
Wtorek zaczynamy 87. rocznicą wybuchu II wojny światowej. O 4.45 na Westerplatte zawyły syreny, był hymn, apel pamięci, Znicz Pokoju, premier Donald Tusk, Władysław Kosiniak-Kamysz i Karol Nawrocki. Wszystko, czego wymaga powaga miejsca, pamięć o zabitych i elementarna przyzwoitość wobec historii.
Niestety był też mikrofon.
A kiedy Karol Nawrocki ma mikrofon, historia przestaje mieć pewność, czy nadal chodzi o nią.
Prezydent zaczął przyzwoicie: od Westerplatte, Wielunia, sześciu milionów zamordowanych obywateli II RP, odpowiedzialności Niemiec i Sowietów. I tego należało się trzymać. Niemcy napadły na Polskę, okupowały ją, mordowały obywateli, zniszczyły kraj. Tu nie potrzeba żadnych ornamentów, bo fakty są wystarczająco straszne.
Ale Nawrocki najwyraźniej nie potrafi przez kwadrans być tylko prezydentem. Musi zostać również Nawrockim.
Usłyszeliśmy więc, że „Niemcy nie potrzebowały Adolfa Hitlera, aby gardzić Polską, Polakami i polskością”, potem o antypolonizmie Republiki Weimarskiej, następnie o błędach niemieckiej polityki wobec Rosji, aż w końcu pojawiły się „niemieckie stronnictwa w Polsce” oraz historycy i politycy „wychowani przez niemieckie fundacje”.
I oto jesteśmy na Westerplatte, o świcie, w rocznicę niemieckiej napaści na Polskę, pośród grobów żołnierzy, a prezydent nie wytrzymuje i musi puścić oko do własnego elektoratu: pamiętajcie, Niemcy Niemcami, ale oni mają swoich także tutaj.
Do reparacji też wrócił. Domaga się ich od Niemiec i poprosił Donalda Tuska o wspólne działanie. Same reparacje są oczywiście tematem poważnym i można się spierać o ich podstawę prawną, szanse polityczne oraz sposób prowadzenia rozmów z Berlinem. Nawrocki zaproponował nawet, żeby pieniądze przeznaczyć na polską armię i przemysł zbrojeniowy. To przynajmniej konkret.
Tylko trudno oprzeć się wrażeniu, że człowiek, który jeszcze wczoraj w Gdańsku pouczał wszystkich o wolnych mediach, dziś przed śniadaniem zdążył już pouczyć Niemców, Europę, historyków, rząd i bliżej nieokreślone „niemieckie stronnictwa”. Prezydentura aktywna. Bardzo aktywna. Organizm nie zdążył jeszcze dostać kawy, a doktryna już pracuje.
Tymczasem kilka milionów dzieci idzie dziś do szkoły. Tam też zaczyna się nowa Polska. W podstawówkach wchodzi zakaz używania smartfonów, edukacja zdrowotna staje się obowiązkowa, ruszają elementy „Kompasu Jutra”, zmienia się podstawa programowa i sposób oceniania zachowania. Jednocześnie szkoły zaczynają rok z ponad 20 tysiącami wakatów. Państwo postanowiło więc skutecznie rozwiązać problem telefonów, zanim rozwiąże drobniejszy problem braku ludzi, którzy mieliby pilnować, żeby dzieci tych telefonów nie używały.
Dodatkowego uroku dodaje fakt, że część reformy edukacji Nawrocki wcześniej zawetował, więc MEN wprowadza to, co może, rozporządzeniami. Dzieci będą się zatem uczyły współpracy, odpowiedzialności i rozwiązywania konfliktów od dorosłych, którzy od miesięcy pokazują im, jak skutecznie nie współpracować, nie porozumiewać się i przerzucać odpowiedzialnością.
Od jutra wraca też Sejm, a tam czeka nas kolejna atrakcja. Rozwój Plus Mateusza Morawieckiego dostanie własne miejsca, pomieszczenia i pieniądze na działalność. Posłowie byłego premiera będą siedzieli między PiS a Konfederacją. Trudno było znaleźć lepsze miejsce. Morawiecki opuścił PiS, żeby stworzyć coś nowego, po czym usiadł dokładnie pomiędzy PiS a jeszcze bardziej prawicową prawicą. Rewolucja zakończyła się więc zmianą krzesła o kilka metrów.
Na działalność jego 41-osobowego klubu może przypadać około 144 tys. zł miesięcznie, zabranych z puli dotychczas przeznaczonej dla PiS. I tu nareszcie widzę program gospodarczy, który rozumiem bez pomocy ekonomisty: Morawiecki się rozwija, PiS ma mniej, a podatnik płaci tyle samo.
Żebyśmy jednak nie uznali, że świat składa się wyłącznie z naszych lokalnych idiotyzmów, noc przyniosła informację znacznie poważniejszą. Rosja szósty dzień z rzędu zaatakowała Kijów i okolice. Według porannych danych zginęły cztery osoby, czternaście zostało rannych, w tym dziecko. Pociski i drony uderzyły także w rejon Boryspola.
I może właśnie dlatego szczególnie drażni mnie polityczne ględzenie na Westerplatte.
Bo 1 września naprawdę nie trzeba nikomu tłumaczyć, czym jest wojna, agresor ani odpowiedzialność. Wystarczy spojrzeć na Ukrainę.
O szóstej rano mamy więc całkiem przyzwoity zestaw na początek września: Nawrocki walczy z Niemcami i niemieckimi stronnictwami, Morawiecki urządza sobie nowe miejsce w Sejmie, dzieciom zabieramy telefony, szkołom nadal brakuje nauczycieli, a Rosja bombarduje Kijów.
Jest dopiero kilkanaście minut po szóstej. Wrzesień wygląda na dobrze przygotowany.

Dodaj komentarz