„DOBRY NUMER” NA ZŁYCH LUDZI. KOMEDIA KANCELARYJNA W JEDNYM AKCIE

Warszawa

Rafał Leśkiewicz, rzecznik prezydenta Karola Nawrockiego, pojawił się w studiu TVN24 w programie „Fakty po Faktach”, by – jak się szybko okazało – zaprezentować publiczności kabaretową wersję relacji między Pałacem Prezydenckim a Kancelarią Premiera. Tematem rozmowy był kontakt – a raczej jego brak – pomiędzy premierem Donaldem Tuskiem a prezydentem. Widzowie otrzymali groteskowy miks urzędowego tłumaczenia, pogubionej logistyki i zdumiewającej szczerości w stylu: „udało się uzyskać dobry numer”.

Zaczyna się jak w kiepskim sitcomie: premier mówi, że dzwonił. Prezydent nie odebrał. Rzecznik prezydenta twierdzi, że żaden telefon nie dzwonił, żaden SMS nie przyszedł, a może pan premier w ogóle wysyłał wiadomości do jakiegoś Tomasza z Pułtuska, bo – jak się okazuje – numer był zły.

Ale spokojnie, happy end nadchodzi – udało się uzyskać dobry numer. Ta wiekopomna fraza rzecznika Leśkiewicza powinna trafić do zbioru złotych myśli ludzi, którzy mają mózgi podpięte do autopilota. Jakby przez trzy tygodnie cały Pałac Namiestnikowski grał w klasy, próbując „na czuja” zgadnąć numer do szefa rządu. Przed sylwestrem się udało. Cuda nowoczesności. Numer się znalazł. I wtedy zapanowała dyplomacja.

Rzecznik Leśkiewicz – człowiek o prezencji notariusza i błyskotliwości stojaka na flagi – ogłosił, że spotkanie prezydenta z premierem było „bardzo dobre”. Co w nim było takiego dobrego? To, że się odbyło. Serio. Samo spotkanie. Tak jakby ktoś z dumą opowiadał, że wstał z łóżka i nie przewrócił się o kapcie. Sukces, Rafał. Medal dla ciebie.

Ale nie ma się co dziwić, skoro rzecznik reprezentuje pałac, którego rezydent ostatnio odprawia pielgrzymki narodowej głupoty. Karol Nawrocki, głowa państwa i duszpasterz od stadionów, pojawił się na Jasnej Górze, gdzie – wśród rac, okrzyków i transparentów patriotycznego disco polo – ogłosił, że jest jednym z kibiców. Nie metaforycznie. Dosłownie.

Wzruszające. Prezydent-kibol. Nowy gatunek politycznego Pokemona: z przeszłością z IPN-u, umiejętnością teleportacji do kaplic i statusem społecznym przypiętym do szalika Lechii Gdańsk. Tam, gdzie inni widzą konstytucję, on widzi racę. Gdzie inni szukają dialogu, on szuka belki w oku dziennikarza. A gdzie inni proponują politykę, on wygłasza kazania z ambony złożonej z echa i populizmu.

Przy wtórze duszpasterza narodowej tożsamości (księdza, który najpewniej zna nazwiska wszystkich selekcjonerów od 1920 roku), prezydent nawołuje do miłości wobec wrogów. Wrogami są oczywiście ci, którzy śmią kwestionować świętość kibicowskiej pielgrzymki. Ale spokojnie, modlimy się za nich. Z pełną miłością, oczywiście. I race tylko na znak pokoju.

To w tym samym duchu potem Leśkiewicz tłumaczy się u Piotra Kraśki, dlaczego Tusk nie mógł się dodzwonić. Bo nie miał numeru. Bo nie próbował. Bo próbował źle. Rzecznik wchodzi w tryb obrony oblężonej twierdzy. Premier jak złośliwy dostawca pizzy nie trafił pod dobry adres. Prezydent siedział za zamkniętymi drzwiami z szalikiem na szyi i nie miał pojęcia, że ktoś czegoś od niego chce.

Ale potem wszystko się wyjaśnia. Jest numer. Jest rozmowa. Jest spotkanie. I rzecznik triumfuje. Jego twarz mówi: „Widzicie? Państwo działa.”

Działa, Rafał. Jak stare radio na korbkę. Jak fax w urzędzie gminy. Jak Pałac Prezydencki z anteną CB-radio na dachu.


ZE ŚWIATA: DONALD TRUMP KUPUJE MORALNOŚĆ HURTEM, NA LITRY

Na drugim końcu świata Donald Trump postanowił zagrać w grę „Zgadnij, co jeszcze mogę zepsuć”. W wywiadzie mówi wprost, że nie obchodzi go prawo międzynarodowe. On ma własną moralność. Taką transakcyjną. Coś za coś. Na przykład: „ja ci ropę, ty mi ciszę”. Albo: „ja ci sankcje, ty mi wybory”.

Wenezuela już szykuje beczki. Grenlandia znowu spociła się ze strachu. Iran płonie, ludzie uciekają, ale Trump wciąż ma świetny humor. Może dlatego, że wie, że drugiej kadencji nie będzie i postanowił ostatnie miesiące prezydentury spędzić jak bohater reality show: głośno, absurdalnie, bez żadnych reguł.

Tymczasem Polska? Spotkanie potworów. Premier i prezydent – dwie planety, które tylko raz na tysiąc lat przechodzą blisko siebie. I za każdym razem grozi to katastrofą grawitacyjną. Spotkali się. podali sobie ręce. Kamery zarejestrowały. Naród wzruszony. Pytanie tylko – co z tego? Ich relacja to jak próba wylania betonu na lawę.

A na marginesie – Polska 2050 wybiera nowego lidera. Kandydatki są dwie. Entuzjazm? Taki sobie. Partia przypomina bardziej stowarzyszenie absolwentów konferencji TEDx, a mniej realną siłę polityczną. Morsztyn by się nie pofatygował nawet z epitafium.


Tak wygląda dziś Polska: jeden nie odbiera, drugi nie dzwoni, trzeci tłumaczy, że nie miał numeru. W tle święte race, propagandowe pielgrzymki i świat, który przestaje udawać, że działa według zasad. Dobranoc państwu. Zresetujcie routery, może coś zaskoczy.

A jakby co, numer już mają. Dobry.


Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Verified by MonsterInsights