TEATR SUMIEŃ NA SPRZEDAŻ

Warszawa

Najprostsze kłamstwo naszych czasów brzmi: „to jest proste”.

7 października 2023 roku Hamas zaatakował Izrael, mordując cywilów i biorąc zakładników – był to akt terroru, który wstrząsnął światem, ale nie był początkiem tej historii, tylko kolejnym jej rozdziałem.

A dziś, dwa lata później, mamy już nie tylko Gazę, ale wojnę Izraela i Stanów Zjednoczonych z Iranem, rozpoczętą uderzeniami na irańskie cele, która wciągnęła w konflikt kolejne państwa i grozi rozsypaniem całego regionu.

Iran odpowiada rakietami, Izrael bombarduje, USA „pomagają”, a przy okazji konflikt rozlewa się dalej – na Liban, gdzie trwa kolejna odsłona wojny z Hezbollahem, będąca już bezpośrednią konsekwencją tej eskalacji.

Wojna zatacza coraz szersze kręgi, jakby ktoś wrzucił kamień do studni i zapomniał, że fala kiedyś wraca.

Śnieg pada – trochę bez sensu, trochę dla dekoracji, jak w kiepskim serialu, w którym scenarzysta już dawno stracił wątek, ale reżyser wciąż wierzy, że widz się nie zorientuje.

Siedziałem przy biurku, patrzyłem na ekran i czytałem kolejne opinie ludzi, którzy jeszcze wczoraj byli rozsądni, a dziś stali się sędziami świata, rozdającymi wyroki szybciej niż kelner w remizie rozlewa wódkę.

Bo dziś, proszę Państwa, nie ma już ludzi. Są tylko etykiety. Nie ma rozmowy. Jest egzamin. I to egzamin z jednym pytaniem, prostym jak cep i równie brutalnym: albo jesteś z nami, albo jesteś przeciwko nam. Nie ma „ale”. Nie ma „zastanówmy się”. Nie ma „to bardziej skomplikowane”. Jest tylko szybki test moralny dla ubogich.

I teraz pytanie najważniejsze. Kto dziś jest antysemitą. Czy antysemitą jest człowiek, który neguje komory gazowe, bredzi o spiskach, tapla się w błocie uprzedzeń i historycznego kłamstwa? Oczywiście.

Ale czy antysemitą jest także ktoś, kto mówi, że to, co robi dziś państwo Izrael, jest brutalne, niesprawiedliwe i ma cechy kolonialnej przemocy. Dziś coraz częściej – też.

I w tym miejscu coś się w świecie łamie. Bo jeśli jedno i drugie wrzuca się do jednego worka, to nie mamy już kategorii. Mamy zsyp. A w zsypie wszystko wygląda tak samo. Zbrodnia. Opinia. Analiza. Wszystko leci razem.

Antysemityzm istnieje. Jest realny, obrzydliwy i groźny. Wystarczy zajrzeć w komentarze pod byle artykułem. Ale obok niego istnieje też coś, co najwyraźniej zaczęło przeszkadzać. Wrażliwość. Odruch, który każe stanąć po stronie słabszego.

I nagle ten odruch – jeszcze wczoraj uznawany za dowód przyzwoitości – dziś zaczyna być podejrzany. Bo przecież można powiedzieć, że atak z 7 października był aktem terroru. Można go potępić. Bez zastrzeżeń.

A jednocześnie można powiedzieć coś jeszcze. Że historia nie zaczęła się 7 października.

I to już jest niebezpieczne. Bo historia jest niewygodna. Nie mieści się w pasku na dole ekranu. A paski – szczególnie te w TV Republika i Trwam – nie informują. One warczą. Szczekają. Dzielą świat szybciej niż nóż dzieli kiełbasę na weselu.

Tu patrioci. Tam zdrajcy. Tu cywilizacja. Tam barbarzyństwo. A między jednym a drugim nie ma miejsca na myślenie. I wtedy zaczyna się prawdziwy spektakl.

Bo okazuje się, że przyzwoitość nie jest już czymś stałym. Jest abonamentem.

Trzeba go odnawiać. Codziennie. Trzeba mówić to, co trzeba. Wtedy, kiedy trzeba. Tak, jak trzeba. Bo inaczej wypadasz z gry. Nie pomoże życiorys. Nie pomoże dorobek. Nie pomoże to, że całe życie byłeś przyzwoity.

Wystarczy jedno zdanie nie w porę. Jedno „ale”. I już jesteś po drugiej stronie.

I wtedy zaczyna się groteska. Na scenę wchodzą nowi strażnicy moralności.

Braun – człowiek, który neguje rzeczy oczywiste – nagle występuje jako obrońca prawdy.

Mentzen – księgowy upraszczający świat do poziomu paragrafu i piwa – sprzedaje moralność jak promocję w dyskoncie.

A różnej maści europejska prawica, jeszcze niedawno flirtująca z antysemityzmem jak pijany z barową dziewczyną, dziś ustawia się w roli jego największego wroga.

Historia patrzy na to i tylko wzrusza ramionami. Bo widziała to już.

I teraz przenosimy się do właściwego miejsca tej opowieści. Do karczmy.

Bo polityka dziś to nie parlament. To karczma. Długie stoły. Śliskie od wódki blaty. Ogórki kiszone pływające w słoju jak sumienie w narodowej debacie. Ktoś wali pięścią w stół i krzyczy: „albo jesteś z nami, albo zdrajca”. Ktoś inny nalewa i opowiada o obronie cywilizacji, bełkocząc tak, że nawet ta cywilizacja zaczyna się zastanawiać, czy chce być broniona.

Ktoś sprzedaje ideologię jak kiełbasę – tanio, szybko, bez gwarancji. A gdzieś z boku siedzi człowiek, który próbuje zrozumieć. I to jest jego największa wina.

Bo on widzi jedno i drugie. Widzi historię Żydów. Widzi historię Palestyńczyków.

I nie potrafi udawać, że jedna z nich nie istnieje.

I za to właśnie dostaje etykietę. Bo dziś przyzwoitość nie polega na tym, że jesteś po stronie słabszego. Polega na tym, że jesteś po właściwej stronie narracji. A narracja zmienia się szybciej niż poglądy.

I w tej karczmie trwa spektakl. Jedni grają patriotów. Drudzy ofiary. Trzeci ekspertów. Wszyscy grają. Bo to nie jest teatr prawdy. To jest teatr objazdowy.

Z tymi samymi aktorami. Z tymi samymi tekstami. Z tą samą tandetną scenografią. Tylko publiczność się zmienia. I tylko publiczność wciąż wierzy, że to wszystko jest na serio. 

Aż w końcu orientuje się, że nie siedzi na widowni. Siedzi na scenie. I od początku grała rolę. Najmniejszą z możliwych. Rolę widza.

Bo dziś najłatwiej sprzedać nie prawdę, tylko etykietę. A najdrożej kosztuje jedno zdanie: „to jest bardziej skomplikowane”.

Bo w tym teatrze największą zbrodnią nie jest nienawiść — jest myślenie.


Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Verified by MonsterInsights