BITCOIN, BENZYNA, BIAŁE PORSCHE I CZŁOWIEK, KTÓRY ZNIKNĄŁ

Warszawa

Gdybym przeczytał tę historię w kryminale, uznałbym, że autor przesadził. Jest „król bitcoinów”, jest „baron paliwowy”, jest Dubaj, Monako, Francja, helikoptery, luksusowe nieruchomości, miliony euro, nagrywane rozmowy, ludzie w kajdankach, zaginiony biznesmen i białe Porsche pozostawione na myjni.

Jest nawet myjnia, na której pracują więźniowie.

Polska literatura sensacyjna może zamknąć interes. Rzeczywistość przejęła rynek.

Sylwester Suszek, twórca BitBay, późniejszej Zondacrypto, zaginął 10 marca 2022 roku. Ostatni raz widziano go w bazie paliwowej Mariana W. w Czeladzi. Telefon logował się tam ostatni raz, kamery tego dnia akurat nie działały, Suszek zostawił samochód i zniknął.

Cztery i pół roku później nie wiadomo, gdzie jest. Wiadomo natomiast coraz więcej o tym, co działo się z pieniędzmi.

I tu robi się naprawdę interesująco. W środę zatrzymano trzy osoby z otoczenia sprawy. Prokuratura podaje inicjały. Media identyfikują wśród zatrzymanych między innymi byłą żonę Mariana W., jego współpracowniczkę oraz Rafała Zaorskiego, znanego spekulanta giełdowego.

Podkreślmy rzecz podstawową: zatrzymanie i zarzuty nie są wyrokiem. O winie rozstrzyga sąd. Ale zarzuty brzmią tak, że księgowy po ich przeczytaniu powinien dostać urlop zdrowotny.

Według informacji ujawnionych przez TVN24 i „Rzeczpospolitą” jedna z podejrzanych miała uczestniczyć w grupie, której celem było przejmowanie majątku Suszka i kontrolowanych przez niego podmiotów. Prokuratura mówi o korzyści wynoszącej co najmniej 11,21 miliona euro, czyli około 48,5 miliona złotych.

To już nie jest drobna nieścisłość w rozliczeniu delegacji.

Wśród opisanych operacji pojawia się nieruchomość za 800 tysięcy złotych, za którą — według zarzutu — nie zapłacono, oraz prawie 8 milionów euro przelanych do francuskiego notariusza na zakup luksusowej nieruchomości we Francji.

I tu przyznaję, że zaczynam rozumieć kryptowaluty. Dotychczas sądziłem, że ich główną zaletą jest to, że wszystko jest cyfrowe, zdecentralizowane i niezależne od tradycyjnego systemu finansowego. Tymczasem człowiek zaczyna od bitcoina, a kończy u francuskiego notariusza kupującego dom.

Technologia technologią, ale człowiek nadal najbardziej ufa nieruchomości z basenem.

W całej sprawie pojawia się również Rafał Zaorski. Suszek przed zaginięciem nagrywał swoje rozmowy biznesowe, a jedną z nich „Rzeczpospolita” ujawniła kilka miesięcy temu. Do Zaorskiego miał powiedzieć: „Wisisz mi tyle kasy, że to jest… nie do opisania”.

Pominąłem jedno słowo, bo sens wypowiedzi pozostaje czytelny, a kultura polska jeszcze się od tego nie zawali.

Spór był poważny. W tle pojawiały się bitcoiny i miliony złotych, a część roszczeń była przedmiotem postępowania sądowego. Zaorski trafia teraz do tego samego wielkiego śledztwa, ale nie oznacza to oczywiście, że można już opowiadać, jaka była jego rzeczywista rola. Od tego jest prokuratura, obrona i sąd.

Na razie wystarczy zauważyć niezwykły zbieg gatunków.

Spekulant giełdowy spotyka króla bitcoinów, król bitcoinów zna barona paliwowego, baron paliwowy ma lądowisko dla helikopterów, a potem król bitcoinów znika. Brakuje właściwie starego zegara, burzy i lokaja, który w trzecim akcie oznajmia, że hrabia od początku nie żył.

Najbardziej osobliwą postacią tej historii pozostaje jednak Marian W., którego prokuratura oskarża w wielkiej sprawie paliwowej i któremu wcześniej postawiono zarzut uprowadzenia Suszka. Jego obrońca konsekwentnie twierdzi, że zarzut jest bezpodstawny.

Według ustaleń śledczych opisywanych przez „Rzeczpospolitą” paliwowy biznes związany z Marianem W. miał wygenerować szkody podatkowe rzędu 1,5 miliarda złotych. Miliarda. Nie miliona. W Polsce człowiek zalegający ZUS-owi trzy tysiące zaczyna rano bać się listonosza, a tutaj rozmawiamy o kwotach, przy których kalkulator zaczyna prosić o dodatkowe cyfry.

Marian W. korzystał przy tym z listu żelaznego, podróżował, posiadał nieruchomości za granicą, latał helikopterem i prowadził interesy. Na należącej do jego spółki myjni pracowali więźniowie w ramach programu „Praca dla więźniów”. I właśnie tam ostatni raz widziano Suszka. Tu nawet ja odkładam dowcip na kilka sekund. Bo jeśli polski wymiar sprawiedliwości kiedyś zapragnie wyjaśnić obywatelowi pojęcie „ironia instytucjonalna”, nie musi pisać definicji. Wystarczy podać adres.

Jeszcze ciekawszy jest finansowy związek paliw z bitcoinami. Według źródeł „Rzeczpospolitej” śledczy badają hipotezę, że do kryptogiełdy mogły trafić ogromne środki pochodzące z nielegalnego obrotu paliwami. Pada kwota około 300 milionów złotych. Jeżeli to zostanie dowiedzione, będziemy mieli piękny przykład transformacji polskiej gospodarki. Najpierw lewe paliwo. Potem bitcoin. Potem Dubaj. Potem francuska nieruchomość. Pełny cykl gospodarki o obiegu zamkniętym. Różnica polega tylko na tym, że zwykle w gospodarce obiegu zamkniętego odzyskuje się surowce, a tutaj prokuratura próbuje odzyskać pieniądze.

Na tym jednak nie koniec. Jeszcze przed zaginięciem Suszek miał przenosić swoje udziały do spółek w Dubaju. Z giełdy znikały potem wielomilionowe kwoty. Do tego dochodzą śledztwa w Polsce i Estonii, współpraca z Monako, Szwajcarią, Włochami i Francją. Prokuratura zabezpieczyła setki terabajtów danych, tysiące zawiadomień pokrzywdzonych, dziesiątki przeszukań i miliony euro na rachunkach.

To już nie jest śledztwo. To program Erasmus dla prokuratorów. I gdzieś pośrodku tego wszystkiego nadal znajduje się podstawowe pytanie: Co stało się z Sylwestrem Suszkiem? Czy został uprowadzony i zabity? Czy jego zniknięcie wiązało się z walką o ogromny majątek? Czy wiedział, że ludzie z jego otoczenia przejmują aktywa? Czy przygotowywał własne zniknięcie?

Rodzina uważa, że nie żyje. Śledczy badają różne scenariusze. Prywatni detektywi wcześniej dopuszczali nawet możliwość zniknięcia zaplanowanego. Na razie żadnej z tych wersji nie wolno przedstawiać jako rozstrzygniętej. Ale jedno wiadomo na pewno. Wokół człowieka, który stworzył największą polską giełdę kryptowalut, znajdowało się tylu ludzi zainteresowanych pieniędzmi, że trudno byłoby znaleźć tam kogoś zainteresowanego wyłącznie jego zdrowiem.

I chyba to jest najbardziej ponura część tej historii. Suszek miał podobno ogromny majątek. Latał helikopterem. Budował biznes międzynarodowy. Operował milionami. Obracał bitcoinami. Nazywano go królem. A królowie mają pewien odwieczny problem. Im większy skarbiec, tym więcej przyjaciół interesuje się sukcesją.

Dziś prokuratura próbuje ustalić, kto przejmował majątek, kto wyprowadzał pieniądze, kto komu był winien miliony, kto wydawał dyspozycje i gdzie kończyły się kryptowaluty, a zaczynały zwykłe banknoty, mieszkania i domy.

Może przy okazji dowiemy się wreszcie, gdzie jest człowiek. Bo na razie w tej historii znaleziono pieniądze we Francji, spółki w Dubaju, rachunki w Szwajcarii, zegarki, samochody, nieruchomości, bitcoiny, nagrania i kolejnych podejrzanych. Tylko Sylwestra Suszka nadal nie znaleziono.

I w kryminale właśnie w tym miejscu autor napisałby: „ciąg dalszy nastąpi”.

W Polsce wystarczy napisać: „prokuratura prowadzi czynności”.


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Verified by MonsterInsights