
czyli skecz polityczny z udziałem postaci fikcyjnych, acz bardzo realnych
Karol Nawrocki lubi piłkę nożną, ale wygląda na to, że postanowił zbudować własną drużynę. Jedenastu ludzi, zero piłek, ale za to mnóstwo gwizdów – głównie z sali prasowej. Przed Państwem: Jedenastka Nawrockiego, czyli polityczna FIFA 25 – edycja z Pałacu Prezydenckiego, bez VAR-u, za to z IPN-em w roli sędziego liniowego.
Bramkarz – Zbigniew „Rękawica Partii” Bogucki
Na bramce staje Zbyszek Bogucki. Były wojewoda, obecny KPRP-owiec, przyszły może nawet selekcjoner drużyny własnych poglądów. Ten człowiek zatrzymuje wszystko – postęp, nowoczesność, i raz nawet autobus w Szczecinie, gdy kampania tego wymagała. Nazywany przez kolegów „Betonowa Ściana” – nie ze względu na umiejętności, ale elastyczność w dyskusji.
Obrona – Andruszkiewicz, Kolarski, Jędrzak, Rabenda
Na prawej stronie: Adam Andruszkiewicz, człowiek, który przeszedł ideologiczną drogę od Młodzieży Wszechpolskiej do salonów Pałacu. W polityce porusza się jak boczny obrońca – zawsze blisko linii, często na aucie.
Na środku: Wojciech Kolarski, relikt dudyzmu, konserwa z długim terminem przydatności do użytku ceremonialnego. Lubi występować w tle przemówień i w biogramach IPN-u. Jego filozofia? Stabilność, stagnacja i grzeczne przytakiwanie.
Drugim stoperem: Agnieszka Jędrzak, której dokonania są równie przejrzyste jak instrukcja obsługi miksera napisana po łacinie. Podsekretarz stanu, co brzmi jak ranga w grze RPG, ale ma realne zastosowanie: mówić rzeczy, których nikt nie rozumie, ale wszyscy muszą cytować.
Na lewej: Karol Rabenda. Były wiceminister aktywów państwowych, znany z tego, że… był wiceministrem aktywów państwowych. Jego wkład w krajowy dyskurs jest tak cichy, że mógłby wygrać zawody w niemych orędziach.
Pomoc – Przydacz, Kotecki, Leśkiewicz
W środku pola biega Marcin Przydacz, dawny błyskotliwy chłopak od dyplomacji, dziś – szef Biura Polityki Międzynarodowej, czyli ktoś, kto w razie potrzeby powie Amerykanom „Hello” i Niemcom „Oj tam oj tam”.
Obok niego – Mateusz Kotecki, kolejny podsekretarz z urzędu losowania. Wiadomo o nim tyle, że ma imię, nazwisko i funkcję – a to w polityce już dużo.
I oczywiście Rafał Leśkiewicz, nowy rzecznik prezydenta. Były rzecznik IPN. To ten typ, który nawet pogodę potrafi przedstawić jako prowokację UB. Ponoć raz nazwał „deszcz” „sabotażem hydrologicznym”.
Atak – Szefernaker, Dębowski, Cenckiewicz
I tu się zaczyna kabaret właściwy.
Paweł Szefernaker, szef gabinetu, to człowiek tak sprawny, że mógłby zorganizować wiec w schronie przeciwatomowym i jeszcze zdążyć na kolację u Morawieckiego. W kampanii był Nawrockiemu jak espresso: krótki, mocny i zostawiał niesmak u przeciwników.
Obok niego: Jarosław „Jarek z brodą” Dębowski. Postać tak enigmatyczna, że dziennikarze muszą korzystać z GPS-u, by go zlokalizować w strukturze państwa. Nie był politykiem, nie był celebrytą, nie był nawet wzmianką w Wikipedii. A teraz jest Zastępcą Szefa Gabinetu Prezydenta. No i super. W końcu Polska to kraj, gdzie każdy z nas może pewnego dnia obudzić się jako wiceminister.
Na szpicy – Sławomir Cenckiewicz, człowiek-legenda, profesor IPN, badacz, łowca agentów i… nowy szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego. Jeśli słyszysz dźwięk przeszukiwanej teczki – to on. Jego styl gry to „atak pamięcią historyczną”, potrafi wyciągnąć kompromat z 1968, żeby zablokować ustawę z 2025.
Trener: Karol „Granitowy Uśmiech” Nawrocki
Prezydent, archeolog pamięci narodowej, kolekcjoner kombatantów i domorosły patriota-hobbysta. Karol Nawrocki zbudował swoją jedenastkę jakby był dyrektorem muzeum figur woskowych – każda postać trochę się rusza, każda mówi coś dziwnego, a całość… niepokojąco przypomina wystawę objazdową.
Podsumowanie?
To nie jest rząd technokratów, to nie dream team. To zespół ludzi, którzy zdają się funkcjonować na granicy jawy i kabaretu politycznego. Ale czyż nie taka właśnie jest Polska polityka? Trochę sitcom, trochę archiwum IPN-u, a czasem reality show z kiepskim montażem.
Jedenastka Nawrockiego. Grają razem, śpiewają osobno. Ale przynajmniej mają wspólnego trenera. I wspólny hymn – najprawdopodobniej z lat 80., w wersji instrumentalnej.
CO MÓWI TRENER-NAWROCKI O SWOJEJ JEDENASTCE
„Drodzy rodacy,
Z dumą i odpowiedzialnością ogłaszam skład drużyny, która poprowadzi mnie – i Was – przez najbliższe lata trudnych meczów z rzeczywistością. To nie jest zbiór nazwisk. To nie jest grupa kolegów z jednego klubu politycznego. To są patrioci. Każdy z nich rozgrzewa się hymnami, odpoczywa przy cytatach z Żołnierzy Wyklętych i zna swoje miejsce – w strukturze, w historii, w szeregu.
Zbigniew Bogucki? To filar, człowiek z regionu, który zna każdą gminę i każdy powiat jak własną teczkę z czasów wojewody. Zatrzymuje wszystko, co się da – nie tylko bramki, ale i nadmierny entuzjazm do liberalizmu.
Adam Andruszkiewicz – młody wilk w starym garniturze. Przypomina mi, że każdy z nas miał kiedyś radykalne pomysły, ale nie każdy potrafił je tak skutecznie schować pod marynarkę od Hugo Bossa.
Wojciech Kolarski – gwarancja ciągłości, elegancji i idealnego ukłonu na uroczystościach państwowych. To człowiek, który potrafi powiedzieć „dziękuję” w dwunastu językach i żadnego z nich nie użyć niepotrzebnie.
Agnieszka Jędrzak – cicha bohaterka, która mówi wtedy, kiedy trzeba. Czyli rzadko.
Karol Rabenda – sprawdzony w trudnych warunkach, wiceminister, który zna wartość majątku narodowego i umie powiedzieć „nie rusz” do każdego, kto próbuje coś sprywatyzować.
Marcin Przydacz – to mój radar dyplomatyczny. Widzi burze zanim uderzą. Czasem nawet zanim się pojawią.
Mateusz Kotecki – młody, kompetentny, z dobrą pamięcią do protokołów i nazwisk ludzi, których ja już zapomniałem.
Rafał Leśkiewicz – rzecznik z krwi i kości, który wie, kiedy mówić, kiedy milczeć i kiedy przypomnieć, że Lech Kaczyński był wielkim Polakiem. Czasem nawet dwa razy dziennie.
Paweł Szefernaker – dowód, że logistyka może być sexy. To człowiek, który potrafi zorganizować przemarsz kombatantów z trzema przystankami na wodę mineralną i jeden na łzy wzruszenia.
Jarosław Dębowski, znany jako „Jarek z brodą” – mój osobisty Gandalf. Zjawia się, gdy nikt nie wie, co robić. Znika, gdy trzeba pójść do mediów. Uratował niejedną prezentację PowerPointem i cichą obecnością.
Sławomir Cenckiewicz – nasz libero i zarazem snajper. Zawsze gotowy, by wstrzelić się w debatę historyczną i wyjść z niej z łupem. Człowiek, który mógłby zlustrować nawet własne odbicie w lustrze. I pewnie już to zrobił.
To są moi ludzie. Polska reprezentacja. Bez względu na to, co mówi opozycja, czego nie wie społeczeństwo i czego nie rozumie Europa – to są ludzie ciężkiej pracy i niezachwianej wierności. Wierności Polsce, tradycji i telefonowi ode mnie.
Nie zaprosiłem ich do celebrowania prezydentury. Zaprosiłem ich do budowania państwa. Chociaż, nie ukrywam, trochę celebrujemy – zwłaszcza przy kawie.
Niech nikt nie liczy na fajerwerki. My jesteśmy jak IPN: działamy cicho, konsekwentnie i nie znamy litości dla tych, którzy nie czytali rozdziału o Żołnierzach Wyklętych.”
(Po tym wystąpieniu Zbigniew Bogucki kiwnął głową trzy razy, Jarosław Dębowski zniknął za kotarą, a Sławomir Cenckiewicz zapisał coś w notatniku z napisem „2007–2025: lista winnych”.)

Dodaj komentarz