
NOWA TRADYCJA ŚWIĄTECZNA: OPŁATEK, KARP I… WETO
W tym roku tradycyjna kolacja wigilijna w Pałacu Prezydenckim wygląda inaczej. Zamiast sianka pod obrusem – wniosek ustawodawczy. Zamiast dzielenia się opłatkiem – dzielenie włosa na czworo w uzasadnieniu weta. A zamiast kolęd: sejmowy stenogram, odczytywany uroczyście przez prezydenta Nawrockiego. Naród się wzrusza, Mentzen płacze, a Braun tnie opłatek w poprzek – bo wzdłuż to już masoneria.
Prezydent Nawrocki, najgorętszy prezent pod polityczną choinkę dla prawicy, znów zrobił to, co lubi najbardziej: powiedział „NIE”. Po raz dziesiąty? Dwudziesty? Kto by to liczył. Sejm uchwala, Senat przyklepuje, a Karol wykreowany na Nowogrodzkiej się nie cieszy – to Nawrocki: wetomaniak, hamulec hydrauliczny demokracji i ostatnia nadzieja Konfederacji, że ktoś jeszcze powie „nie” Tuskowi.
NIE JESTEM PREZYDENTEM, JESTEM NARRACJĄ
Każde jego weto to osobny mem, osobny podcast, osobna konferencja prasowa z miną: „no przecież musiałem”. Dziś wetuje podatki, jutro edukację, pojutrze może zawetuje sam siebie. Gdyby miał trochę mniej empatii, zawetowałby Boże Narodzenie – bo za dużo czerwieni i za mało wolnego rynku.
Weta Nawrockiego są tak częste, że Główny Urząd Statystyczny planuje osobną kategorię w spisie powszechnym: „czy twoja ustawa została zawetowana przez prezydenta?”. A w ministerstwach powstają specjalne komórki ds. przewidywania nastrojów Nawrockiego: co je, co ogląda, kto go ostatnio zaobserwował na X (dawniej Twitterze). Nawet AI nie daje rady.
TUSK SIĘ CIESZY, A PRAWICA… ODMIENIA PRZEZ PRZYPADKI
Oczywiście Donald Tusk nie mógł sobie wymarzyć lepszego przeciwnika. Każde weto to okazja do:
- zgrania oburzenia elektoratu,
- powiedzenia „a nie mówiłem?”,
- kolejnego wywiadu u Moniki Olejnik.
Dla Tuska to polityczne karpie – same wpłyną do wanny, wystarczy poczekać.
Tymczasem prawica… cóż. Mentzen klaszcze jak pelikan z ADHD, Braun odprawia egzorcyzmy nad projektem budżetu, a reszta Zjednoczonej Opozycji Prawicy (czy jak się teraz nazywają) udaje, że Nawrocki to nie do końca ich problem. „On jest prezydentem wszystkich Polaków, zwłaszcza tych, co czytają Konstytucję od tyłu” – mówi anonimowy polityk PiS, który nie chce ujawniać nazwiska, bo sam jeszcze nie wie, czy wróci do Sejmu.
WETO JAK WIECZERZA WIGILIJNA: ZA DUŻO, ZA SZYBKO I BEZ MARGARYNY
Wetowanie wszystkiego to polityczny odpowiednik powiedzenia: „nie będę jadł karpia, bo ma łuski”. Okej, może i ma – ale co w zamian? Rozporządzenia! Bo skoro nie można ustawą, to można rozporządzeniem. Czyli Tusk wyjmuje z zamrażarki to, czego nie przepuścił Nawrocki, podgrzewa w kuchni premiera i podaje na gorąco jako „działanie techniczne”.
W rezultacie Polska zamienia się w kuchnię bez przepisu, gdzie jeden kucharz wrzeszczy, drugi soli, a trzeci wetuje solniczkę. Trybunał? Nie działa. KRRiT? Zapomniała, że istnieje. PKW? Właśnie zainstalowała aktualizację z 2014 roku. A my, obywatele, mamy nową świętą trójcę: weto, rozporządzenie i chaos.
PRZYSZŁOŚĆ JEST TERAZ. I MA PIECZĄTKĘ: WETO
Czego życzyć sobie na Nowy Rok? Może mniej legislacji przez TikToka, mniej rozporządzeń pisanych w nocy przez stażystę i trochę więcej logiki w politycznym przedstawieniu, które z kolędą ma wspólnego tyle co Braun z Greenpeace.
Bo jeśli wszystko będzie wetem – to nic nie będzie prawem.
I tym radosnym akcentem życzymy Pałacowi Prezydenckiemu wesołych Świąt. A reszcie Polski – cierpliwości. I instrukcji obsługi rozporządzeń.
Ho, ho, ho – zawetowano Mikołaja.

Dodaj komentarz