
Lubię takie dni.
Nie dlatego, że dzieje się coś szczególnie dobrego. Przeciwnie. Lubię je dlatego, że politycy wszystkich stron jednocześnie ogłaszają zwycięstwo i człowiek może przez chwilę obserwować niezwykłe zjawisko przyrodnicze.
To trochę jak oglądanie meczu, po którym obie drużyny wychodzą z szatni przekonane, że wygrały 4:0. Dzisiejszy dzień był właśnie taki.
Premier Donald Tusk ogłosił sukces paliwowy. Donald Trump ogłosił sukces pokojowy. Karol Nawrocki ogłosił sukces amerykański. Kreml ogłosił sukces strategiczny. Zełenski ogłosił sukces dyplomatyczny, a przeciętny obywatel ogłosił jedynie, że znowu zdrożał mu obiad i być może właśnie ten ostatni komunikat był najbardziej wiarygodny.
Najbardziej rozbawiła mnie jednak historia z paliwem. Przez ostatnie miesiące żyliśmy w świecie politycznej alchemii. Państwo obniżało podatki na paliwo, następnie tłumaczyło, że nie obniża ich naprawdę, później wyjaśniało, że jednak obniża, ale tymczasowo, a teraz oznajmia, że wszystko wraca do normy i jest to kolejny wielki sukces.
Przypomina mi to pewnego znajomego dentystę. Najpierw wyrywał pacjentowi ząb. Potem przez godzinę tłumaczył, że zabieg był konieczny. Następnie wręczał pacjentowi tabletkę przeciwbólową a na końcu odbierał ją z triumfalnym komunikatem:
– Proszę zobaczyć, ból wrócił do normalnego poziomu.
I dokładnie tak wygląda dziś polityka paliwowa. Akcyza wraca. VAT wraca. Ulgi znikają, ale sukces pozostaje. Sukces jest jedynym produktem, którego w polityce nigdy nie brakuje. Nawet gdy brakuje pieniędzy.
Tymczasem gdzieś daleko Donald Trump świętuje własny pokój. To zresztą niezwykły talent. Trump przypomina człowieka, który najpierw wpada do salonu z młotkiem, wybija wszystkie szyby, przewraca stół, wywołuje bójkę, a następnie po dwóch godzinach wraca w kamizelce ratownika i ogłasza się laureatem konkursu na najlepszego mediatora roku.
Świat od miesięcy żyje napięciem wokół Iranu, Cieśniny Ormuz i cen ropy. Teraz wszyscy oddychają z ulgą, bo pojawiło się porozumienie.
I bardzo dobrze. Problem polega jedynie na tym, że współczesna polityka przypomina serial, w którym podpalacz otrzymuje medal za udział w akcji gaśniczej.
Najbardziej zdumiewa mnie jednak Rosja, bo Rosja przeżywa dziś szczególny rodzaj egzystencjalnego bólu. Z jednej strony na jej terytorium płoną składy paliw, lotniska przerywają pracę, a rafinerie przypominają instalacje artystyczne poświęcone żywiołowi ognia. Z drugiej strony Kreml próbuje uśmiechać się na wieść o porozumieniu amerykańsko-irańskim.
To jest ten rodzaj uśmiechu, który każdy zna z rodzinnych spotkań. Kiedy kuzyn właśnie wygrał milion w loterii, a ty próbujesz wyglądać na szczerze szczęśliwego. Rosja wygląda dziś właśnie jak ten kuzyn. Uśmiecha się, ale zęby trzeszczą.
W tym samym czasie świat zachwyca się rozmową Zełenskiego z Trumpem podczas szczytu G7. Przywódcy zgodnie stwierdzają, że Rosja wojny nie wygrywa.
I tutaj dochodzimy do jednej z najzabawniejszych cech współczesnej polityki. Każdy chce być zwycięzcą. Nawet wtedy, gdy nie wygrał. Każdy chce być bohaterem. Nawet wtedy, gdy właśnie ucieka z pola bitwy. Każdy chce mieć rację. Nawet wtedy, gdy rzeczywistość coraz bardziej sugeruje coś przeciwnego.
Patrzę na to wszystko i dochodzę do wniosku, że świat coraz bardziej przypomina wielkie przedstawienie marketingowe. Dawniej politycy próbowali rozwiązywać problemy. Dzisiaj przede wszystkim zarządzają narracją o problemach.
Nie liczy się już, czy coś działa. Liczy się, czy można ogłosić sukces. Nie liczy się, czy konflikt został rozwiązany. Liczy się, kto pierwszy napisze w mediach społecznościowych, że go rozwiązał. Nie liczy się nawet cena benzyny. Liczy się konferencja prasowa o cenie benzyny.
A jednak, mimo całego tego politycznego kabaretu, jest w tym wszystkim pewna pocieszająca myśl. Świat nadal się kręci. Pociągi jeżdżą. Samoloty latają. Ludzie zakochują się, rozwodzą, kupują mieszkania, hodują pomidory i wyprowadzają psy.
Życie uparcie ignoruje wielkie polityczne widowisko i może właśnie dlatego życie jest mądrzejsze od polityki. Życie nie musi codziennie ogłaszać sukcesu. Wystarczy mu, że po prostu trwa. A politycy? Politycy jutro rano zorganizują kolejną konferencję prasową i znowu wszyscy wygrają. Przynajmniej do czasu, aż przyjdzie rachunek, bo rachunki, podobnie jak grawitacja i urząd skarbowy, mają bardzo nieprzyjemny zwyczaj pojawiania się niezależnie od politycznych narracji.

Dodaj komentarz