KRAL MIDAS, CZYLI JAK ZONDACRYPTO ZŁOCIŁO PRAWICĘ, A TERAZ POLERUJE TUSKA

Warszawa

Polska polityka dorobiła się właśnie własnego króla Midasa, tyle że nazywa się Kral i zamiast zamieniać wszystko w złoto, zamieniał wszystko w sponsoring.

Dotknął sportu — pojawił się PKOl. Dotknął mediów — pojawiła się Republika. Dotknął prawicy — pojawiły się fundacje. Dotknął kampanii wyborczej — pojawił się CPAC. Kiedy w końcu dotknęła go prokuratura, nagle pojawił się Roman Giertych.

Trzeba przyznać, że człowiek ma szerokie kontakty.

Andrzej Stankiewicz w „Newsweeku” stawia tezę wyjątkowo dla PiS nieprzyjemną: najważniejszym Przemkiem prawicy miał być Czarnek, tymczasem z perspektywy przepływu pieniędzy znacznie ciekawszym Przemkiem okazuje się Kral. Zondacrypto sponsorowała w 2025 roku CPAC w Jasionce, imprezę odbywającą się na finiszu kampanii prezydenckiej, na której Karol Nawrocki występował wśród gości amerykańskiej prawicy. Sama konferencja była politycznie dla niego korzystna, ale uczciwie zaznaczmy: sponsoring CPAC nie jest dowodem, że Zonda finansowała oficjalną kampanię wyborczą Nawrockiego. Jest natomiast wystarczająco malowniczym sąsiedztwem, żeby polityczni przeciwnicy przez najbliższy rok nie musieli zatrudniać grafików.

Tym bardziej że Zonda wydawała gigantyczne pieniądze na reklamy w Republice. Według publikowanych wyliczeń chodziło w 2025 roku o ponad 37 mln zł, choć Tomasz Sakiewicz kwestionuje tę kwotę, wskazując na rabaty. Równocześnie prowadził z Kralem zaawansowane negocjacje dotyczące sprzedaży części stacji. Podpisano list intencyjny, rozmowy prowadzono między innymi w Monako, a do transakcji ostatecznie nie doszło.

Czyli Republika nie została sprzedana Zondzie. Zonda tylko się tam reklamowała, sponsorowała wydarzenia i rozmawiała o kupnie udziałów.

To zupełnie co innego. Tak samo jak człowiek, który codziennie śpi u sąsiadki, trzyma u niej szczoteczkę, płaci połowę czynszu i wspólnie wybiera zasłony, nadal może stanowczo zapewniać żonę, że formalnie nie zmienił miejsca zamieszkania.

Sakiewicz zresztą tłumaczył, że biznesmenów zainteresowanych inwestowaniem w Republikę zgłasza się wielu.

Nie wątpię. Telewizja ma świetne wyniki, wierną publiczność i — jak się okazuje — tak atrakcyjne środowisko inwestycyjne, że potencjalnego udziałowca można spotkać nawet w hotelu w Monako.

Dawniej polska prawica gardziła salonem. Teraz najwyraźniej preferuje lobby hotelowe.

Najbardziej jednak fascynuje CPAC. Konferencję sponsorowała Zondacrypto, Republika ją organizowała, a Karol Nawrocki mógł tam wystąpić w pełnym świetle amerykańskiego konserwatyzmu. „Newsweek” opisuje to wprost jako jedno z wydarzeń politycznie istotnych dla jego kampanii. Zonda była sponsorem imprezy, Republika medialnym zapleczem, a kandydat korzystał z całej tej oprawy.

To jeszcze nie znaczy, że Kral „kupił Nawrockiemu prezydenturę”. Byłoby to twierdzenie mocno przesadzone i nieudowodnione. Można natomiast powiedzieć coś znacznie zabawniejszego: człowiek, którego firma miała potem potężne problemy z klientami i prokuraturą, pomagał finansować scenografię, w której przyszły prezydent wyglądał bardzo prezydencko.

W polityce scenografia jest ważna. Napoleon miał konia. Piłsudski Kasztankę. Nawrocki miał CPAC. Sponsorowany przez Zondacrypto.

Historia lubi szczegóły.

Pałac Prezydencki oczywiście odpowiada, że próba przyklejania afery do Nawrockiego jest manipulacją. Jego ludzie przypominają, że wcześniejsze śledztwa dotyczące Zondy umarzano za obecnych rządów, zarzucają Tuskowi zaniedbania i podkreślają, że Nawrocki nie był przeciwnikiem regulacji rynku jako takiej, tylko konkretnych rządowych ustaw. Sam Pałac nie widzi też podstaw do tezy, że Kral albo Sakiewicz wpływali na prezydenckie weta.

I to należy uczciwie zapisać. Nie ma dziś dowodu, że Kral zadzwonił do Nawrockiego i powiedział: „Karol, wetuj”. Nie ma dowodu, że Sakiewicz przyniósł projekt weta w reklamówce Republiki. Nie ma dowodu, że zegarek Piesiewicza miał funkcję ustawiania godziny głosowania nad ustawą kryptowalutową.

Jest za to taki splot kontaktów, pieniędzy, reklam, wydarzeń, fundacji i polityków, że gdyby narysować go na tablicy korkowej, zabrakłoby czerwonej włóczki w całym Empiku.

Afera robi się szczególnie wdzięczna dlatego, że Kral współpracuje z prokuraturą i stara się o dobrodziejstwo przewidziane dla współpracującego podejrzanego. „Jego wyjaśnienia mogą ujawniać dalsze przepływy pieniędzy, przede wszystkim po prawej stronie sceny politycznej.

PiS musi więc teraz żyć z człowiekiem, który wcześniej przychodził z pieniędzmi, a dziś przychodzi z wyjaśnieniami.

Jest to subtelna zmiana modelu biznesowego. Kiedy przynosił sponsoring, był przedsiębiorcą. Kiedy przynosi dowody, stał się aferzystą. Kapitalizm naprawdę jest systemem dynamicznym.

Najbardziej konkretnym efektem tej dynamiki jest Radosław Piesiewicz. Sąd zdecydował dziś nad ranem o jego trzymiesięcznym aresztowaniu. Prezes PKOl nie przyznaje się do zarzutów. Prokuratura zarzuca mu płatną protekcję oraz uprzywilejowanie części wierzycieli Zondacrypto, a jednym z głównych rekwizytów pozostaje zegarek wart około 40 tys. euro.

Polski ruch olimpijski znalazł się tym samym w sytuacji historycznej. Ma prezesa. Prezes ma funkcję. Sąd ma prezesa, a statut podobno nie bardzo przewidział, co robić, kiedy wszystkie trzy zdania są prawdziwe jednocześnie. W środowisku sportowym pojawiły się głosy o konieczności pilnych zmian i zwołania władz PKOl.

Największy sukces organizacyjny Piesiewicza może więc polegać na tym, że dopiero jego areszt nauczy PKOl, po co organizacji statut.

Ale w całej tej historii istnieje człowiek, który powinien codziennie rano zapalać świeczkę w intencji Przemysława Krala.

Donald Tusk. Premier ma przed kampanią trzy asy: Macieja Berka w rozgrywce o Trybunał Konstytucyjny, przyspieszenie rozliczeń PiS — przede wszystkim świeżą i medialnie atrakcyjną Zondacrypto — oraz zmiany podatkowe mające przypomnieć klasie średniej, dlaczego kiedyś zagłosowała na KO.

Przy czym drugi as sam wskoczył Tuskowi do rękawa. Premier nie musiał go nawet dobierać z talii. Prawica podała.

Jeszcze pół roku temu Tusk miał problemy z ochroną zdrowia, niespełnionymi obietnicami, koalicjantami, prezydenckimi wetami i zmęczonym elektoratem. A teraz każdego ranka włącza telefon i sprawdza, kto dziś zna Krala.

To musi być ekscytujące. Poniedziałek: fundacja. Wtorek: poseł. Środa: telewizja. Czwartek: prezes PKOl. Piątek: Dubaj. Sobota: areszt. Jeżeli tempo zostanie utrzymane, w niedzielę Zondacrypto może okazać się sponsorem chrztu Polski.

**„Tusk to jednak dziecko szczęścia”. **Coś w tym jest. Tyle że nie jest to szczęście w rodzaju wygranej w Lotto. Bardziej przypomina człowieka stojącego na chodniku, któremu przeciwnik polityczny przez nieuwagę podjeżdża pod dom wywrotką pełną amunicji wyborczej, wysypuje ją przed furtką i jeszcze pyta: „Tu dobrze?”

Jednocześnie sam Tusk pojechał na Campus Polska i zapewnił młodzież, że gdyby znalazł się ktoś lepszy od niego, to „by sobie tę władzę wziął”.

Uwielbiam skromność polityków, szczególnie tę dobrze udokumentowaną. Tusk nie mówi, że jest najlepszy. Mówi tylko, że jak dotąd nikt lepszy nie zdołał go pokonać, więc wnioski nasuwają się same. To rodzaj pokory charakterystyczny dla Napoleona między Austerlitz a Moskwą.

Campus jednak według relacji „Newsweeka” nie ma już dawnej energii. Na wielu panelach frekwencja jest słabsza, młodzi siedzą nad jeziorem albo imprezują w akademikach, jest mniej zadziornych pytań i mniej ludzi spoza liberalno-koalicyjnej bańki. Część polityków przyznaje wręcz, że uczestnicy mają dość podobne poglądy.

I tutaj młodzież odzyskuje moje pełne zaufanie. Mając do wyboru kolejny panel o przyszłości demokracji oraz jezioro Kortowskie, człowiek dwudziestoletni wybiera jezioro. To jest oznaka zdrowia psychicznego. Demokrację można uratować jesienią. Sierpień się kończy.

Tusk może więc mieć trzy asy, ale młodzież ma czwarty: piwo nad wodą.

Prawdziwy paradoks tej soboty polega zatem na tym, że obie największe strony politycznego konfliktu otrzymują lekcję, której żadna nie chce usłyszeć. PiS dowiaduje się, że człowiek z pieniędzmi nie staje się automatycznie patriotą tylko dlatego, że sponsoruje właściwą konferencję i reklamuje się we właściwej telewizji. KO zaś powinna zauważyć, że nawet najlepsza afera przeciwnika nie zastąpi własnych osiągnięć.

Zondacrypto może dać Tuskowi kampanijny tlen. Nie zbuduje mieszkań. Nie skróci kolejki do lekarza. Nie poprawi kolei. Nie podniesie pensji nauczycielowi. Nie sprawi, że tysiąc młodych ludzi zamiast nad jezioro pobiegnie na panel pod tytułem „Instytucjonalna odporność liberalnej demokracji wobec wyzwań populistycznych”.

Nie wymagajmy cudów. Kral też ma swoje ograniczenia.

Na razie jednak spektakl jest znakomity. Nawrocki błyszczał na CPAC, Republika błyszczała dzięki reklamom, Piesiewicz błyszczał zegarkiem, a dziś najbardziej błyszczy Donald Tusk.

To chyba najbardziej niezwykła cecha kryptowalut. Pieniądz może zniknąć, ale polityczny procent nadal rośnie.


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Verified by MonsterInsights