
Czwartek okazał się dniem wielkiej ucieczki. Najpierw uciekły dane dziewiętnastu milionów Polaków, potem Marcin Romanowski uciekł tak daleko, że polska dyplomacja nie bardzo wie, do kogo zapukać, Maciej Berek ucieka z rządu do Trybunału Konstytucyjnego, VAT na paliwo ma na dwa tygodnie uciec z 23 do 8 procent, a prokuratura wypuściła na wolność nawet Shreka. Gdyby jeszcze uciekły rachunki za prąd, można by uznać czwartek za święto narodowe.
Największy numer wykręcił nam jednak MyDr. Firma, o której większość Polaków jeszcze przedwczoraj nie wiedziała, że istnieje, osiągnęła w ciągu kilkunastu godzin rozpoznawalność większą niż niejeden minister. Z jej zasobów wykradziono ponad dwa terabajty danych, mogących dotyczyć nawet 19 milionów osób, w tym informacji związanych z receptami, lekami i wizytami. Z oprogramowania korzystało około 12 tysięcy placówek medycznych. To już nie jest wyciek. To Niagarę ktoś podłączył do PESEL-u.
Przez całe życie człowiek pilnuje, żeby sąsiadka nie dowiedziała się, na co bierze tabletki, a potem przychodzi postęp technologiczny i potencjalnie dowiaduje się pół internetu. Dawniej tajemnica lekarska polegała na tym, że lekarz niczego nie mówił. Dzisiaj lekarz nadal niczego nie mówi, tylko serwer może mieć bardziej towarzyskie usposobienie.
Władza poradziła obywatelom, żeby zastrzegali PESEL. Rada słuszna, ale ma w sobie ten szczególny wdzięk państwa, które po pożarze rozdaje mieszkańcom instrukcję zakupu gaśnicy. Człowiek oddał dane lekarzowi, lekarz systemowi, system komuś jeszcze, a gdy wszystko wyleciało przez cyfrowe okno, obywatel dowiaduje się, że powinien teraz bardziej uważać. To mniej więcej tak, jakby szatniarz zgubił płaszcz i poradził właścicielowi, żeby następnym razem chodził latem.
Na szczęście Donald Tusk ma dla obywatela wiadomość pocieszającą: będzie można taniej pojechać samochodem sprawdzić, czy ukradli nam dane. Od 17 do 31 sierpnia rząd przywraca program CPN, obniżając VAT na paliwa z 23 do 8 procent, co według premiera ma ściąć cenę litra mniej więcej o złotówkę.
Sam skrót CPN działa na moje pokolenie jak zapach oranżady w proszku. Człowiek natychmiast oczekuje pana w granatowym kombinezonie, który naleje etyliny 94, przetrze szybę i zapyta, czy dolać oleju Mixol. Tusk najwyraźniej odkrył, że polityka historyczna nie musi polegać wyłącznie na pomnikach. Można również wskrzesić stację benzynową.
Program potrwa dwa tygodnie, czyli dokładnie tyle, ile przeciętny polski cud gospodarczy powinien trwać, żeby nie zaczął kosztować za dużo. Państwo da nam złotówkę na litrze, żebyśmy wrócili z wakacji w dobrym humorze, a od września ponownie możemy wjechać w rzeczywistość na pełnym VAT-cie.
Rzeczywistość gospodarcza, trzeba przyznać, sama zachowuje się całkiem przyzwoicie. GUS podał, że PKB w drugim kwartale wzrósł o 3,8 procent rok do roku, po 3,5 procent w pierwszym kwartale. Polska gospodarka przyspiesza więc niezależnie od tego, czy Polacy to zauważają, co jest jej wielką zaletą.
PKB ma zresztą tę cudowną właściwość, że rośnie głównie w komunikatach. W lodówce trudno go znaleźć. Człowiek otwiera ją wieczorem, patrzy na masło, ser i szynkę i zaczyna podejrzewać, że cały wzrost gospodarczy mieszka gdzieś za jogurtem, tylko akurat się schował.
Karol Nawrocki również postanowił wnieść swój wkład w dobrobyt i podpisał ustawę o Obywatelskich Kontach Inwestycyjnych. Część inwestycji będzie można prowadzić bez podatku Belki do określonych limitów. To dobra wiadomość szczególnie dla tych Polaków, którzy po zapłaceniu czynszu, prądu, zakupów, lekarza i wakacji mają jeszcze problem, gdzie ulokować nadmiar pieniędzy. Podobno są tacy ludzie. GUS powinien ich oznaczyć jako rezerwat.
Tymczasem Maciej Berek oficjalnie dostał od Donalda Tuska zgodę na kandydowanie do Trybunału Konstytucyjnego i odchodzi z rządu. Jeszcze niedawno koalicja tłumaczyła nam, że przechodzenie wprost z polityki do TK jest paskudnym obyczajem poprzedników. Teraz najwyraźniej nastąpił postęp ustrojowy: jeżeli robią to nasi, człowiek nie przechodzi z polityki do Trybunału. On wnosi tam doświadczenie państwowe.
To jest właśnie najpiękniejsza właściwość polskiej polityki. Patologia przeciwnika zawsze jest patologią. Nasza patologia jest natomiast skomplikowanym przypadkiem konstytucyjnym, który wymaga dojrzałej analizy, siedmiu profesorów i konferencji prasowej.
W Naddniestrzu dojrzale analizuje tymczasem swoje położenie Marcin Romanowski. Polska nie może normalnie wystąpić o ekstradycję do władz separatystycznego regionu, ponieważ nie utrzymuje z nimi formalnych stosunków. Romanowski dokonał więc czegoś niezwykłego: znalazł miejsce, w którym polski wymiar sprawiedliwości napotyka problem już na etapie książki telefonicznej.
Wyjazd polityka Suwerennej Polski pod skrzydła regionu pozostającego pod rosyjskim wpływem ma też niezwykłą wartość symboliczną. Człowiek przez lata słucha o obronie polskiej suwerenności przed Brukselą, po czym jeden z jej najgorliwszych obrońców wybiera na schronienie miejsce, gdzie o suwerenności najlepiej rozmawiać szeptem i nie przy otwartym oknie. Według Bogusława Chraboty, jeżeli Romanowski rzeczywiście tam przebywa, może pozostawać pod presją rosyjskich służb, co przestaje być wyłącznie problemem partyjnym.
Żeby jednak czwartek nie zrobił się przesadnie ponury, wkroczył Shrek. Prokuratura wycofała akt oskarżenia przeciw radnemu PSL, który w internecie porównał prezydenta Nawrockiego i jego małżonkę do postaci z tej animacji.
Uważam to za zwycięstwo nie tylko wolności słowa, lecz także kina familijnego. Rzeczpospolita powinna być państwem na tyle silnym, by jej prezydent mógł przeżyć porównanie do ogra bez uruchamiania aparatu ścigania. Zwłaszcza że Shrek, przypominam, jest bohaterem pozytywnym: kocha rodzinę, broni swojego domu, walczy z elitami i mieszka na własnym bagnie. Programowo jest więc bliżej prawicy, niż mogłaby przypuszczać prokuratura.
Na koniec wreszcie coś rzeczywiście solidnego. Na wodę zszedł ORP „Wicher”, pierwsza fregata programu „Miecznik”, ponad 140-metrowy największy okręt w historii polskiej marynarki. I bardzo dobrze. Po całym dniu, w którym dane wypływają, politycy odpływają, podatki znikają, a Trybunał dryfuje, miło wiedzieć, że przynajmniej jedno wodowanie odbyło się zgodnie z planem.
Tak więc czwartek kończymy całkiem pogodnie. PKB rośnie, benzyna tanieje, Wicher pływa, Shrek jest wolny, Berek zmienia budynek, Romanowski zmienił państwo, a nasze dane rozpoczęły życie towarzyskie bez naszej zgody.
Jeszcze tylko należałoby ustalić, gdzie w tym wszystkim znajduje się obywatel. Podejrzewam, że właśnie zastrzega PESEL.
I dobrze, żeby zrobił to szybko, zanim PESEL zastrzeże obywatela.

Dodaj komentarz