
Naukowcy odkryli, że człowiek ma szósty zmysł. Wiadomość ucieszyła ludzkość, która z pięcioma poprzednimi radziła sobie tak źle, że kolejny był jej potrzebny mniej więcej jak druga karta kredytowa człowiekowi niespłacającemu pierwszej.
Wzrok wykorzystujemy do oglądania w internecie ludzi tańczących z odkurzaczem. Słuch do poznawania życia uczuciowego współpasażerów rozmawiających przez telefon w pociągu. Węch pozwala ustalić, czy ryba kupiona w promocji nadal jest rybą, czy już stanowiskiem epidemiologicznym. Smak rozpoznaje mango w napoju, który nie przebywał z mango nawet w jednym województwie. Dotyk zaś służy głównie do sprawdzania, czy telefon nadal znajduje się w kieszeni.
Teraz dochodzi interocepcja.
Słowo brzmi jak operacja wywiadowcza albo zabieg refundowany wyłącznie w Szwajcarii. Tymczasem oznacza zdolność odczuwania sygnałów płynących z własnego ciała: głodu, pragnienia, senności, temperatury, napięcia mięśni, oddechu i bicia serca.
Innymi słowy, nauka odkryła to, co babcia wiedziała od zawsze: jak ci burczy w brzuchu, to zjedz; jak chce ci się pić, to się napij; jak marzniesz, włóż sweter; a jak serce wali, to albo się zakochałeś, albo właśnie przeczytałeś rachunek za prąd.
Różnica polega na tym, że babcia nie publikowała w czasopiśmie naukowym. Publikowała przy stole i nie przyjmowała recenzji. Kto zgłaszał uwagi metodologiczne, dostawał dokładkę.
Ciało przez całą dobę wysyła do mózgu wiadomości. Żołądek pisze: „Proszę o posiłek”. Pęcherz: „Sprawa pilna”. Kręgosłup: „W nawiązaniu do ośmiu godzin spędzonych na krześle informuję, że dalsza współpraca nie będzie możliwa”. Wątroba po sobotnim wieczorze wysyła pismo przedsądowe, a kolana po pięćdziesiątce składają już doniesienie do prokuratury.
Mózg odbiera całą korespondencję, zaznacza ją jako przeczytaną i uruchamia następny odcinek serialu. Człowiek współczesny nie utracił kontaktu z ciałem. Po prostu wyciszył jego powiadomienia.
Organizm mówi: „Jesteś zmęczony”. Człowiek odpowiada kawą. Organizm: „Powinieneś odpocząć”. Człowiek: druga kawa. Organizm: „Serce bije sto czterdzieści razy na minutę”. Zegarek: „Gratulacje! Osiągnąłeś dzienny cel aktywności”.
Jeszcze nigdy nie mieliśmy tylu urządzeń do monitorowania zdrowia i tak małej ochoty, żeby go pilnować. Zegarek mierzy puls, sen, temperaturę, natlenienie krwi i poziom stresu. Telefon przypomina o wypiciu wody. Aplikacja zaleca oddychanie, co jest propozycją rozsądną, choć nieco spóźnioną z punktu widzenia ewolucji.
Kiedyś człowiek oddychał sam. Dzisiaj potrzebuje abonamentu premium.
Technologia odebrała nam naturalne zdolności, a następnie sprzedała je z powrotem jako funkcje. Sen stał się usługą, spacer treningiem, picie wody wyzwaniem, a leżenie na kanapie — regeneracją układu nerwowego. Niedługo mruganie będzie bezpłatne, ale za zamykanie obu oczu jednocześnie trzeba będzie dopłacić.
Interocepcja przypomina wewnętrzną infolinię organizmu.
„Twoje ciało próbuje się z tobą skontaktować. Jesteś siedemdziesiąty trzeci w kolejce. Aby wysłuchać komunikatu o bólu pleców, wybierz jeden. Aby zignorować wszystkie objawy i wrócić do pracy, nie rób nic”.
Ciało nie używa przy tym precyzyjnego języka. Nie informuje: „Spadł poziom glukozy, proszę zjeść banana”. Wysyła ból głowy i nagłe przekonanie, że wszyscy współpracownicy są idiotami. Dopiero po kanapce okazuje się, że pozostają idiotami, ale problem stracił wymiar konstytucyjny.
Badacze stwierdzili, że osoby lepiej rozpoznające sygnały ciała spokojniej znoszą głód. Ich organizm mówi: „Jesteśmy głodni”, a mózg odpowiada: „Zjedzmy coś”. U pozostałych mózg tłumaczy komunikat następująco: „Małżeństwo się wypaliło, państwo upada, sąsiedzi robią to specjalnie, a kierowcę przed nami należy pozbawić praw publicznych”.
Dwa tosty mogą uratować demokrację.
Głód odgrywa w historii znacznie większą rolę, niż przyznają podręczniki. Ile małżeństw pokłóciło się dlatego, że jedno chciało już zjeść, a drugie powiedziało: „Jeszcze tylko jeden sklep”? Ile narad zarządu przerodziło się w konflikt strategiczny, ponieważ spóźnił się catering? Ile rewolucji można było zatrzymać, podając w odpowiednim momencie zupę?
Przed każdą naradą wojenną należałoby podawać rosół. Trudno planować agresję, kiedy człowiek próbuje złapać makaron uciekający z łyżki.
Szósty zmysł pomaga również rozpoznać niebezpieczeństwo. Organizm rejestruje przyspieszony puls, płytszy oddech i napięcie mięśni. Zanim rozum pomyśli: „To może być fatalny pomysł”, ciało już stoi przy wyjściu w płaszczu.
Zdolność ta przydaje się zwłaszcza na spotkaniach rodzinnych. Ciotka mówi: „Nie chcę się wtrącać, ale…”. Serce przyspiesza, ramiona się napinają, a organizm rozpoznaje zagrożenie. „…kiedy wreszcie się ożenisz?”
Interocepcja uruchamia reakcję walki albo ucieczki. Walka oznacza udzielenie odpowiedzi. Ucieczka — pójście do kuchni po sernik. Ewolucja wyraźnie faworyzuje sernik.
Podobnie ciało reaguje na słowa: „Musimy porozmawiać”, „Mam małą prośbę”, „Nie gniewaj się, ale…” oraz „To zajmie tylko pięć minut”. Ostatnie zdanie wywołuje szczególnie silny stres, ponieważ w historii ludzkości nigdy nie poprzedzało niczego, co zajęło pięć minut.
W pracy interocepcja jest wrogiem kultury organizacyjnej. Ciało informuje pracownika, że jest przemęczony i wypalony. Organizacja odpowiada, że właśnie trwa „ekscytujący okres transformacji”. Ciało sugeruje urlop. Firma proponuje webinar o odporności psychicznej. Ciało domaga się snu. Dział personalny organizuje jogę o szóstej trzydzieści rano.
Współczesny pracodawca bardzo troszczy się o dobrostan człowieka, pod warunkiem że człowiek przeżywa go poza godzinami pracy. Jeśli pracownik zgłasza zmęczenie, otrzymuje dostęp do aplikacji medytacyjnej. Firma najpierw doprowadza go do stanu, w którym chce krzyczeć, a potem daje mu kod rabatowy do oddychania.
Interocepcja ma poważne znaczenie dla zdrowia psychicznego. Badacze wiążą jej zaburzenia z lękiem, depresją, zespołem stresu pourazowego i zaburzeniami odżywiania. Badania osób cierpiących na anoreksję wskazują, że ich układ nerwowy może inaczej przetwarzać sygnały płynące z jelit nawet po powrocie do prawidłowej masy ciała. Nie chodzi więc o zwyczajne ignorowanie głodu. Wiadomość między organizmem a mózgiem może być osłabiona albo zniekształcona.
Organizm wysyła telegram, lecz w centrali brakuje kilku liter.
To ważne, ponieważ ludzie z zewnątrz uwielbiają proste rady. Masz depresję? Wyjdź na spacer. Cierpisz na anoreksję? Po prostu zjedz. Boisz się? Przestań. Nie możesz spać? Nie myśl o tym.
Rada „nie myśl o tym” jest jednym z największych osiągnięć ludzkiej bezradności. Jej skuteczność dorównuje zaleceniu „nie krwaw” skierowanemu do człowieka z otwartą raną.
Człowiek nie jest kierownikiem swojego organizmu. Jest raczej jego rzecznikiem prasowym, który pojawia się po awarii.
„Sytuacja w obrębie żołądka pozostaje pod kontrolą. Doniesienia o nudnościach są przesadzone. Ból głowy ma charakter przejściowy. Nie przewidujemy dymisji wątroby”.
Ciało tymczasem ogłasza strajk generalny.
Interesujące są także różnice między kobietami i mężczyznami. Analiza dziewięćdziesięciu trzech badań wykazała, że kobiety osiągały słabsze wyniki w niektórych zadaniach polegających na wyczuwaniu pracy serca. Trzeba jednak zachować ostrożność. Mężczyzna po usłyszeniu, że lepiej wyczuwa własny puls, natychmiast uzna to za dowód wyższości, choć przez dwadzieścia lat nie wyczuł, że żona jest na niego zła.
— Coś się stało? — pyta.
— Nic.
Mężczyzna wyposażony w sześć zmysłów, osiem lat małżeństwa i wspomnienie trzydziestu identycznych sytuacji odpowiada:
— To dobrze.
Ewolucja czasami po prostu kapituluje.
Kobiety natomiast od pokoleń słyszą, że przesadzają, są przewrażliwione albo „powinny odpocząć”. Trudno ufać własnemu ciału, jeśli otoczenie przekonuje, że produkuje ono fake newsy.
Uczymy się tego już w dzieciństwie. Dziecko mówi, że nie jest głodne. Dorosły odpowiada: „Jesteś”. Dziecko mówi, że jest mu zimno. Dorosły: „Nie jest”. Dziecko mówi, że nie lubi cioci. Dorosły: „Daj cioci buzi”.
Potem dziecko dorasta i płaci terapeucie, żeby nauczyć się rozpoznawać własne potrzeby oraz granice.
Cywilizacja polega w dużej mierze na tym, że przez pierwszych osiemnaście lat uczymy człowieka ignorować ciało, a przez następne czterdzieści sprzedajemy mu kursy odzyskiwania kontaktu z sobą.
Nie wszyscy naukowcy zgadzają się, że interocepcję należy nazywać osobnym zmysłem. Powstał nawet artykuł zatytułowany „Nie ma czegoś takiego jak interocepcja”. Autorzy przyznali, że tytuł miał przyciągać uwagę.
Nauka przyswoiła zatem najważniejsze osiągnięcie internetu: nagłówek musi zaprzeczać treści.
„INTEROCEPCJA NIE ISTNIEJE!” — głosi tytuł. W środku czytamy, że istnieje, ale pojęcie może być zbyt szerokie.
To jak artykuł „KAWA ZABIJA”, z którego dowiadujemy się, że wypicie czterystu filiżanek jednocześnie może pogorszyć samopoczucie.
Być może interocepcja nie jest jednym zmysłem, lecz całym Ministerstwem Spraw Wewnętrznych organizmu. Serce prowadzi departament rytmu, jelita zajmują się komunikacją kryzysową, płuca odpowiadają za wymianę międzynarodową, pęcherz jest służbą szybkiego reagowania, a kręgosłup od lat bezskutecznie wnioskuje o zwiększenie budżetu.
Mózg stoi na czele rządu, ale nie czyta raportów, ponieważ analizuje, dlaczego ktoś nie polubił naszego zdjęcia.
Sobota jest idealnym dniem do ćwiczenia szóstego zmysłu. Człowiek budzi się bez budzika i odczytuje sygnały. Głowa ciężka. Plecy sztywne. W ustach sucho. Żołądek domaga się śniadania. Organizm przedstawia spójny raport: wczoraj należało wcześniej wrócić do domu. Człowiek interpretuje: pogoda się zmienia. Potem robi kawę i czyta artykuł o interocepcji. Dowiaduje się, że powinien uważniej słuchać własnego ciała. Ciało mówi, żeby odłożył telefon. Człowiek udostępnia artykuł znajomym.
Tak właśnie wygląda postęp.
Być może szósty zmysł nie pozwala widzieć duchów ani przewidywać przyszłości. Umożliwia coś skromniejszego: zauważenie, że jesteśmy głodni, zmęczeni albo zwyczajnie mamy dość, zanim napiszemy obraźliwy komentarz, zwolnimy się z pracy, kupimy mieszkanie „z potencjałem” czy rozpoczniemy rodzinną awanturę.
Ciało nie ma ambitnego programu politycznego. Chce wody, jedzenia, snu, ruchu i odrobiny spokoju. Jest rozsądniejsze od umysłu, który pragnie awansu, zemsty, domku nad morzem, sylwetki dwudziestolatka i racji w sporze z nieznajomym o zdjęcie psa.
Może więc nie potrzebujemy siódmego zmysłu. Wystarczyłoby uruchomić sześć już posiadanych. Wzrokiem zauważyć drugiego człowieka. Słuchem go wysłuchać. Węchem rozpoznać, że coś zaczyna śmierdzieć. Smakiem odróżnić obiad od suplementu. Interocepcją zaś ustalić, że zanim zaczniemy naprawiać świat, powinniśmy coś zjeść i trochę się zdrzemnąć.
Ciało mówi właśnie, że czas na obiad. Po raz pierwszy od dawna nauka proponuje rozwiązanie, które można polać sosem.

Dodaj komentarz