
Piątek wieczór. Świat może i w chaosie, ale w Bielejewie wszystko idzie zgodnie z planem: piecyk-koza dyszy jak Glapiński przy inflacyjnym wykresie, pies CBA śpi zwinięty na kufajce z czasów SLD, a w stodole u Janka Kapusty gromadzi się nieformalny Sejm Wsi – czyli ludzie, którzy mają więcej rozumu w kieszeni niż niejeden polityk w teczce pełnej pustych obietnic.
Na zewnątrz śnieg sypie, jakby ktoś dziurawą pierzyną próbował zasypać polską biedę. Mróz szczypie w nos, a księżyc odbija się w zamarzniętej kałuży jak złotówka w oczach ministra finansów. Nad stodołą dym – nie z rac, tylko z piecyka. Pachnie bigosem, palonym drewnem i wiejską determinacją.
W środku – świat inny. Słomiane siedzenia, stół ugięty pod ciężarem flaszek, słojów, kiełbas i opowieści. Ściany ocieplone kocami, a w kącie – święty obrazek z Matką Boską i suszącym się kaloszem pod spodem. Tu się polityki nie ogląda, tylko przeżywa. A czasem – przegryza.
ŚWIĘTA, NOWY ROK I WETO NA ROZUM
Było po wszystkim – po karpiu, po opłatku, po życzeniach rzucanych jak ulotki wyborcze. Nowy Rok też już przyszedł, cicho, bez fajerwerków – chyba że ktoś liczy eksplozję pieca u Henka. W stodole u Kapusty, jak co piątek, zebrała się ekipa. Niektórzy z marsowymi minami, inni z cieplejszym spojrzeniem – bo i bimber rozgrzewał, i tematów nie brakowało.
– „Było Trzech Króli, ale jak patrzę na Nawrockiego, to śmiem twierdzić, że nam się jeden zgubił i znalazł w Pałacu Prezydenckim” – zaczął Stefan „Profesor”, który potrafi cytować Konstytucję nawet po trzeciej setce.
– „To nie król, tylko grabarz rozsądku” – rzuciła Stacha, której język jest ostrzejszy niż sierp na sianokosy. – „Zawetował 23 ustawy. Powód? Bo były sensowne.”
– „On by zawetował nawet własne myśli, gdyby przypadkiem jakaś mu się zaplątała” – mruknął Kazio Traktorzysta.
CBA zaszczekał, raz, konkretnie. Jakby i on miał coś do powiedzenia o rozumie w polityce.
ROLNICY – ŻNIWO GNIEWU W STOLICY
Wiadomości o najeździe rolników dotarły do Bielejewa szybciej niż śnieg do pługa. Ktoś odpalił na telefonie nagranie z Warszawy – traktory, krzyki, banery z błotem i prawdą.
– „I dobrze!” – zawyrokowała Stacha. – „Niech zobaczą, jak wygląda gniew człowieka, który nie chce taniej soi z Argentyny i GMO w zupie.”
– „Mercosur!” – sapnął Stefan. – „Dawniej to było coś na lekcji geografii, dziś to przekleństwo. Unia podpisuje układ z Brazylią i innymi państwami, a polski chłop ma robić za ofiarę nowego globalnego grillowania.”
Wacek „Kabel” rzucił teorię, że jeśli tak dalej pójdzie, to kukurydza będzie tańsza od wyborczych obietnic. A to już nie przelewki.
Janek nalał po musztardówce – za rolników. I za to, żeby nikt już nie mówił, że wieś się nie zna. Wieś nie tylko się zna – ona czuje.
PSL, LEWICA, 2050 – CZYLI PARADA NIEKONSEKWENCJI
Z radia w kącie popłynęła melodia – coś między hymnem wyborczym a piosenką disco-polo. Nikt nie słuchał, ale wszyscy wiedzieli, że chodzi o PSL.
– „PSL ma dwie posłanki doradzające Nawrockiemu. Ciekawe, czy robią to z miłości do prezydenta, czy z tęsknoty za wpływem” – zastanawiał się Janek.
– „PSL to taka partia, co zawsze chce być przy władzy, ale nigdy nie wie, czy właśnie rządzi, czy tylko pomaga przy żniwach.”
Lewica się kłóciła – o PIP, o Czarzastego, o pozycje i stanowiska, jakby to była walka o ostatni słoik ogórków na zimę. W stodole nikt nie miał wątpliwości – jak się nie dogadają, to wyborcy ich zakonserwują w occie.
Hołownia – jak zwykle – w cieniu. Niby mówi, niby działa, ale jakby prowadził program śniadaniowy, a nie część obozu władzy.
TUSK – NAUCZYCIEL
Tusk? Tego się tu szanuje. Nie bezkrytycznie, ale z ulgą, że ktoś w końcu mówi do rzeczy, nie do emocji.
– „Tusk to taki nauczyciel, co sprawdza zeszyty, zanim kogoś pochwali. A inni politycy to dzieciaki, co udają, że odrobili pracę domową, a w plecaku tylko chipsy i manifesty.”
Nie było oklasków. Była cisza. Taka, która mówi więcej niż transmisje sejmowe.
TRUMP I INNI MESJASZE Z WYCENĄ NA TONY
– „A Trump?” – zagaił Kazio. – „Ten to chce Grenlandię kupić. Jakby mu ktoś powiedział, że tam jest ropa pod lodem.”
– „To nie polityk, to gruby chłopiec z globusem, który krzyczy ‘moja’ za każdym razem, gdy zobaczy jakiś kraj.”
Sakiewicz napisał felieton o tym, że Trump to wybawiciel świata. Bielejewianie zgodzili się, że jeśli tak, to świat nie zasługuje na ratunek.
NATO, UKRAINA I ZIMNY PRĄD ZE WSCHODU
Wojna dalej trwa. Putin dalej straszy, Zachód dalej negocjuje. Ktoś rzucił, że Ukraina przypomina teraz sąsiada, którego dom płonie, a wszyscy stoją obok i zastanawiają się, czy mu nie przeszkodzą w paleniu.
W Bielejewie nie ma rakiet. Ale jest zrozumienie. I modlitwa. I przekleństwo. I bimber – co czasem lepiej działa niż cała ONZ.
PODSUMOWANIE: NIE MA MERCOSURU DLA GŁUPOTY
Wieczór się kończył. Pies CBA szczekał, bo ktoś na telefonie odpalił przemówienie posła z Konfederacji. Bigos parował jak sumienie po głosowaniu, a flaszka już ledwo stała.
Janek wstał, podniósł kieliszek – pusty, ale znaczący:
– „Za zdrowy rozsądek. Za rolników. Za śledzia, który smakuje lepiej niż każdy populizm. Za to, że tu – w tej stodole – świat jeszcze trzyma pion.”
Wypili. Za Bielejewo. Za Polskę. Za to, że jak się wali, to przynajmniej z humorem.
Amen. I na zdrowie.

Dodaj komentarz