
Na Osiedlu Maltańskim w Poznaniu od rana chrześcijaństwo spotyka się z kodeksem postępowania cywilnego. Rezultat tego spotkania jest taki, że Sandra Mayer, która mieszka tam od 33 lat, ma zostać eksmitowana, komornik próbuje wykonać wyrok, policja przepycha się z protestującymi, a teren czeka na dewelopera.
Wszystko oczywiście legalnie. To bardzo ważne.
Kościół miał prawo do ziemi. Sprzedał ją JHM Development z grupy Mirbud za około 421 milionów złotych. Deweloper ma prawo oczekiwać nieruchomości, którą kupił. Komornik ma tytuł wykonawczy. Policja ma obowiązki. Sąd nadał wyrokowi klauzulę wykonalności.
Wszyscy mają rację. Tylko kobieta ma stracić dom.
Prawo bywa cudownym urządzeniem. Pozwala rozłożyć przyzwoitość na tyle paragrafów, że pod koniec nikt nie czuje się za nic odpowiedzialny.
Kościół mówi: własność. Deweloper: umowa. Komornik: wyrok. Policjant: czynności służbowe. A człowiek stojący z torbami może sobie wybrać, który z tych argumentów najlepiej chroni przed deszczem.
Sprawa Sandry jest dodatkowo paskudna, bo jej pełnomocnik twierdzi, że złożył w terminie sprzeciw od wyroku zaocznego i wniosek o uchylenie rygoru natychmiastowej wykonalności, ale sprzeciw przez miesiące nie został rozpoznany. W międzyczasie sąd nadał wyrokowi klauzulę wykonalności. Sam adwokat uczciwie przyznaje: komornik działa legalnie. Domaga się tylko, żeby zaczekać na rozstrzygnięcie sprzeciwu.
Ale właśnie z czekaniem jest problem.
Deweloper nie kupuje wspomnień, trzydziestu trzech lat życia ani widoku z kuchennego okna. Deweloper kupuje metry kwadratowe. Metry mają tę przewagę nad ludźmi, że nie protestują, nie mają pełnomocników i znakomicie mieszczą się w Excelu.
Na terenie ma według zapowiedzi powstać około dwóch tysięcy mieszkań. Jest więc plan, inwestycja, kapitał i przyszłość. Sandra reprezentuje natomiast przeszłość, a przeszłość w nowoczesnym budownictwie ma tę wadę, że zajmuje parcelę.
Najbardziej urzeka jednak udział Kościoła.
Proboszcz ks. Paweł Deskur zapewniał mieszkańców w 2024 roku, że nie będzie sytuacji, w której przyjedzie komornik, wyrzuci rzeczy i pozostawi człowieka samemu sobie. Dwa lata później mamy komornika i policję. Teologia potrafi się dynamicznie rozwijać.
Pełnomocnicy strony kościelnej i nowego właściciela odpowiadają, że nikogo nie pozostawiają bez pomocy. Sandrze proponowano między innymi opłacenie przez rok wynajmu mieszkania, wsparcie w staraniu się o lokal miejski, a w razie potrzeby także hotel. Zarządca podaje również, że w przypadku 122 rodzin udało się znaleźć rozwiązania polubowne.
Dobrze, że to robią. Naprawdę. Tyle że cała historia nadal wygląda osobliwie: instytucja posiadająca nieruchomość wartą setki milionów tłumaczy kasjerce z Żabki, że bardzo chciałaby jej pomóc wyprowadzić się z domu, który właśnie sprzedała deweloperowi.
Miłosierdzie weszło w fazę profesjonalizacji. Ma kancelarię prawną, administratora i harmonogram. Szczególnie że historia tego miejsca ma piękną ironię. Przy kościele św. Jana już w XII wieku funkcjonowało hospicjum dla podróżnych i pielgrzymów, a później teren trafił do joannitów, zakonu zajmującego się między innymi pomocą potrzebującym.
Minęło osiemset lat. Dziś pomoc potrzebującemu wygląda bardziej nowocześnie: najpierw wyrok, potem oferta hotelu.
Żeby nie było wątpliwości — nie twierdzę, że Kościół nie ma prawa sprzedać własności. Ma. Nie twierdzę, że deweloper powinien zapłacić 421 milionów i z wdzięczności urządzić tam skansen. Nie powinien. Nie mam też pretensji do komornika, że wykonuje orzeczenie sądu.
Mam pretensję do świata, w którym to wszystko razem może być całkowicie zgodne z prawem i jednocześnie moralnie odrażające. Bo prawo nie zawsze jest sprawiedliwością. Czasami jest tylko dobrze przygotowaną dokumentacją tego, kto jest silniejszy.
A Kościół powinien szczególnie uważać, kiedy mówi o świętym prawie własności. Instytucja, która od dwóch tysięcy lat cytuje człowieka mówiącego biednym, że są błogosławieni, wypada trochę groteskowo, kiedy przychodzi po działkę z komornikiem. Tym bardziej że w tej samej historii pojawił się jeszcze pozew przeciw rodzinie z Osiedla Maltańskiego, w którym jako pozwaną wskazano także 14-letnią córkę. Chodziło o ponad 17 tysięcy złotych za bezumowne korzystanie z nieruchomości.
Czternaście lat. Kościół rzeczywiście poważnie traktuje przygotowanie młodzieży do dorosłego życia. Najpierw pierwsza komunia. Potem bierzmowanie. A potem odpowiedzialność za bezumowne korzystanie z nieruchomości. Brakuje jeszcze patrona eksmisji.
Dzisiejszy protest na Malcie może oczywiście niczego nie zmienić. Komornik ma papiery, policja ma siłę, deweloper ma własność, a Kościół pieniądze ze sprzedaży. Protestujący mają transparenty.
W polskim prawie nieruchomości to nierówne wyposażenie negocjacyjne. I dlatego jestem po stronie tych z transparentami. Nie dlatego, że własność jest nieważna. Dlatego, że człowiek powinien być czasem ważniejszy.

Dodaj komentarz