ANI KROKU W TYŁ. CHYBA ŻE DO WŁOSKIEJ RESTAURACJI

Warszawa

Koalicja Obywatelska znalazła wreszcie skuteczną metodę walki z Prawem i Sprawiedliwością: niczego nie robić i nie zasłaniać widoku.

PiS zwalcza się obecnie sam, bez dotacji, ingerencji Brukseli ani niemieckich instrukcji. Wystarczą internet, urażona ambicja i kilku polityków przekonanych, że największym zagrożeniem dla Polski jest kolega siedzący trzy krzesła dalej.

Najnowszy odcinek nosi tytuł „Kacper kontra Marcin”. Kacper Płażyński wysłał Marcinowi Horale wezwanie przedsądowe. Domaga się przeprosin oraz wpłaty 50 tysięcy złotych na fundację Łączy nas Polska, której prezeską jest jego żona.

Piękny przykład patriotyzmu rodzinnego. Polska łączy, ale przelew najlepiej, żeby trafił w znajome ręce.

Horała powiedział, że Płażyński miał stworzyć przed kampanią prezydencką raport dotyczący znajomości Karola Nawrockiego z ludźmi ze środowiska kibicowskiego. Płażyński zaprzecza, nazywa to „łgarstwem” kolportowanym od półtora roku i chce, aby prawdę ustalił sąd. O wezwaniu, kwocie oraz sporze dotyczącym raportu poinformowała „Rzeczpospolita”.

Jeszcze niedawno posłowie PiS chcieli stawiać przed sądem Tuska. Teraz zaczynają od siebie, co należy uznać za postęp organizacyjny. Partia przeszła na system samoobsługowy.

Konflikt jest szczególnie zabawny, ponieważ Horała i Płażyński pochodzą z tego samego ugrupowania. Formalnie są kolegami. W PiS słowo „kolega” oznacza człowieka, który jeszcze nie zdążył opublikować przeciwko tobie oświadczenia.

Jacek Sasin stanął po stronie Płażyńskiego i pouczył Horałę o przyzwoitości, szacunku oraz odpowiedzialności za słowo. To odważne. Gdy Jacek Sasin zaczyna wykładać odpowiedzialność, gdzieś w Polsce samoczynnie drukuje się pakiet wyborczy.

Debata wewnętrzna PiS osiągnęła już dojrzały poziom „stul pysk”. Dawniej politycy tej partii obrażali przede wszystkim opozycję, sędziów, Unię Europejską, lekarzy, nauczycieli, kobiety, mniejszości i przypadkowo napotkaną rzeczywistość. Teraz, z powodu wyczerpania dostępnych grup społecznych, zabrali się za siebie.

Najważniejszy pozostaje jednak konflikt Jarosława Kaczyńskiego z Mateuszem Morawieckim.

Prezes nakazał parlamentarzystom wybrać: PiS albo polityczne stowarzyszenia działające obok partii. Ultimatum obejmuje przede wszystkim Rozwój Plus Morawieckiego. Termin upływa 23 lipca, a nieposłusznym grozi usunięcie. Według rzecznika partii deklaracje złożyło już około 130 parlamentarzystów. Morawiecki zapewnia, że chce pozostać w PiS, ale nie zamierza rezygnować z politycznej aktywności swojego środowiska.

To sytuacja przypominająca rozwód, podczas którego oboje małżonkowie oświadczają, że nie zamierzają opuszczać mieszkania, bo to druga strona powinna się wyprowadzić.

Morawiecki mówi, że nie planuje tworzenia nowej partii. Zapewnia też, że „kurczowo” trzyma się PiS, choć podobno niektórzy próbują go z ugrupowania wypchnąć. Były premier zaapelował do partyjnych „intrygantów”, aby przestali szkodzić jego środowisku.

Słowo „kurczowo” jest tu trafne. Morawiecki trzyma się partii jak pasażer autobusu, który zauważył, że kierowca jedzie do zajezdni, ale bilet miesięczny kosztował zbyt dużo, żeby teraz wysiadać.

Kaczyński też nie może ustąpić. Przez lata prezes wydawał polecenia, a partia wykonywała je z szybkością człowieka, który usłyszał w lesie ładowanie strzelby. Jeżeli teraz Morawiecki zachowa stowarzyszenie i legitymację, wszyscy zobaczą, że ultimatum prezesa jest już nie wyrokiem, lecz propozycją do konsultacji.

Za chwilę własne stowarzyszenie założy kierowca partyjnego busa. Sekretarka odmówi odebrania telefonu. Mariusz Błaszczak poprosi o wszystko na piśmie. A Przemysław Czarnek zamiast wykonać polecenie, wystąpi w telewizji i zażąda opamiętania od „przyjaciół”.

Zresztą już zażądał. Czarnek wezwał kolegów do lojalności i zakończenia publicznych sporów. W PiS apel o jedność jest dziś odpowiednikiem komunikatu kapitana: „Nie ma powodów do niepokoju”. Pasażer słyszy go zwykle wtedy, gdy przez okno widać silnik.

Ponoć trwają przygotowania do kolejnych rozmów ostatniej szansy. W polskiej polityce ostatnia szansa jest zjawiskiem odnawialnym. Po ostatniej szansie przychodzi ostateczna, potem naprawdę ostatnia, następnie spotkanie techniczne, kolacja pojednawcza i wywiad, w którym obie strony informują, że nie było żadnego konfliktu, tylko tamci kłamali.

Rozmowy mają się odbywać przy włoskim jedzeniu. To logiczne. Włoska kuchnia jest najlepsza do ratowania PiS: makaron można długo nawijać, pizzę dzielić na frakcje, a na końcu każdy dostaje osobny rachunek.

Problem polega na tym, że obaj przywódcy potrzebują zwycięstwa, którego nie można podzielić.

Jeśli Morawiecki ustąpi, pozostanie byłym premierem z byłym buntem i stowarzyszeniem działającym głównie w archiwum internetu. Jeśli Kaczyński ustąpi, prezesura stanie się monarchią konstytucyjną: Kaczyński nadal będzie panował, lecz Morawiecki zacznie rządzić własnym kawałkiem dworu.

Daniel Obajtek już policzył szable, beczki i marże, po czym odwiedził Kaczyńskiego i podpisał deklarację pozostania w partii. Tym samym automatycznie opuścił Rozwój Plus. Rzecznik PiS potwierdził spotkanie Obajtka z prezesem oraz złożenie oświadczenia.

Obajtek jeszcze niedawno pojawiał się u boku Morawieckiego, ale polityczna lojalność przypomina ceny paliw: obowiązuje do następnej aktualizacji.

Morawiecki stwierdził, że nie czuje się zdradzony. To naturalne. Polityk dowiaduje się, że został zdradzony dopiero wtedy, gdy zdrajca otrzyma stanowisko. Wcześniej jest to pluralizm.

Tymczasem sondaże nie zachęcają do samodzielności. W badaniu Pollsteru hipotetyczna partia Morawieckiego zdobyła 2,05 procent — za mało nawet na subwencję. Badanie przeprowadzono na przełomie czerwca i lipca na próbie 1042 dorosłych.

Dwa procent to nie rozłam. To grupa osób, które mogą wspólnie zamówić autokar, ale nie powinny jeszcze drukować programu rządowego.

Sondaże dotyczące ewentualnego ugrupowania Morawieckiego dają zresztą różne wyniki, zależnie od pracowni i konstrukcji pytania. W jednym badaniu było ponad pięć procent, w innym niewiele ponad dwa. Oznacza to, że przyszła partia byłego premiera znajduje się jednocześnie w Sejmie i poza nim. Jest ugrupowaniem Schrödingera: istnieje, dopóki Kaczyński nie otworzy pudełka.

Prezes również bada wariant samodzielnego Czarnka. Dwa procent dla Morawieckiego, dwa dla Czarnka — polska prawica odkryła podział komórkowy, tylko zapomniała o rozmnażaniu. Z jednej dużej partii mogą powstać dwa ugrupowania, z których każde zmieści się w samochodzie Jacka Sasina.

Koalicja Obywatelska zachowuje więc rozsądną ciszę. Donald Tusk nie musi organizować konferencji, publikować spotów ani uruchamiać komisji. Powinien tylko zadbać o stałe dostawy internetu do siedziby PiS.

PiS wykonuje pracę opozycji, prokuratora, satyryka i mediatora rodzinnego jednocześnie. Posłowie pozywają kolegów, frakcje liczą zdrajców, Obajtek zmienia stolik, Czarnek żąda opamiętania, a Morawiecki kurczowo trzyma się partii, która zastanawia się, jak odczepić mu palce.

Kaczyński nie może zrobić kroku w tył, bo straci autorytet. Morawiecki nie może zrobić kroku w tył, bo straci przyszłość. Pozostaje im maszerować naprzód — prosto na siebie.

A potem spotkać się u Bielana na włoskim i wspólnie ustalić, że partia jest zjednoczona.

Kelner powinien wcześniej schować noże.


  1. KRZYSZOF BIELEJEWSKI

    NOT ONE STEP BACK—UNLESS IT’S INTO AN ITALIAN RESTAURANT

    The Civic Coalition has finally discovered an effective method of fighting Law and Justice: do nothing and avoid blocking the view.

    PiS is currently destroying itself, without subsidies, interference from Brussels or instructions from Berlin. All it needs is the internet, wounded pride and a handful of politicians convinced that the greatest threat to Poland is the colleague sitting three chairs away.

    The latest episode is entitled “Kacper Versus Marcin.” Kacper Płażyński has sent Marcin Horała a formal pre-litigation demand. He is seeking an apology and a payment of 50,000 złoty to the Poland Unites Us Foundation, whose president is his wife.

    A beautiful example of family-oriented patriotism. Poland unites—but preferably through a bank transfer into familiar hands.

    Horała claimed that, before the presidential campaign, Płażyński had prepared a report on Karol Nawrocki’s connections with figures from the football hooligan milieu. Płażyński denies this, calls it a “lie” that has been circulated for eighteen months and wants the courts to establish the truth. “Rzeczpospolita” reported on the formal demand, the amount involved and the dispute over the alleged report.

    Not long ago, PiS MPs wanted to put Tusk in the dock. Now they are starting with one another, which must be regarded as organisational progress. The party has switched to a self-service system.

    The dispute is particularly entertaining because Horała and Płażyński belong to the same party. Formally, they are colleagues. In PiS, the word “colleague” means someone who has not yet managed to publish a statement attacking you.

    Jacek Sasin sided with Płażyński and lectured Horała about decency, mutual respect and responsibility for one’s words. That was courageous. Whenever Jacek Sasin begins discussing responsibility, a batch of postal voting papers spontaneously prints itself somewhere in Poland.

    The internal debate within PiS has now reached the mature level of “shut your mouth.” In the past, the party’s politicians mainly insulted the opposition, judges, the European Union, doctors, teachers, women, minorities and any reality they happened to encounter. Having exhausted the available social groups, they have now turned on one another.

    The central conflict, however, remains the struggle between Jarosław Kaczyński and Mateusz Morawiecki.

    The party leader has ordered PiS parliamentarians to choose: either the party or political associations operating alongside it. The ultimatum is aimed primarily at Morawiecki’s Development Plus organisation. The deadline expires on 23 July, and those who refuse to comply face expulsion. According to the party spokesman, around 130 parliamentarians have already submitted the required declarations. Morawiecki insists that he wants to remain in PiS but has no intention of abandoning his political circle’s activities.

    The situation resembles a divorce in which both spouses declare that they have no intention of leaving the flat because the other person should move out.

    Morawiecki says he has no plans to create a new party. He also insists that he is clinging “desperately” to PiS, although some people within the party are reportedly trying to push him out. The former prime minister appealed to the party’s “schemers” to stop undermining his political circle.

    “Clinging” is the right word. Morawiecki is holding on to the party like a bus passenger who has noticed that the driver is heading back to the depot but paid too much for his monthly pass to get off now.

    Kaczyński cannot retreat either. For years, the party leader issued orders and PiS carried them out with the speed of a man who has just heard a shotgun being loaded in the woods. If Morawiecki is now allowed to keep both his association and his party membership card, everyone will see that an ultimatum from Kaczyński is no longer a sentence but a proposal submitted for consultation.

    Soon the driver of the party minibus will establish his own association. The secretary will refuse to answer the telephone. Mariusz Błaszczak will ask to have everything in writing. And instead of following orders, Przemysław Czarnek will go on television and demand that his “friends” come to their senses.

    In fact, he already has. Czarnek called on his party colleagues to remain loyal and end their public disputes. In PiS, an appeal for unity is now the equivalent of a captain announcing that there is no cause for alarm. Passengers usually hear it when they can already see the engine through the window.

    Preparations are reportedly under way for yet another round of last-chance talks. In Polish politics, the last chance is a renewable resource. After the last chance comes the final chance, then the genuinely last chance, followed by a technical meeting, a reconciliation dinner and an interview in which both sides announce that there was never any conflict—only that the other side was lying.

    The talks are expected to take place over Italian food. That makes sense. Italian cuisine is perfect for rescuing PiS: pasta can be spun endlessly, pizza can be divided into factions, and everyone receives a separate bill at the end.

    The problem is that both leaders need a victory that cannot be shared.

    If Morawiecki backs down, he will become a former prime minister with a former rebellion and an association operating mainly in the internet archives. If Kaczyński backs down, his leadership will turn into a constitutional monarchy: he will continue to reign, but Morawiecki will begin governing his own section of the court.

    Daniel Obajtek has already counted the votes, the barrels and the profit margins, after which he visited Kaczyński and signed a declaration confirming his loyalty to the party. In doing so, he automatically left Development Plus. The PiS spokesman confirmed Obajtek’s meeting with Kaczyński and the submission of his declaration.

    Until recently, Obajtek had been appearing alongside Morawiecki, but political loyalty is rather like fuel prices: valid only until the next update.

    Morawiecki said that he did not feel betrayed. That is perfectly natural. A politician discovers that he has been betrayed only when the traitor receives a government post. Until then, it is merely pluralism.

    Meanwhile, the polls offer little encouragement for political independence. In a Pollster survey, Morawiecki’s hypothetical party received 2.05 per cent—too little even to qualify for public funding. The survey was conducted at the turn of June and July among 1,042 adults.

    Two per cent is not a party split. It is a group of people who can charter a coach together but should probably refrain from printing a government programme.

    Polls concerning a potential Morawiecki party have produced varying results, depending on the polling company and the wording of the question. One survey put it above five per cent; another gave it just over two. This means that the former prime minister’s future party is simultaneously inside and outside parliament. It is Schrödinger’s party: it exists until Kaczyński opens the box.

    The party leader is reportedly also testing the prospect of Czarnek going it alone. Two per cent for Morawiecki, two for Czarnek—Poland’s right wing has discovered cell division but forgotten about reproduction. One large party could produce two smaller groups, each capable of fitting inside Jacek Sasin’s car.

    The Civic Coalition is therefore maintaining a sensible silence. Donald Tusk does not need to organise a press conference, produce campaign videos or establish a parliamentary commission. He merely needs to ensure that the PiS headquarters continues to have reliable internet access.

    PiS is performing the work of the opposition, the public prosecutor, the satirist and the family mediator all at once. MPs are suing their colleagues, factions are counting traitors, Obajtek is changing tables, Czarnek is demanding restraint, and Morawiecki is clinging desperately to a party that is trying to work out how to prise his fingers loose.

    Kaczyński cannot take a step backwards because he would lose his authority. Morawiecki cannot take a step backwards because he would lose his future. Their only option is to march forward—straight into each other.

    And then meet at Bielan’s favourite Italian restaurant to agree that the party remains united.

    The waiter should hide the knives first.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Verified by MonsterInsights