
Czwartek 8 stycznia 2026 roku zapisze się w annałach jako dzień, w którym historia postanowiła włożyć buty klauna i zatańczyć na globalnym parkiecie, z amerykańską ropą, chińskim oburzeniem i polską preambułą pisaną pod dyktando pomyłki. Słowem: dzień tak wielowątkowy, że wymaga rozpisania na wiele aktów, najlepiej operowych. Ale ponieważ nie jesteśmy w La Scali, tylko w rzeczywistości politycznej XXI wieku, pozostaje felieton. Złośliwy i, niestety, prawdziwy.
AKT I: TRUMP UDERZA WENEZUELĘ, A PRZY OKAZJI PUTINA I PEKIN
Donald Trump, błogosławiony przez swoich wyznawców jako zbawiciel Ameryki, postanowił znów przypomnieć o swoim istnieniu, tym razem rzucając światu wyzwanie z Wenezueli. W brawurowej akcji administracja Trumpa pojmała Nicolasa Maduro, jakby chodziło o scenariusz kolejnego Mission: Impossible. Ale nie o to chodzi. To raczej Mission: OIL, bo plan zakłada kontrolę nad wydobyciem wenezuelskiej ropy przez USA przez „lata” – cokolwiek to znaczy, zapewne do końca obecnej ery geologicznej lub prezydentury Trumpa, w zależności co nastąpi wcześniej.
Putin, który w Wenezuelę wpompował miliardy dolarów, teraz patrzy na wszystko z Kremla i zgrzyta zębami. Rosyjskie interesy znikają szybciej niż reputacja przy łapówkach. Ceny ropy lecą w dół, a Putin traci nie tylko twarz, ale i przychody. Kreml zapewne spróbuje odwrócić kota ogonem, czyli narrację rzeczywistości, i oskarżyć USA o neokolonializm, podczas gdy sam od dwóch dekad traktuje Wenezuelę jak ropopłynne podwórko.
Chińczycy zareagowali, jak przystało na mocarstwo – wrzaskiem. Szef dyplomacji Wang Yi uznał interwencję za „potężny cios”, a rzeczniczka MSZ Mao Ning określiła ją jako „bezczelność”. Chiny, które pożyczyły Wenezueli ponad 16,5 miliarda dolarów, teraz liczą głównie na wdzięczność i rachunek. USA zatrzymały tankowce z „floty cieni” – czyli pływające stacje paliw dla Pekinu i Moskwy – i wysłały sygnał: ropa dla Ameryki, nie dla was. Tankowce więc uciekają w stronę Afryki, byle z dala od amerykańskich celowników. Globalna wersja zabawy w chowanego, tylko z ropą i sankcjami.
AKT II: ZGROMADZENIE USTAWODAWCZE RZECZYPOSPOLITEJ, CZYLI SEJMOWY CYRK NA ROLNICZEJ ARENIE
Tymczasem w Polsce odbył się rytuał znany lepiej niż obrzęd topienia Marzanny – czyli sejmowa komisja rolnictwa postanowiła zakazać sprzedaży państwowej ziemi do 2036 roku. Trzy projekty: rządowy, PiS-owski i prezydencki, spotkały się w legislacyjnym trójkącie bermudzkim. Wygrał projekt prezydencki, choć… nikt tego nie planował. „Czasami pomyłki dają dobre rozwiązania” – powiedział z dumą Zbigniew Bogucki, jakby właśnie przypadkiem wynalazł penicylinę, a nie przypadkiem przepchnął ustawę.
W pakiecie dostaliśmy nową preambułę – hymn na cześć gospodarstw rodzinnych, napisaną językiem, którym posłowie najwyraźniej próbują przykryć fakt, że polska wieś w większości zagłosowała już gdzie indziej.
PSL nie byłby sobą, gdyby nie próbował czegoś „poprawić”. Jarosław Rzepa zaproponował zwiększenie limitu sprzedaży ziemi bez zgody ministra z 2 do 5 hektarów. Poprawka przeszła, PiS tupnął nogą, ale na wsi już czuć zapach nowej koalicji z kimkolwiek.
AKT III: MERCOSUR, BRUKSELA I ROLNICY NA BARYKADACH
W Brukseli też się dzieje – jak zwykle. Cypr, ten europejski mikroskopijny lew, postanowił wykluczyć Parlament Europejski z procesu ratyfikacji umowy z Mercosurem. Zrobił to po cichu, pod presją Komisji Europejskiej. Teraz umowa może wejść w życie nawet 12 stycznia – i nikt nic nie będzie mógł powiedzieć.
Francja mówi „nie”, Niemcy – „ależ oczywiście”. Polska, jak zawsze, analizuje. Czyli: nie wie, co robi.
Rolnicy tymczasem nie analizują – blokują drogi, stają na traktorach, palą opony, rozrzucają obornik i krzyczą. Zdecydowanie bardziej demokratycznie niż PE.
AKT IV: KONIE NA LODZIE I REFLEKSJA
W Chinach odbywa się Festiwal Wędkarstwa Podlodowego na jeziorze Chagan. Konie ciągną wciągarki, rybacy wyciągają sieci, publiczność klaszcze. Tradycja, harmonia, zimno. Jakże to inne niż sejmowe awantury i geopolityczne zamachy na suwerenność Grenlandii.
AKT V: KACZYŃSKI, BRAUN I TEATR ROZPADAJĄCEJ SIĘ PARTII
Jarosław Kaczyński zaczyna panikować. Na zamkniętym posiedzeniu klubu PiS ostrzegł, że współpraca z Grzegorzem Braunem oznaczałaby katastrofę dyplomatyczną, pogorszenie relacji z USA i, być może, koniec cywilizacji zachodniej (choć tego już nie powiedział wprost).
Sondaże Brauna rosną. Konfederacja Korony Polskiej notuje niemal 10%, a prezes PiS obawia się, że Braun – z poparciem młodych, radykalnych mężczyzn – stanie się realną siłą. W partii wrze, frakcje Morawieckiego i Sasina obrzucają się wyzwiskami jak śnieżkami. Kaczyński próbuje to przykryć hasłami o „grze na różnych fortepianach”. Tyle że nikt już nie słucha dyrygenta.
AKT VI: MACRON Z GRENLANDIĄ NA GŁOWIE
Macron postanowił przemówić do ambasadorów. Efekt? Jeden z bardziej rozpaczliwych apeli o zdrowy rozsądek ze strony Zachodu. Prezydent Francji ostrzega, że USA „odwracają się od sojuszników”, „wyłamują z zasad” i „planują przejąć Grenlandię siłą”. Tak – Grenlandię.
Dania już ostrzegła, że to oznacza koniec NATO. Czyli: Trump porywa Maduro, kręci się wokół Arktyki, wychodzi z 66 organizacji międzynarodowych, a Europa próbuje grać w szachy bez planszy.
AKT VII: TUSK I NAWROCKI – POLITYCZNA ODWILŻ CZY SZOPKA NOWOROCZNA?
Donald Tusk i Karol Nawrocki mają się spotkać. To news na miarę przełomu. Przez trzy miesiące nie rozmawiali, teraz nagle zapowiadają „odwilż”. Tylko że każdy, kto zna realia, wie: to tylko pauza w wojnie pozycyjnej.
Tusk nazwał prezydenta prorosyjskim, teraz mówi o „wspólnym interesie państwa”. Nawrocki milczy, bo prezydent nie mówi, on emituje. Obie strony kalkulują, badają sondaże, wiedzą, że Polacy mają dość wojny na górze. Więc – przez chwilę – będą udawać dorosłych.
PUENTA
W polityce nie ma nudy – są tylko różne stopnie absurdu. Od Trumpa rozgrywającego świat ropą i Grenlandią, przez Kaczyńskiego, który walczy z cieniem Brauna, po Macrona, który wzywa do ratowania ONZ jak tonący do deski ratunkowej. A w tle – konie na lodzie, traktory na asfalcie i Polacy, którzy zerkają na wszystko z mieszanką niedowierzania i rezygnacji.
Czwartki naprawdę mają w sobie coś mistycznego. Ale może to tylko ten moment, kiedy chaos osiąga swoją szczytową formę, a my – obywatele tej tragikomedii – siedzimy w loży, jedząc popcorn i patrząc, czy politycy nie przewrócą się o własne sznurówki.
Do przyszłego czwartku.Z wiarą w rozsądek.I z popcornem w pogotowiu.

Dodaj komentarz