CZWARTEK, CZYLI ZEGAREK, SZARLATAN I DWÓCH PANÓW W DRODZE DO POLSKI

Warszawa

Czwartek miał kilka tematów, ale wszystkie podporządkowały się jednemu: Polska konsekwentnie zamienia politykę w logistykę wymiaru sprawiedliwości. Jednych dowozi się do prokuratury, innych próbuje się dowieźć ze Stanów Zjednoczonych, jeszcze innych szuka się po Europie, a prezydent dla odmiany dowozi ustawy do Trybunału Konstytucyjnego. Rzeczpospolita jest więc w ruchu, chociaż nie zawsze w tym kierunku, który przewidywali autorzy konstytucji.

Najbardziej widowiskowo podróżował dziś Radosław Piesiewicz, prezes Polskiego Komitetu Olimpijskiego, zatrzymany w śledztwie dotyczącym Zondacrypto i po południu doprowadzony do katowickiej prokuratury. Śledczy zapowiedzieli przedstawienie mu zarzutów; zatrzymanie oczywiście nie jest wyrokiem, ale trudno odmówić sytuacji symboliki, skoro człowiek kierujący polskim olimpizmem znalazł się w centrum afery, w której jednym z rekwizytów jest luksusowy zegarek za około 40 tys. euro. Piesiewicz, pytany przez dziennikarzy, uznał, że jest ofiarą i że wszystko ma charakter polityczny.

Polski sport osiągnął więc nową konkurencję olimpijską: bieg działacza z zegarkiem przez komunikaty prokuratury. Piesiewicz przez lata robił wiele, by PKOl wyglądał jak połączenie komitetu olimpijskiego, rady nadzorczej i salonu premium, a teraz opinia publiczna dostała możliwość sprawdzenia, czy w tym całym przepychu wszystko było równie sportowe jak ceremonia otwarcia. Według prokuratury w śledztwie Zondacrypto zabezpieczane są już aktywa warte ponad 100 mln zł na poczet ewentualnych roszczeń pokrzywdzonych, więc serial robi się poważny, nawet jeżeli jego scenografia nadal przypomina Monako połączone z gabinetem mecenasa.

A propos mecenasów: Roman Giertych stał się ostatnio postacią tak wszechobecną, że człowiek zaczyna podejrzewać, iż w każdym większym śledztwie znajduje się gdzieś mały pokój, w którym siedzi Roman i czeka, aż ktoś zechce współpracować z prokuraturą. Nawet Sławomir Nitras uznał dziś, że Giertych pomylił role i powinien wycofać się z reprezentowania Przemysława Krala. W tym samym czasie prawica snuje własną teorię, że współpraca z Giertychem jest rodzajem polisy ubezpieczeniowej od odpowiedzialności karnej. Wszystko to oczywiście publicystyka, dopóki nie zobaczymy dowodów, ale politycznie Zondacrypto zrobiło się już aferą idealną: każdy ma w niej swojego podejrzanego, swojego adwokata i własną wersję korzyści procesowej.

Tymczasem wniosek o ekstradycję Zbigniewa Ziobry dotarł do władz Stanów Zjednoczonych, co jest kolejnym pięknym etapem kariery człowieka, który jako minister sprawiedliwości wiele mówił o skutecznym państwie. Teraz skuteczność państwa będzie sprawdzana na trasie Warszawa–Waszyngton. Równolegle Sąd Okręgowy utrzymał Europejski Nakaz Aresztowania wobec Marcina Romanowskiego, którego obrona chciała między innymi przesłuchiwać Donalda Tuska, ale sąd uznał wniosek za oczywiście niezasługujący na uwzględnienie.

Mamy zatem niecodzienny sukces dawnego Ministerstwa Sprawiedliwości: jego byli gospodarze popularyzują polskie prawo na świecie metodą osobistego kontaktu z procedurami ekstradycyjnymi. Ziobro w Ameryce, Romanowski nie wiadomo dokładnie gdzie, a w Polsce wciąż trwa spór, czy Fundusz Sprawiedliwości był instrumentem pomocy ofiarom przestępstw, czy raczej programem Erasmus dla ludzi, którzy dziś wolą oglądać kraj z zagranicy.

Karol Nawrocki zadbał natomiast, żeby medycyna również nie nudziła się w czwartek. Tak zwane „lex szarlatan”, mające wzmocnić możliwości reagowania na niebezpieczne praktyki pseudomedyczne, prezydent skierował do Trybunału Konstytucyjnego. Prof. Krzysztof Simon nazwał sytuację dramatem z punktu widzenia pacjentów i lekarzy, a wcześniejsza wizyta Jerzego Zięby w kancelarii prezydenta nadal unosi się nad całą historią jak aromat witaminy C podawanej dożylnie w internecie. Sama kancelaria tłumaczyła wcześniej, że spotkanie z Ziębą było pomyłką i nie miało wpływu na decyzję prezydenta.

Prezydent nie podpisał ustawy, nie zawetował jej, tylko wysłał do Trybunału, czyli zastosował homeopatię legislacyjną: akt prawny nadal istnieje, ale został tak rozcieńczony w procedurze, że na razie nie wiadomo, czy ma jeszcze substancję czynną. Nawrocki zaczyna zresztą osiągać niezwykłą sprawność w tworzeniu trzeciej drogi pomiędzy „tak” i „nie”. Jest to „niech najpierw ktoś inny odpowiada”, rozwiązanie znane każdemu administratorowi wspólnoty mieszkaniowej.

Dobrą wiadomością dnia jest natomiast to, że Rafał Brzoska wraz z ludźmi rozwijającymi polski model Bielik uruchamia ScamWatch, system wykorzystujący AI do wykrywania i dokumentowania fałszywych reklam w mediach społecznościowych. Brzoska twierdzi, że Meta może w Polsce zarabiać na scamowych reklamach gigantyczne pieniądze, i chce zmusić platformy do ponoszenia realnych kosztów za biznesową tolerancję wobec oszustów.

To również bardzo polska historia. Państwo debatuje, komisje konsultują, politycy zapowiadają, prezydent kontroluje konstytucyjność, a w końcu przedsiębiorca bierze grupę informatyków, sztuczną inteligencję i próbuje sam zrobić porządek. Jeszcze trochę, a Brzoska założy własną straż pożarną, Bielik zacznie wystawiać mandaty, a paczkomat otrzyma kompetencje sądu rejonowego.

Na arenie międzynarodowej Rosja zachowała swój tradycyjny poziom spójności komunikacyjnej. Dmitrij Pieskow zapewnił, że Rosja nie zamierza atakować NATO, podczas gdy rzeczniczka rosyjskiego MSZ Maria Zacharowa niemal równocześnie ostrzegła, że brytyjskie cele wojskowe mogą zostać zaatakowane także poza Ukrainą. Można więc powiedzieć, że Moskwa nie planuje wojny z NATO, tylko dopuszcza atakowanie jego członków, co jest mniej więcej tak logiczne jak zapewnienie sąsiada, że nie zamierzamy podpalać jego domu, choć garaż traktujemy jako temat otwarty.

Z Rosji płyną też informacje, że armia traci obecnie więcej żołnierzy, niż jest w stanie rekrutować, dlatego na Kremlu rozważa się kolejne sposoby zwiększenia zasobów ludzkich. To ponury dowód, że wojna Putina jest przedsięwzięciem działającym według modelu biznesowego, którego żadna normalna firma długo by nie przeżyła: im gorzej idzie, tym więcej ludzi trzeba w to włożyć.

Jedna wiadomość nie nadaje się natomiast do żartu. W więzieniu zmarł Ratko Mladić, skazany na dożywocie za ludobójstwo, zbrodnie przeciwko ludzkości i zbrodnie wojenne, w tym za rolę w masakrze ponad ośmiu tysięcy bośniackich muzułmanów w Srebrenicy. Historia czasem długo czeka z rachunkiem, a kara nigdy nie przywraca zabitych, ale dobrze, kiedy przynajmniej wiadomo, kto skończył jako więzień, a kto pozostał ofiarą.

I tak można zamknąć czwartek. Piesiewicz jedzie do prokuratury, Ziobro jest przedmiotem korespondencji transatlantyckiej, Romanowski pozostaje objęty ENA, ustawa przeciw szarlatanerii wędruje do Trybunału, Brzoska poluje na internetowych oszustów, a Rosja uspokaja świat, równocześnie mu grożąc.

Polska i okolice działają bez zarzutu. Tyle że coraz częściej zarzut jest właśnie głównym sposobem działania.


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Verified by MonsterInsights