
Bywają takie dni, kiedy świat przypomina wielopiętrowy dom wariatów zaprojektowany przez architekta cierpiącego na nadmiar wyobraźni. Na najwyższym piętrze miliarderzy i fundusze inwestycyjne rzucają w siebie bilionami dolarów. Piętro niżej politycy budują nowe partie, rozbierają stare instytucje i składają wielkie obietnice. Jeszcze niżej generałowie przesuwają wojska po mapach Europy, a gdzieś na parterze zwykli ludzie próbują kupić bilet na mundial, który okazuje się droższy od rodzinnych wakacji.
Piątek był właśnie takim dniem.
Największe emocje wywołał oczywiście debiut SpaceX na amerykańskiej giełdzie. Było to wydarzenie tak ogromne, że tradycyjne pojęcia ekonomiczne zaczęły przypominać rower pozostawiony na autostradzie.
Kiedyś inwestorzy pytali o zyski, przychody, perspektywy rozwoju i wartość przedsiębiorstwa. Dzisiaj patrzą na Elona Muska mniej więcej tak, jak średniowieczni alchemicy patrzyli na kamień filozoficzny. SpaceX jest wyceniany na kwoty, które jeszcze kilka lat temu wydawałyby się efektem błędu drukarskiego albo nieostrożnego użycia kalkulatora przez człowieka po trzeciej kawie.
Spółka przynosi straty. Jej przychody są stosunkowo niewielkie wobec wyceny. A mimo to inwestorzy ustawiają się w kolejce jak pielgrzymi do objawienia.
Nie kupują firmy. Kupują opowieść. Kupują marzenie o kolonizacji kosmosu, globalnym internecie, rakietach wracających na Ziemię niczym bumerangi i świecie, w którym Elon Musk jest jednocześnie przemysłowcem, prorokiem i bohaterem filmu science fiction.
Pytanie brzmi już nie: ile jest warte SpaceX? Pytanie brzmi: ile jest warte ludzkie marzenie. A odpowiedź rynku brzmi najwyraźniej: około dwóch bilionów dolarów.
Tymczasem w Polsce trwały znacznie bardziej przyziemne eksperymenty polityczne. Ryszard Petru ogłosił plan stworzenia czegoś, co media już zdążyły ochrzcić mianem „Konfederacji light”. Jest to pomysł równie fascynujący, jak próba sprzedawania bezalkoholowej nalewki myśliwskiej albo bezglutenowego schabowego.
Petru postanowił bowiem odebrać wyborców Sławomirowi Mentzenowi, tworząc formację dla tych, którzy lubią wolny rynek, ale bez politycznego folkloru. Dla ludzi, którzy chcieliby niższych podatków, lecz niekoniecznie marzą o rewolucji kulturowej prowadzonej przy pomocy internetowych transmisji i memów.
Czy to się uda? Historia polskiej polityki uczy, że tworzenie nowych partii przypomina zakładanie restauracji na ulicy pełnej restauracji. Właściciel zawsze wierzy, że właśnie jego lokal odmieni gastronomię. Po czym po roku okazuje się, że sąsiad sprzedający kebaby nadal ma większą kolejkę.
Jeszcze ciekawsze rzeczy działy się jednak w wymiarze sprawiedliwości. Nowy przewodniczący KRS, Dariusz Zawistowski, rozpoczął urzędowanie w atmosferze przypominającej pierwsze dni po zmianie zarządu w firmie, w której poprzednia ekipa przez osiem lat przestawiała wszystkie meble, wymieniała zamki i przekonywała pracowników, że sufit znajduje się tam, gdzie dotąd była podłoga.
Odnowiona Krajowa Rada Sądownictwa zaczyna funkcjonować jak instytucja, która po długim remoncie próbuje przypomnieć sobie swoje pierwotne przeznaczenie. Brzmi to mało widowiskowo, ale w państwie prawa bywa czasem wydarzeniem bardziej doniosłym niż niejedna kampania wyborcza.
Gdzieś obok tej historii rozgrywała się mała komedia proceduralna z Grzegorzem Braunem w roli głównej. Okazało się bowiem, że pocztowy chaos skuteczniej chroni polityka przed zarzutami niż batalion adwokatów. W kraju, który od dekad produkuje absurdy szybciej niż samochody osobowe, nawet odpowiedzialność karna potrafi utknąć gdzieś pomiędzy sortownią a okienkiem pocztowym.
To bardzo polskie. U nas czasami nie trzeba uciekać przed wymiarem sprawiedliwości. Wystarczy poczekać na listonosza.
Na świecie tymczasem robiło się coraz mniej spokojnie. Stany Zjednoczone poinformowały europejskich sojuszników o skali planowanego ograniczenia obecności wojskowej na kontynencie. Wojskowi eksperci zaczęli liczyć brygady, dywizje i potencjalne luki w systemie bezpieczeństwa, podczas gdy politycy zapewniali, że wszystko jest pod kontrolą.
Historia nauczyła Europejczyków jednej rzeczy: kiedy polityk mówi, że wszystko jest pod kontrolą, warto sprawdzić, gdzie znajduje się najbliższe wyjście ewakuacyjne.
Równocześnie Rosja, którą Władimir Putin miał odbudować niczym imperialną potęgę XXI wieku, coraz bardziej przypomina mocarstwo zużywające własne zasoby szybciej, niż jest w stanie je odtwarzać. Jeszcze kilka lat temu Kreml opowiadał o nowym rosyjskim stuleciu. Dziś coraz częściej przypomina właściciela podupadającej kamienicy, który nadal rozdaje wizytówki z napisem „luksusowe apartamenty”.
W cieniu wielkiej polityki wydarzyła się także historia znacznie bardziej ludzka i smutna. Ukraina nadal walczy o powrót swoich dzieci rozsianych po Europie przez wojnę. Za każdą taką historią stoją nie statystyki, lecz konkretne twarze, konkretne rodziny i konkretne dramaty. Wojna ma bowiem tę szczególną właściwość, że nawet kiedy milkną działa, długo jeszcze rozbrzmiewa w ludzkich biografiach.
Ranem nad Polską przeleciały natomiast pierwsze F-35 Husarz. Nowoczesne myśliwce przecięły niebo nad Gdańskiem, Warszawą i Krakowem, a tysiące ludzi podnosiło głowy ku górze.
To był obrazek niemal symboliczny. Na ziemi trwały spory o sądy, partie, podatki i wybory. Na stadionach świata kibice liczyli ceny mundialowych biletów i zastanawiali się, czy futbol przypadkiem nie stał się sportem dla posiadaczy kart platynowych. W biurach inwestorzy śledzili kolejne miliardy dopisywane do wyceny SpaceX. A nad tym wszystkim przelatywały maszyny warte setki milionów dolarów, przypominając, że niezależnie od naszych codziennych awantur świat nadal obraca się wokół znacznie większych spraw.
I może właśnie tym zapamiętamy ten piątek. Jako dzień, w którym jedni marzyli o podboju kosmosu, drudzy próbowali odzyskać państwowe instytucje, trzeci budowali nowe partie, a czwartym wystarczył widok samolotu na niebie.
Historia bardzo rzadko dzieje się w jednym miejscu naraz. Najczęściej przypomina wielką orkiestrę, w której każdy gra własną melodię. A my próbujemy z tego wszystkiego usłyszeć sens.

Dodaj komentarz