wyrzucić Morawieckiego, ale go nie wyrzucił. Morawiecki zareagował na wyrzucenie, którego nie było. Müller ogłosił wykluczenie. Bochenek ogłosił brak wykluczenia. Karski otrzymał sprawę, którą może odesłać ludziom, od których ją dostał. Kamiński i Wąsik trafili na listę podejrzanych o niewłaściwy formularz. Ziobro podpisał prawidłowo. Romanowski pozostawał zagadką administracyjną.

Harcerze wieczorem zorganizowali zbiórkę, a partia, która przez osiem lat chciała porządkować całe państwo, nie potrafiła ustalić, kto właściwie jest jej członkiem.

Na Nowogrodzkiej nie doszło do rozłamu. Doszło do kontrolowanego pęknięcia jedności z możliwością przedłużenia terminu płatności.

Morawiecki ostrzegł, że procedura może potrwać pół roku albo rok, a rząd będzie się z tego cieszył.

Ma rację. Koalicja rządząca nie musi dziś atakować PiS. Wystarczy, że dostarczy na Nowogrodzką kawę, zszywacze i dodatkowy komplet niewłaściwych formularzy. Resztę partia zrobi sama.

Jarosław Kaczyński chciał pokazać siłę. Morawiecki chciał pokazać samodzielność. Sasin chciał pokazać lojalność. Bochenek chciał wyjaśnić procedurę. W rezultacie zobaczyliśmy czterdzieści cztery nazwiska, trzy wersje wydarzeń, dwa równoległe posiedzenia i jedną partię, która wyszła z sali w kilku kierunkach.

Cyrk trwa. Na arenie stoją harcerze, maślarze, frakcja prezesa, frakcja byłego premiera, kandydaci na przyszłego premiera, rzecznik dyscypliny i rzecznik prasowy usiłujący wyjaśnić, że człowiek jednocześnie należy i nie należy do partii, zależnie od tego, który artykuł statutu właśnie oglądamy.

Publiczność się śmieje. Dyrekcja zapewnia, że śmiech oznacza poparcie.

A Jarosław Kaczyński siedzi w gabinecie i zastanawia się, dlaczego w partii opartej na bezwzględnej lojalności wszyscy są bezwzględnie lojalni przede wszystkim wobec własnej przyszłości.


  1. KRZYSZOF BIELEJEWSKI

    # NO ONE HAS BEEN THROWN OUT ON NOWOGRODZKA STREET. FORTY-FOUR PEOPLE ARE MERELY BEING SHOWN THE DOOR THROUGH THE PROPER PROCEDURAL CHANNELS

    The circus on Nowogrodzka Street continues, although management kindly requests that we refrain from using the word “circus,” because a circus has rules, a programme, a box office and performers who know when they are supposed to enter the ring.

    In Law and Justice, the situation is considerably more advanced.

    Mateusz Morawiecki has already been expelled from the party, although formally he is still a member. His supporters have not left, but Jarosław Kaczyński has announced that they have resigned. The Political Committee was supposed to remove them, but instead referred the matter to the party’s disciplinary officer, who cannot remove anyone himself but may request their removal by the Political Committee—which has just decided not to decide anything.

    **Law and Justice is not carrying out a split. It is rolling the split over until the next meeting.**

    Everything is perfectly clear, provided one makes no attempt to understand it.

    ## FORTY-FOUR FACES OF TREASON, INCLUDING SEVERAL BY ACCIDENT

    On Tuesday, the Law and Justice Political Committee gathered at the party’s headquarters on Nowogrodzka Street to lance the boil once and for all, close the chapter, escort the rebels out and demonstrate that Jarosław Kaczyński’s party is united, strong and utterly capable of removing people it had previously made prime ministers, cabinet ministers and the public faces of its historic success.

    Everything was ready before the meeting began.

    Jarosław Kaczyński had already announced that more than thirty MPs had resigned from the party. The MPs replied that they had done no such thing. Kaczyński concluded that they had resigned nonetheless, because they had failed to sign a declaration confirming that they did not belong to organisations to which they did, in fact, belong.

    It is an innovative method of determining another person’s intentions.

    A man says:

    “I’m staying.”

    The party replies:

    “You have just resigned.”

    “But I haven’t resigned.”

    “That only makes it worse. You are resigning disloyally.”

    The meeting began at five o’clock. Three hours later, Rafał Bochenek emerged and announced that the blacklist contained 44 names. Some people had failed to submit declarations; others had submitted them on the wrong forms.

    At that point, the affair acquired the full intellectual depth characteristic of the Polish right.

    **It turned out that the fate of a major party, the unity of the patriotic camp and the future of the state could all be decided by a form.**

    Not beliefs. Not policy. Not attitudes towards NATO, the European Union, taxation or the rule of law. Not even one’s attitude towards the chairman, because he is a metaphysical phenomenon and therefore not subject to ordinary assessment.

    **The form!**

    Mariusz Kamiński and Maciej Wąsik had apparently submitted their declarations using the wrong documents. A person may therefore be loyal in heart, soul, parliamentary immunity and entire political biography, yet still find himself within the circle of treason because he downloaded Appendix Two rather than Appendix Two, Revised Edition.

    **In Law and Justice, patriotism is eternal, but a form may expire without warning.**

    In the old days, the party apparatus assessed class origins, ideological orthodoxy and attitudes towards imperialism. Today, it checks whether the signature has been placed in the correct box.

    Progress is undeniable. Repression has been digitised, although it probably still accepts only DOC files created in 2003.

    ## THE LOYALTY PLEDGE THAT MUST NOT BE CALLED A LOYALTY PLEDGE

    Mateusz Morawiecki refused to sign the document because, as he said, loyalty pledges brought back unpleasant memories, including those of the 1980s. The party leadership took offence at the term “loyalty pledge,” since the document was not a loyalty pledge.

    It was merely a compulsory declaration that had to be signed by a specified deadline under threat of expulsion from the organisation.

    A completely different thing.

    “Loyalty pledge” has an unpleasant ring to it. “Mandatory declaration of exclusive organisational affiliation,” by contrast, sounds like a premium banking product.

    As a former banker, Morawiecki should have understood this. Perhaps the document merely needed to be renamed the “Declaration on the Consolidation of Loyalty Assets Within the Dominant Political Entity.” He would then have signed three copies and taken a fourth to compliance.

    He did not sign it.

    Instead, he presented Kaczyński with a 21-point compromise. Twenty-one points is an impressive number for a compromise with a man who usually requires only one:

    1. Agree with Jarosław Kaczyński.

    Morawiecki reportedly proposed resigning as a Law and Justice deputy chairman, refraining from building rival structures and remaining an ordinary party member. The problem was that the chairman did not want an ordinary Morawiecki. He wanted a Morawiecki certified on the correct form.

    **On Nowogrodzka Street, a man without a loyalty pledge is like a receipt without a tax number: he may exist, but he cannot be entered in the accounts.**

    ## THE SCOUTS EARN THEIR DISCIPLINARY BADGE

    Morawiecki’s supporters have been nicknamed “the Scouts.” The label was intended as an insult, but with every passing day it becomes more accurate.

    The Scouts have a troop leader, private meetings, mysterious gatherings, a badge programme and the belief that sound organisation can help them survive in the wilderness.

    On Nowogrodzka Street, however, they discovered that the forest belongs to the chairman, every tent stands on party property and Scoutmaster Sasin has just taken away the matches.

    Morawiecki has produced ten pillars of a “strong Poland.” Ten is a sensible number of pillars. Four can support the structure; the remaining six can serve as a backdrop for press conferences.

    The principles include respect for the president, a sovereign migration policy and opposition to the European Union’s climate policy. The programme therefore resembles Law and Justice dressed up as Law and Justice and insisting that we are looking at something fresh.

    **For the moment, Development Plus is Law and Justice after a facelift: the face looks slightly different, but you would still recognise the views in the street.**

    **Morawiecki has promised courage, responsibility and consistency. He has not promised an easy road, which is honest of him, because the first few hundred yards lead directly through the party disciplinary court.**

    The Scouts were due to meet in the evening to decide what to do next. Presumably, they considered three possibilities:

    — form a parliamentary caucus;

    — establish a political party;

    — continue insisting that they all remain members of Law and Justice until someone changes the locks.

    A parliamentary caucus requires at least 15 MPs. Morawiecki claims that his camp includes about 40 MPs, one senator and three Members of the European Parliament. Mathematically, that is enough.

    Politically, the situation is more complicated, because counting factions in a Polish political party resembles counting mushrooms in a forest. Until they have all been placed in the basket, no one knows how many actually exist, and on closer inspection some turn out to belong to somebody else.

    ## THE CHAIRMAN DOES NOT EXPEL. HE ALLOWS TIME FOR VOLUNTARY COMPREHENSION

    The Political Committee could apparently have expelled the rebels itself. It did not. Instead, it referred the matter to the party’s disciplinary officer, Karol Karski.

    The disciplinary officer may issue a warning, deliver a reprimand, send the matter to the party court or ask the Political Committee to expel someone. The Committee has therefore sent the case to an official who may now send it back to the Committee.

    **It is the political equivalent of filing a complaint with a state-owned company: the paperwork circulates until the citizen dies or changes his telephone number.**

    Officially, the issue is procedure.

    Unofficially—according to media sources—Kaczyński may wish to buy time in which to pick off more MPs from Morawiecki’s camp. There is also the question of money: parliamentary contributions and the funding that a parliamentary caucus receives from the Chancellery of the Sejm.

    I am not suggesting that this is solely about money. Politics is always primarily about ideas. Money merely happens to sit beside them in the front row, holding the briefcase.

    **Every MP who crosses over to Morawiecki takes not only his conscience, mandate and experience with him. He also takes his party contribution.**

    Law and Justice may lose payments from dozens of parliamentarians, while its public subsidy has already been reduced. The split therefore has spiritual, ideological and accounting dimensions, although the accounting dimension is the only one that can be calculated without holding a press conference.

    **On Nowogrodzka Street, the party’s heart beats on the right, but its wallet is carried on the left, where it is easier to check whether it is still there.**

    Extending the procedure also provides time to establish who will genuinely leave with Morawiecki. The chairman is presumably hoping that, once real consequences appear, some of the Scouts will suddenly remember that their childhood ambition was to earn the “Jarosław’s Faithful Companion” badge.

    One has already returned. Others may decide that Development Plus is an excellent initiative but that they have suddenly felt an urgent need to develop in the opposite direction.

    ## MORAWIECKI HAS BEEN EXPELLED SO THOROUGHLY THAT HE REMAINS A DEPUTY CHAIRMAN

    The finest moment arrived when Piotr Müller announced that Morawiecki had resigned as chairman of the European Conservatives and Reformists Party “in connection with his expulsion from Law and Justice.”

    A moment later, Bochenek explained that Morawiecki had not yet formally been expelled.

    The former prime minister had therefore resigned from one position because of an event that, according to his former—or perhaps still current—party, had not yet taken place.

    This is impressive even for a man who spent years announcing the success of government programmes before they had begun.

    **Morawiecki has not been expelled. He has merely drawn the consequences of his own future removal.**

    One might say that he has recorded a political impairment charge. He recognised the risk of expulsion as a loss already incurred, in accordance with the prudent valuation of assets.

    Bochenek said one thing. Müller said another. Kaczyński had previously said a third. The party rules suggested a fourth.

    By the end, every viewer knew less than before the press conference, which Law and Justice regards as effective communication.

    ## ZIOBRO SIGNED, BECAUSE FREEDOM IS SACRED—BUT NOT THAT SACRED

    Rafał Bochenek also announced that Zbigniew Ziobro had submitted the required declaration. He did not know, however, what Marcin Romanowski had done.

    It was deeply moving.

    Ziobro, who is fighting the system, the regime, persecution and political lawlessness, still found the time to complete the party form correctly.

    One may challenge the Polish prosecution service, the courts, the government and extradition procedures. One must not trifle with the secretariat on Nowogrodzka Street.

    **Ziobro may not trust the Polish justice system, but he trusts a form approved by the chairman. Every rebel has his limits.**

    Morawiecki compares the pledge to the grim practices of the 1980s. Ziobro evidently decided that the document was harmless and should be signed before the chairman added another box at the bottom.

    ## SASIN, CZARNEK AND THE REST OF THE ORCHESTRA TUNE THEIR INSTRUMENTS

    In the background, a succession struggle is under way over who will eventually replace Jarosław Kaczyński, although everyone involved insists that there is no succession, no struggle and that the chairman will lead the party for as long as Poland needs rescuing from the people he himself previously appointed.

    Jacek Sasin accused Morawiecki of struggling whenever someone else occupies centre stage. The crisis reportedly escalated after Przemysław Czarnek, rather than the former prime minister, was identified as the party’s prospective candidate for prime minister. [According to Onet’s account](https://wiadomosci.onet.pl/kraj/pis-na-skraju-rozpadu-przed-nami-kluczowe-godziny-po-ultimatum-relacja-na-zywo/75mh5nq), Sasin argued that Morawiecki’s actions were destroying party unity.

    There is a certain logic to this.

    The party remained perfectly united for as long as every potential successor believed that he personally would succeed the chairman. The difficulty began when the chairman started designating different successors to different successors.

    Morawiecki has bankers and Scouts. Czarnek has temperament, a hard-line electorate and the ability to deliver five forceful sentences before his interlocutor has removed his coat. Sasin has experience in organising ventures that leave behind invoices and memories. Ziobro has a declaration completed on the correct form.

    Overseeing it all is Kaczyński, who resembles a circus director wondering why the performers are fighting over who will become the next director when the show is still in progress.

    **Everyone wants to save the party. Unfortunately, each wants to save it from all the other rescuers.**

    ## THE FIFTH SPLIT: A TRADITION, NOT A CRISIS

    Before the meeting, Jan Dziedziczak said that this was the fifth split in Law and Justice he had lived through.

    The fifth.

    At that point, one no longer speaks of a crisis. One speaks of an organisational life cycle.

    Some parties hold congresses. Law and Justice holds splits. They allow the organisation to air its ranks, count the loyalists, change the locks and announce unity all over again.

    **A split in Law and Justice is like renovating a bathroom: it happens every few years, lasts longer than expected, costs more than planned, and throughout the process someone insists that the previous contractor is to blame.**

    In the past, supporters of Ziobro, Paweł Kowal, Paweł Poncyliusz, Joanna Kluzik-Rostkowska and others have departed after discovering that one may hold an independent opinion in Jarosław Kaczyński’s party, provided the chairman has already expressed it.

    Some returned. Some disappeared. Some established parties whose names sounded impressive for the first six months and subsequently appeared only in television quiz questions.

    Morawiecki knows this history. He knows that politicians leaving Law and Justice have two roads ahead of them.

    The first leads back.

    The second also leads back, but only after a longer press conference.

    This time, however, the scale may be greater. Forty MPs are not a sofa. They are an entire furniture showroom. They can establish a parliamentary caucus, put forward their own candidate for deputy speaker of the Sejm and begin building an independent political project.

    They can also spend six months arguing over who gets to sit closest to Morawiecki, only to discover that the political centre cannot be created merely by repeating the word “development.”

    ## NOWOGRODZKA STREET WINS AGAIN

    And so another historic day on the Polish right came to an end.

    The Committee met to expel Morawiecki but did not expel him.

    Morawiecki responded to an expulsion that had not occurred.

    Müller announced the expulsion.

    Bochenek announced the absence of an expulsion.

    Karski received a case that he may return to the people who sent it to him.

    Kamiński and Wąsik landed on the list of suspects because they had used the wrong form.

    Ziobro completed his correctly.

    Romanowski remained an administrative mystery.

    The Scouts held an evening gathering, while the party that spent eight years trying to impose order on the entire country proved unable to determine who was actually one of its members.

    **There has been no split on Nowogrodzka Street. There has been a controlled fracture of unity, with an option to extend the payment deadline.**

    Morawiecki warned that the procedure might last six months or a year and that the government would be delighted.

    He is right.

    The governing coalition does not need to attack Law and Justice. It need only deliver coffee, staplers and an additional set of incorrect forms to Nowogrodzka Street.

    The party will do the rest itself.

    Jarosław Kaczyński wanted to demonstrate strength. Morawiecki wanted to demonstrate independence. Sasin wanted to demonstrate loyalty. Bochenek wanted to explain the procedure.

    **The result was forty-four names, three versions of events, two parallel meetings and one party leaving the room in several different directions.**

    The circus continues.

    In the ring stand the Scouts, the “Butter Boys,” the chairman’s faction, the former prime minister’s faction, candidates for the next prime minister, the disciplinary officer and the press spokesman, who is attempting to explain that a person may simultaneously belong and not belong to the party, depending on which article of its rules one happens to be reading.

    The audience laughs.

    Management assures us that the laughter signifies support.

    **And Jarosław Kaczyński sits in his office, wondering why, in a party built on absolute loyalty, everyone is absolutely loyal above all to his own political future.**

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Verified by MonsterInsights