
Polska prawica od lat traktowała Stany Zjednoczone jak nastolatek pierwszy związek na odległość. Wpatrzenie. Zachwyt. Cytaty z Reagana w zeszycie. Flaga USA większa niż polska na partyjnym pikniku. I to romantyczne przekonanie, że „Ameryka nas nigdy nie zostawi”, wypowiadane z tą samą pewnością, z jaką Janusz z grilla mówi, że „diesel jeszcze wróci”.
No i właśnie wraca. Tyle że do bazy w Teksasie.
Donald Trump znowu zrobił to, co robi najlepiej: przypomniał Europie, że dla niego NATO jest trochę jak Netflix — fajnie mieć, ale po co płacić za tyle kont jednocześnie. Pentagon wstrzymuje rotację brygady pancernej do Polski, Reuters mówi o redukcji sił, CNN cytuje ludzi z Departamentu Obrony, generałowie coś tłumaczą, a w Warszawie zaczyna się festiwal narodowego „to tylko logistyka”.
Oczywiście. Wszystko jest logistyką. Titanic też miał przecież głównie problem logistyczny z górą lodową.
Najpiękniejsze jest jednak to polskie niedowierzanie. To autentyczne oburzenie ludzi, którzy przez dekadę mówili, że Trump jest największym przyjacielem Polski od czasu wynalezienia konserwy turystycznej. Nagle okazuje się, że człowiek, który chciał kupić Grenlandię jak używany ekspres do kawy, może jednak nie budować całej strategii bezpieczeństwa Europy wokół sentymentów do Podkarpacia.
I teraz wszyscy robią minę pasażera PKP, który właśnie odkrył, że „opóźnienie z przyczyn technicznych” oznacza, że pociąg w ogóle nie przyjedzie.
Karol Nawrocki tymczasem spotyka się z Kosiniakiem-Kamyszem i generałami, żeby „rozmawiać o bezpieczeństwie”. To brzmi bardzo poważnie. W praktyce przypomina trochę naradę pasażerów lotu, którym właśnie odwołano samolot, ale dostali kupon na kawę i możliwość „omówienia sytuacji”.
Nawrocki oczekuje „współpracy wszystkich ośrodków władzy” w zwiększaniu obecności wojsk USA. To bardzo ambitne. Trochę jakby sołtys apelował o współpracę wszystkich mieszkańców w celu przesunięcia Pacyfiku bliżej Pcimia.
Swoją drogą, jest coś rozczulającego w tym, jak polska prawica nadal mówi o Trumpie tonem porzuconego narzeczonego. Jeszcze niedawno republikańska Ameryka była dla nich cywilizacją wyższą. W TV Republika Trump funkcjonował niemal jako święty patron zdrowego rozsądku, kapitalizmu i steków. Wystarczyło, że powiedział „woke”, a pół polskiej prawicy dostawało duchowego uniesienia.
Dziś ten sam Trump redukuje obecność wojsk w Europie, flirtuje z izolacjonizmem i coraz częściej patrzy na NATO jak księgowy patrzący na niepotrzebny abonament Adobe.
A nasi politycy? Udają zaskoczenie.
Najbardziej wzruszające są jednak te wszystkie uspokajające komunikaty. „To nie wpłynie na bezpieczeństwo Polski”. „To decyzje logistyczne”. „Jesteśmy w kontakcie”. Polityczny odpowiednik lekarza mówiącego pacjentowi: „wyniki są niepokojące, ale proszę się nie stresować”.
Problem polega na tym, że cała polska strategia bezpieczeństwa od lat przypominała emocjonalny outsourcing. Kupowaliśmy czołgi, samoloty, HIMARS-y i kolejne pakiety uzbrojenia z religijną wręcz wiarą, że Ameryka zawsze będzie chciała umierać za Białystok.
A Trump właśnie pokazuje, że Ameryka coraz częściej nie chce nawet tankować za Berlin.
I nagle wychodzi na jaw coś bardzo brutalnego: Polska przez lata bardziej wierzyła w amerykańską miłość niż w europejską dojrzałość. Łatwiej było robić selfie z republikańskimi kongresmenami niż budować realną autonomię bezpieczeństwa w Europie. Łatwiej było opowiadać o „Fort Trump” niż tłumaczyć wyborcom, że świat po 2022 roku będzie wymagał od Europy dorosłości.
Ale najbardziej zabawny jest Karol Nawrocki w tej całej układance. Człowiek, który przemawia o „silnej Polsce”, „suwerenności” i „dumie narodowej”, a jednocześnie z desperacją managera galerii handlowej walczy o to, żeby Amerykanie jednak nie zamknęli nam strategicznego McDrive’a wojskowego.
Do tego jeszcze jego patetyczne przemówienia o Straży Granicznej, „zielonych ludzikach”, honorze, mundurze i narodzie, który „potrafi żyć bez państwa”. To ostatnie akurat prawda. Polacy od wieków potrafią żyć bez państwa. Problem w tym, że politycy bardzo często zachowują się tak, jakby potrafili też myśleć bez rzeczywistości.
Nawrocki brzmi czasem jak narrator zwiastuna historycznego filmu, którego budżet skończył się po pierwszej scenie batalistycznej.
I oto jesteśmy. Trump ogranicza obecność wojsk. Europa nerwowo patrzy na Waszyngton. Polska polityka udaje spokój. A prawica, która jeszcze niedawno opowiadała o „najsilniejszym sojuszu w historii”, dziś tłumaczy Amerykę dokładnie tak, jak tłumaczy się toksycznego partnera:
— On po prostu miał trudny dzień.
— To nie tak wygląda.
— Wcale się nie oddala.
— Powiedział, że potrzebuje przestrzeni.
Geopolityka XXI wieku coraz bardziej przypomina terapię dla współuzależnionych.
A Donald Trump? Donald Trump robi dokładnie to, co zawsze robił: patrzy, kto jeszcze wierzy w jego obietnice, i wystawia rachunek. Trochę wyższy niż zwykle. Jak to Ameryka.

Dodaj komentarz