
Czy można być wdzięcznym za wszystko to, co w tym kraju poszło źle? Czy można dziękować tym, którzy z pogardą traktowali prawo, logikę, demokrację i zdrowy rozsądek, a mimo to od lat uchodzili za „elitę polityczną”? Można. Trzeba. Bo to właśnie dzięki nim zrozumiałem, czym jest bezradność obywatela wobec cynizmu, kłamstwa i głupoty. I tylko dzięki nim – jak w chorobie – wiem, jak wygląda stan zapalny państwa.
KAROL NAWROCKI – PREZYDENT JAK Z KATALOGU IPN
Dziękuję Karolowi Nawrockiemu, przyszłemu prezydentowi RP, który wygląda jakby właśnie wrócił z lekcji historii z IPN-u, gdzie uczył się, że PRL to 100% zła, a II RP była krajem mlekiem i sanacją płynącym. Nie znamy jeszcze jego politycznych decyzji, ale jego wystąpienia już zdradzają, że jedyną rolą, jaką widzi dla siebie, jest rola „patriotycznego portretu do zawieszenia w klasie obok krzyża i orła”. Będzie jednoczył naród przez dzielenie, krzyczał o wartościach z ambony, a prawo interpretował jak broszurkę z wystawy o Żołnierzach wyklętych.
Ale prawdziwy horror polega na tym, że to właśnie z jego twarzą Jarosław Kaczyński i jego formacja zamierza znów iść po władzę. Zapowiedź Kaczyńskiego jest jasna: zniszczy resztki demokracji, zmieni ustrój bez zmiany konstytucji i przebije demokrację kołkiem osikowym. I nie mówi tego z ukrycia. Mówi to wprost. Przy aplauzie wiernych trolli, którzy przez osiem lat firmowali każdą hańbę i każdą ustawę, która miała jeden cel: zabetonować władzę.
JAROSŁAW KACZYŃSKI – INŻYNIER ZGLISZCZ
To nie jest polityk. To nie jest strateg. To nie jest mąż stanu. To żoliborski demon, który od lat karmiony własną mitologią, postanowił z Polski uczynić eksperyment psychiatryczno-prawny. Jego obsesja „wrogów wewnętrznych” doprowadziła do zniszczenia niezależności sądów, prokuratury, Trybunału Konstytucyjnego, mediów publicznych, a nawet edukacji. Stworzył model państwa, w którym lojalność wobec wodza jest ważniejsza od kompetencji, prawa i konstytucji.
To on wypuścił armię bezrefleksyjnych aparatczyków – Ziobrę, Przyłębską, Pawłowicz, Śwęczkowskiego, Piotrowicza – by przechwycili kontrolę nad strukturami państwa i zamienili je w groteskę. I teraz wraca. Nie jak pokutnik, ale jak nekromanta demokracji, gotowy wyssać z niej resztki energii, by uruchomić kolejny cykl rozkładu.
MATEUSZ MORAWIECKI – PREMIER POLSKIEJ UŁUDY
Dziękuję Mateuszowi Morawieckiemu, premierowi-mitomanowi, mistrzowi narracji, w której Polska była już drugą Japonią, a potem drugimi Węgrami, choć w rzeczywistości przypominała trzecią Ligę krajów rozwijających się przez przypadek. Morawiecki obiecywał miliony mieszkań, polskie samochody elektryczne (coś między Teslą a Melexem), i cyfryzację wszystkiego, co da się zeskanować.
W praktyce sprowadzał setki tysięcy imigrantów, choć jego własna partia straszyła nimi w spotach wyborczych. Jego rząd rozdawał kontrakty bez przetargów, działacze zarabiali miliony, a instytucje państwowe zamieniały się w pralnie pieniędzy publicznych.
To za jego kadencji wybuchły afery: GetBack, NCBiR, RARS, respiratory od handlarza bronią, Ostrołęka C zbudowana za miliard po to, by ją rozebrać. Przekop Mierzei, który miał otworzyć Polskę na morza i oceany, a otworzył ją jedynie na kpiny.
DZIĘKI WAM, STRAŻNICY WSTYDU
Beato Szydło, dziękuję ci za legendarne „nam się te pieniądze po prostu należały”. Elżbieto Witek – dękuję za to, że uczyniłaś z Sejmu kabaret, a z reguł parlamentarnego porządku – papier toaletowy w potrzebie politycznej.
Ziobro, Śwęczkowski, Przyłębska, Pawłowicz, Piotrowicz – pokolenie prawniczego mroku. Dzięki wam wiem, że „sprawiedliwość” może być batem na przeciwników, a Trybunał Konstytucyjny – kuchnią, z której wychodzą potrawy polityczne gotowane na kolanie.
BRAUN, KONFEDERACJA, CZYLI BRUNATNY KABARET
Grzegorz Braun przypomina, że antysemityzm nie umarł – po prostu zmienił marynarkę. Jego gaśnica w Sejmie to nie eksces, to program. Konfederacja z kolei marzy o Polsce bez podatków, bez kobiet, bez edukacji, bez Europy, ale za to z granatnikiem w każdym domu i Mentzenem na plakatach.
HOŁOWNIA, ZANDERG, KOSINIAK – TRUPY KOALICJI
Zamiast wspierać rząd Tuska, bawią się w solistów polityki. Hołownia to marszałek stand-up. Zandberg – prorok lewicowej sekty, która potrafi się pokłócić z samą sobą. Kosiniak-Kamysz – nie wiadomo, czy jeszcze lider, czy już polityczny hologram.
CZARZASTY I LEWICA – TAM, GDZIE POSTĘP UMRŁ Z NUDÓW
Włodzimierz Czarzasty to człowiek, który myli lewicowość z zasiedziałością. Jego partia powinna być awangardą walki o prawa kobiet, pracowników, mniejszości. Zamiast tego – pomruki z dawnych czasów, pomysły o zakazach wszystkiego i autoironia w wersji bez ironii.
SUPLEMENT WDZIĘCZNOŚCI DLA ANDRZEJA DUDY – CZYLI PREZYDENTU DUMNEGO Z TEGO, ŻE NIE WIE
Dziękuję Ci, Andrzeju Dudo, najwierniejszy notariuszu Jarosława Kaczyńskiego, za to, że przez dwie kadencje udowadniałeś, iż prezydentura w Polsce może być ceremonialną funkcją zorientowaną głównie na przecinanie wstęg, uśmiechanie się do kamer i podpisywanie wszystkiego, co wrzucą ci na biurko – bez czytania, bez pytania, bez refleksji.
Dziękuję za nieśmiertelne bon moty:
- „Ja nie mam konta na Twitterze, ja mam Andrzeja Dudę.”
- „Jestem prezydentem, a nie jakimś tam notariuszem.” (Po czym podpisałeś każdą ustawę jak urzędnik w starostwie.)
Dziękuję za udział w polityce zagranicznej, który polegał głównie na jeżdżeniu tam, gdzie go nie zaproszono, i robieniu zdjęć z kimś w tle. Trump ci podał dłoń raz i od tej pory mówiłeś o nim, jakbyście razem chodzili na ryby. Biden cię zignorował, więc się obraziłeś.
Dziękuję za to, że z trybuny ONZ głosiłeś pochwały węgla, jakbyś przemawiał w imieniu epoki pary. Za to, że na Westerplatte nie potrafiłeś powiedzieć, kto tam właściwie zginął. Za to, że potrafiłeś zgubić godność z taką samą łatwością, z jaką inni gubią długopis.
Dziękuję za to, że nawet w chwilach tragicznych – jak pandemia, wybory kopertowe, kryzys sądownictwa – potrafiłeś stać z boku i uśmiechać się, jakbyś prowadził prognozę pogody, a nie reprezentował państwo.
Wreszcie – dziękuję ci za twoją niezłomność w obronie moralnej wyższości… niczego. Za to, że nigdy nie powiedziałeś wyraźnie, o co ci chodzi. Za bycie człowiekiem o wielkiej ambicji i mikroskopijnej treści.
Jesteś prezydentem, którego historia będzie wspominać w przypisach. I tylko wtedy, gdy akurat będzie pisać o tym, jak bardzo Polska potrzebowała kogoś innego.
EPILOG (CZYLI SKARGA NA NIEDOKOŃCZONY SEN)
Polska polityczna to cyrk, w którym klauni mają władzę, a publiczność tylko zgrzyta zębami. Dziękuję wam wszystkim: za to, że pokazaliście, że można przejść przez państwo jak szarańcza i jeszcze śmiać się na koniec i zbierać oklaski.
Bo wiedza, choć bolesna – bywa wyzwalająca.
A wy – nie odchodzicie. Wracacie. Z Karolem Nawrockim, z planem ostatecznego pogrzebu demokracji. Kołek już naostrzony. Grabarze gotowi. Jeszcze Polska nie zginęła, ale pracujemy nad tym z determinacją godną lepszej sprawy.

Dodaj komentarz