
Polska polityka przez lata próbowała wszystkich gatunków. Była tragedią narodową, operetką, farsą, kabaretem, westernem, telenowelą i chwilami programem przyrodniczym, w którym stare samce walczą o dominację, znacząc teren konferencjami prasowymi.
Brakowało kryminału. Już nie brakuje. Wchodzi Zondacrypto i od razu z rozmachem. Kryptowaluty, miliony, politycy, fundacje, telewizja, zaginiony człowiek, śląski półświatek, ludzie o pseudonimach godnych filmu Vegi, mecenas Roman Giertych, mecenas Jacek Dubois, minister Żurek, prokurator zwany „komandosem” i człowiek nazwiskiem Kral, który chciałby zostać świadkiem koronnym.
Kral chce korony. Jeśli polski wymiar sprawiedliwości posiada jeszcze dział literacki, powinien dostać premię.
Całą tę historię znakomicie opisują Andrzej Stankiewicz i Jacek Gądek w dzisiejszym „Stanie Wyjątkowym” Onetu. I naprawdę warto przeczytać rzecz w oryginale, bo są takie momenty, kiedy felietonista powinien uczciwie przyznać, że rzeczywistość sama pisze lepiej:
„Giertych i Żurek szykują przedwyborczą bombę. Tak chcą uderzyć w Nawrockiego” — Onet.pl
Otóż Przemysław Kral, były szef Zondacrypto, negocjuje według Onetu z prokuraturą warunki współpracy. Reprezentują go Giertych i Dubois, czyli coś w rodzaju pogotowia ratunkowego dla ludzi, którzy pewnego ranka budzą się z gwałtowną potrzebą opowiedzenia prokuratorowi całego swojego życia.
Giertych ma do takich przypadków talent. Jedni zbierają znaczki, inni stare samochody. Roman zbiera skruszonych.
Najpierw pojawia się człowiek z problemami, potem mecenas, potem konferencja prasowa, następnie prokurator, a na końcu PiS ogłasza, że mamy do czynienia z państwem Tuska, zemstą polityczną, zamachem na demokrację i zapewne jeszcze trudnymi warunkami biometeorologicznymi.
Nie przepadam za Giertychem i nie będę mu stawiał pomnika Temidy. To nie jest asceta w sandałach, który wieczorami czyta kodeks karny przy świecy i cierpi za praworządność. To polityk z adwokacką legitymacją, doskonałym instynktem i pamięcią słonia, któremu PiS swego czasu bardzo dokładnie wyjaśnił znaczenie słowa „rewanż”.
Dziś Giertych tę wiedzę wykorzystuje. Z wdziękiem człowieka, który nie tylko pamięta, kto go kiedyś kopnął, ale zachował numer buta. Tym razem zdobyczą jest Kral. A Kral, jeśli rzeczywiście zacznie mówić, może mieć o czym.
Zondacrypto miała niezwykłą zdolność pojawiania się w pobliżu prawej strony polskiej polityki. Pieniądze trafiały do telewizji Republika, firma sponsorowała CPAC w Rzeszowie z Karolem Nawrockim w roli gwiazdy, pojawiają się fundacje związane z ludźmi Ziobry i Wiplera, do tego Polski Komitet Olimpijski Radosława Piesiewicza.
Same w sobie te związki niczego jeszcze nie dowodzą. Kapitalizm polega przecież między innymi na tym, że firma sponsoruje, media biorą pieniądze, politycy występują, a wszyscy potem są ogromnie zdziwieni, że ktoś zaczął oglądać faktury.
Pieniądze w polskiej polityce mają zresztą niezwykłą właściwość. Zawsze przychodzą same. Nikt ich nie woła. Nikt o nie nie prosi. Nikt nie wie, dlaczego przyszły. Po prostu pewnego ranka leżą pod drzwiami fundacji. Jak kot. Człowiek najpierw mówi „nie będziemy go zatrzymywać”, a po miesiącu kot śpi już na kanapie i ma osobną miskę.
Szczególnie smakowicie prezentuje się na tym tle Karol Nawrocki, który trzy razy wetował ustawę dotyczącą rynku kryptowalut.
Nie znaczy to oczywiście, że prezydent cokolwiek miał wspólnego z nieprawidłowościami Zondacrypto. Weto można uzasadniać prawnie, gospodarczo, administracyjnie i zapewne jeszcze estetycznie. Sama ustawa mogła być zła.
Ale polityka ma paskudną cechę: uwielbia montaż filmowy. Najpierw pokazuje prezydenta na CPAC sponsorowanym przez Zondę. Cięcie. Potem weto. Cięcie. Drugie weto. Cięcie. Trzecie. Cięcie. Kral wchodzi do prokuratury z Giertychem.
I choć każde z tych ujęć osobno może być całkowicie niewinne, razem zaczynają wyglądać jak zwiastun serialu pod tytułem „KryptoPałac”. Karol Nawrocki może więc dziś mieć poczucie pewnej niesprawiedliwości losu. Człowiek zawetował trzy ustawy, zapewne w głębokim przekonaniu, że chroni wolność gospodarczą, a teraz Giertych może mu z tego zrobić trailer podobny do „Ojca chrzestnego IV”. Los jest świnią.
Jeszcze bardziej wyczulony na zapach dymu okazał się Jarosław Kaczyński. Prezes, kiedy wokół kryptowalut zrobiło się politycznie gorąco, oznajmił, że właściwie najchętniej zakazałby ich całkiem.
To jest refleks godny mistrza. Przez lata prawica mówiła o wolności, innowacyjności i złej regulacji, a kiedy prokurator zaczął zaglądać do środka, prezes stwierdził, że najlepiej wysadzić cały budynek.
Nawrocki: nie regulować za mocno.
Kaczyński: zakazać.
Brakuje tylko Mentzena, który zaproponuje sprywatyzowanie prokuratury i rozliczanie świadka koronnego ryczałtem.
Ale prawdziwy półmrok zaczyna się tam, gdzie kończy się polityczna komedia. W historii Zondacrypto pojawia się Sylwester Suszek, poprzedni szef giełdy, który w marcu 2022 roku zaginął i do dziś nie wiadomo, co się z nim stało. Onet opisuje powiązania ludzi związanych z firmą ze śląskim półświatkiem i kryminalne hipotezy dotyczące tego zaginięcia.
Tu żarty się kończą. Człowiek naprawdę przepadł. Właśnie ten wątek może być problemem dla Krala, jeśli rzeczywiście chce otrzymać status świadka koronnego. Prokuratura i sąd muszą mieć pewność, że kandydat na koronowanego grzesznika nie ma na sumieniu czegoś, co koronę zasadniczo wyklucza.
Tak więc cały kraj czeka dziś, czy Kral dostanie koronę. Monarchiści powinni być zachwyceni.
W tle trwa jeszcze wojna w samej prokuraturze, Żurek nie ufa jednemu, Korneluk drugiemu, prokuratorzy skarżą się na prokuratorów, przecieki wyciekają, śledczy badają przecieki ze śledztwa dotyczącego ludzi, którzy mają opowiadać o innych śledztwach.
Kafka przy tym pisał poradniki dla początkujących.
Na końcu jest Giertych. Patrzy. Czeka. Zapewne zaciera ręce, bo dla niego prawny finał sprawy może być ważny, ale polityczny spektakl zaczyna się natychmiast. Proces może potrwać sześć lat. Kampania wyborcza trwa teraz.
I tu właśnie warto zachować trochę nieufności wobec wszystkich aktorów tego przedstawienia. PiS będzie opowiadał o politycznej zemście. Giertych będzie opowiadał o wielkim rozliczeniu. Żurek o państwie prawa Republika o prześladowaniu patriotów. Nawrocki o ataku na urząd prezydenta.
Każdy będzie miał prawdę. Najlepiej własną, a obywatel powinien zrobić rzecz obecnie najbardziej rewolucyjną: poczekać na dowody. Bardzo możliwe, że z zapowiadanej bomby powstanie wielki wybuch. Możliwe też, że kapiszon.
Na razie jednak obsada jest pierwszorzędna. Mamy kryptowaluty, polityków, szemranych biznesmenów, zaginionego „króla krypto”, świadka koronnego, zegarek za dziesiątki tysięcy euro, telewizję, fundacje, prokuratorskie przecieki i Romana Giertycha w roli człowieka, który prowadzi kolejnego skruszonego grzesznika ku światłu prokuratorskiego gabinetu.
Agatha Christie przy tym jest autorką książeczek dla przedszkolaków.
A najlepsze dopiero przed nami. Jeśli Kral zacznie mówić, pół Warszawy będzie tłumaczyło, że go nie zna. Drugie pół — że znało, ale słabo. Trzecie pół — że widziało raz na konferencji. W Polsce zawsze są trzy połowy. Zwłaszcza gdy zaczyna się śledztwo i chyba właśnie dlatego nasze afery nigdy naprawdę się nie kończą. One po prostu zmieniają adwokata.

Dodaj komentarz