ŚWIAT W PRZECIĄGU, LUDZIE W ZIMNIE, POLITYKA W STANIE ROZKŁADU

Warszawa

Zima nie wybacza. Nie owija w bawełnę, nie upiększa. Odsłania. A pod białym puchem widać, co zgniło, zanim jeszcze spadł śnieg. Władza, która udaje siłę, jest słabsza niż kostka lodu na kaloryferze. Społeczeństwa, które udają stabilność, pękają od środka. Ludzie – samotni, starzy, przestraszeni – chowają się pod kołdrą, jakby to mogło zatrzymać świat.

Zacznijmy od imperium, które zgubiło instrukcję do demokracji. Stany Zjednoczone. W Minneapolis federalna Straż Graniczna zastrzeliła pielęgniarza – Alexa Prettiego. Dziesięć strzałów. Na ulicy. W biały dzień. Człowiek od ratowania życia zginął, bo wyglądał „podejrzanie”. To już nie jest Ameryka snów. To jest Ameryka procedur, które nie chronią obywatela, tylko system. Greg Bovino, dowódca tej groteski, został błyskawicznie oddelegowany, zanim jeszcze porządnie zdążył zapomnieć, gdzie jest.

Ale spokój – Donald Trump wysłał na miejsce swojego zaufanego św. Tomasza od Murów, czyli Toma Homana. Ten facet nie zna empatii. Zna tylko beton. Granice widzi nawet na mapie pogody. A Trump? Człowiek, który rynkiem wymachuje jak cepem. Gdyby mógł, opodatkowałby powietrze – chyba że oddychasz z odpowiednim paszportem. Jego wolny rynek to targowisko próżności, w którym lojalność kupuje się rabatem.

Tymczasem u nas, w tej naszej pięknej nadwiślańskiej galaktyce, dzieją się rzeczy, które aż dziwnie brzmią, bo są… sensowne. Polskie firmy kupują niemieckie. PESA, Morliny, Orlen. I choć niektórzy dostają orgazmu narodowego, to prawda jest mniej romantyczna – to czysty biznes. Niemcy nie krzyczą, bo głupio wychodzić na krzykacza, gdy samemu się przecenia swoje aktywa. I dobrze. Kupujmy, póki możemy. Byle nie zrobiono z tego narracji o „wstawaniu z kolan przez wykupienie zakładu produkującego kabanosy”.

A teraz Brzezinka. Auschwitz. Rocznica wyzwolenia. I Karol Nawrocki – prezydent przypadek, człowiek IPN, który pamięć traktuje jak narzędzie politycznej geodezji. Na tle Ocalałych jego obecność jest jak billboard na cmentarzu – jaskrawy, niestosowny i kompletnie zbędny. Tam trzeba być pokornym. Nie pozować. Nie lansować się na tle Ściany Straceń. Ale co zrozumie o pokorze człowiek w otoczeniu Cenckiewicza i Boguckiego? Oni historię traktują jak łom, nie lustro.

Świat mafii? Proszę bardzo. Albańska rodzina, meksykański kartel, krakowska spółka IT. Co ich łączy? Pieniądze. Pranie pieniędzy. Gry komputerowe jako zasłona dymna. Pracownicy boją się mówić, bo wiedzą, że świat nie jest Netflixem. Tu nie ma happy endów, są tylko transfery i paszporty dyplomatyczne. A państwo? Udaje, że nie widzi. Jak zawsze, kiedy coś pachnie trudnym śledztwem i brakiem bonusów.

Zima w Ukrainie to nie tylko śnieg. To dramat. Gdy Zachód marudzi na ceny ogrzewania, tam ludzie walczą, żeby przetrwać bez prądu. Rosja się cieszy. Putin, ponury magik imperium, znów liczy, że zima załatwi za niego robotę. On nie prowadzi wojny – on prowadzi upiorny rachunek zysków i strat, w którym ludzkie życie nie ma żadnej wartości. Tyle że historia już raz pokazała, że rosyjska zima może zatrzymać czołgi – ale nie zatrzyma głodu wolności.

A Wielka Brytania? Cóż, wygląda dziś jak dziadek w szlafroku, który kiedyś był królem balu. Po Brexicie został im tylko hymn i wspomnienie imperium. Teraz są w Unii… samotności. Bogaci, ale zagubieni. Dumni, ale pogubieni. A Szkoci już nawet nie krzyczą – oni szykują walizki.

I jeszcze jedna rzecz, której nie wypada pominąć. Samotność. Ta prawdziwa, codzienna. Starość nie ma dziś romantyzmu. Ma niską emeryturę, zimne mieszkanie i telefon, który milczy. Choroba? To koszt. Ból? To temat tabu. Każdy dzień wygląda jak przetrwanie. Starsi ludzie, ci naprawdę samotni, są dziś jak cienie – przesuwają się powoli między apteką a sklepem, niewidzialni dla reszty. I to też jest wojna. Tylko bez medali.

Więc tak, świat jest w przeciągu. Ale to my stoimy w drzwiach. Jeśli ich nie zamkniemy – zmarzniemy wszyscy. Tyle że jedni mają kożuchy i kominki, a drudzy – tylko nadzieję i zaciśnięte zęby.

Felietonista kończy. I jak zwykle – bez nadziei, że ktoś posłucha. Ale z obowiązku. Bo jak nie ja, to kto?


Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Verified by MonsterInsights