W końcu mamy kontakt. Polak znowu w kosmosie! Sławosz Uznański-Wiśniewski połączył się z Międzynarodową Stacją Kosmiczną, co w naszym kraju stało się na moment ważniejsze niż 56 tysięcy protestów wyborczych, orbitujących między SN a rozsądkiem. Wydaje się, że tylko statek kosmiczny potrafi jeszcze bezkolizyjnie dokować do czegokolwiek w tej galaktyce.
Donald Tusk, jak zwykle błyskotliwy jak reflektor na pustyni, zadaje pytania, na które odpowiedź zna każde dziecko w kosmosie: „Czy jesteście ciekawi prawdziwych wyników wyborów?” Oczywiście, że jesteśmy. Ale jeszcze bardziej ciekawi jesteśmy, jakim cudem w kraju, w którym Polak w kosmosie to news dnia, nadal nie potrafimy oderwać nielegalnej izby SN od koryta.
Tymczasem Andrzej „Nostalgia” Duda żegna się ze szczytem NATO, mówiąc z dumą o „dużej zmianie”. Zmiana faktycznie imponująca: z 2% na 5% PKB na zbrojenia. Bo nic nie poprawia humoru jak kolektywna inwestycja w broń, gdy cały świat krzyczy „potrzebujemy klimatyzacji, nie czołgów!”. No, może jeszcze Donald Trump w nastroju porannego kaca mocy w Hadze.
Trump, jak zawsze subtelny jak walec w balecie, sugeruje, że Artykuł 5 NATO to tylko taka luźna propozycja, niezobowiązanie. A potem z miną obrażonego geniusza zapewnia, że USA jednak są „ze swoimi sojusznikami”. To trochę jakby powiedzieć: „Jestem z tobą, ale nie dzwoń do mnie po 22:00”. Europejczycy uznali to za sukces. Bo w ich wersji rzeczywistości Trump jest jak huragan: jak nie rozwali miasta, to jest postęp.
Viktor Orbán kontynuuje grę w „kto ma bardziej niepokojące poglądy” i oznajmia, że Rosja to nie zagrożenie, tylko znajomy z siłki. NATO zgodnie stwierdza, że trzeba więcej wydawać na obronność, co brzmi jak pomysł z planu Marshalla, tylko że zrealizowany przez ludzi, którzy nie do końca wiedzą, gdzie są Niemcy.
W tle tego kosmicznego teatru – rozgrywki w Polsce. Przemysław Czarnek? Ten to dopiero ma orbitę. Lata między Kancelarią Prezydenta a funkcją wiceprezesa PiS niczym satelita ego. „Zbyt wielka osobowość, by być pod kimś” – mówią. Czyli, tradycyjnie, wszystko pod nim. Koledzy z partii widzą go już w roli premiera, ministra, rzecznika, a pewnie i papieża, gdyby było wakat. Jeśli polityka to teatr, Czarnek gra tam wszystkie role: od Hamleta po kurtyniarza.
Roman Giertych i jego teoria o komisjach wyborczych opanowanych przez „braci kamratów” brzmi jak sequel „Gwiezdnych Wojen”, tylko bez efektów specjalnych i sensu. Może lepiej byłoby, gdyby to komisje wyborcze przejęli kosmici. Mniej by krzyczeli, a lepiej liczyli.
W tle Hołownia trzyma się fotela marszałka jak kot kaloryfera, a Czarzasty twardo odpowiada: „Nic nie oddamy”. Czyli koalicja jak z bajki – „Kot w butach kontra Smok Lewicy”. Każdy chce być szefem, nikt nie chce oddać butów.
W sądach protesty, w prokuraturze śledztwa, w SN rozważania, czy protest poparty modelem matematycznym to jeszcze prawo, czy już statystyka. Ostatecznie decydować ma Izba, która zgodnie z orzeczeniami międzynarodowymi nie jest sądem. Jakby mecz piłkarski sędziował kibic z trybuny.
Ale nie wszystko jest stracone. Tusk trzyma fason, Europa nie daje się Trumpowi, a sędziowie SN przypomnieli sobie, że bycie sądem to jednak jakaś odpowiedzialność. Może jeszcze uda się dokować prawdy do demokracji.
W każdym razie: kontakt z rzeczywistością odzyskany. Przynajmniej na moment.


Dodaj komentarz