

Karol Nawrocki, nowy lokator Belwederu, wszedł w prezydenturę jak kibol na murawę – z impetem, zaciśniętą szczęką i przekonaniem, że wszystko należy teraz do niego, bo przecież „naród tak chciał”. W rzeczywistości część narodu chciała, część była w pracy, a część przegapiła wybory, bo akurat były promocje w Lidlu.
Scena otwierająca jego kadencję – wychylenie się z okna Belwederu w obcisłej koszulce bez rękawów – miała być symbolem bliskości z ludem, a wyszła jak zwiastun nowego sezonu „Chłopaki do wzięcia – edycja prezydencka”. Wystarczyło, że pomachał, rzucił „zaraz będę” i już połowa internetu wzdychała: „Swój chłop!”. Kobiety pisały, że „do tańca i do różańca”, mężczyźni, że „do bitki i do wypitki”. Jakby fakt, że ktoś umie machać ręką i ma biceps, automatycznie czynił go mężem stanu, a nie, dajmy na to, instruktorem crossfitu.

Problem w tym, że ten „swój chłop” to nie jest karton z niespodzianką. My już wiemy, co jest w środku. To były kibol, który latał po stadionach nie po to, by podziwiać architekturę trybun, tylko żeby sprawdzić, czy szczęka przeciwnika ma wystarczającą wytrzymałość. Ustawki? Były. Związki z ludźmi o reputacji tak krystalicznej, że w Google obok ich nazwisk pojawiają się reklamy kancelarii adwokackich? Były. Homofobiczne komentarze, mizoginia w pakiecie, a w tle historie o prostytutkach, które zapewne w folderze PR-owym sztabu figurowały jako „wątki towarzysko-biznesowe”.
No i ta kawalerka w Trójmieście – prezent od życia (a dokładniej od starszego pana, którego mieszkanie w tajemniczy sposób przeszło w ręce Nawrockiego). Przez długi czas nowy prezydent zaprzeczał, potem kluczył, potem wymyślał wersje wydarzeń szybciej niż jego sztab nadążał z komunikatami. Ale teraz? Teraz to wszystko topnieje jak śnieg w marcu, bo naród ma przed oczami „swój chłop” w oknie.
Politycznie Nawrocki gra w prostą grę: zasypuje Sejm projektami ustaw, które i tak zostaną odrzucone przez większość. Po co? Żeby móc powiedzieć, że „on chciał dobrze, ale zła koalicja zablokowała”. To strategia rodem z podręcznika „Polityka dla opornych” – zresztą niechcący przeczytał go chyba cały PiS, tylko Andrzej Duda uznał, że szkoda mu prądu na wdrażanie.
Wizerunkowo to mieszanka MAGA, narodowej siłki i memów z papieżem Janem Pawłem II. Sztab wie, że nie trzeba już wygrywać debat – wystarczy wygrać TikToka. Dlatego w pakiecie dostajemy filmiki, na których prezydent je rosół, robi pompki i bierze obce dzieci na barana. A jeśli ktoś zapyta o ustawki, homofobię czy prostytutki – dostaje bicepsem po oczach.
Nawrocki wie, że w czasach postpolityki fakty są mniej istotne niż narracja. A narracja jest taka: „On jest jednym z nas”. Tylko że ten „jeden z nas” ma w CV stadionowe burdy, szemrane układy, luksusową galę z amerykańskimi ultrasami prawicy i mieszkanie zdobyte w okolicznościach, które w normalnym kraju kończyłyby się komisją śledczą, a nie oklaskami na Facebooku.
Może więc największą siłownią, jaką Karol Nawrocki planuje otworzyć, jest ta w naszych głowach – żebyśmy wszyscy uwierzyli, że jego bicepsy uniosą ciężar prawdy. A jak na razie podnosi tylko słupki poparcia. I robi to w podkoszulku.

Dodaj komentarz