SOBOTA PO WYBUCHU, CZYLI JAK ŚWIAT SIĘ KOŃCZY, A MY PARZYMY KAWĘ

Warszawa

„Świat się nie kończy – świat się kompromituje. Koniec to byłby luksus.”

Sobotni poranek zaczyna się niewinnie, jak wszystkie wielkie katastrofy. Człowiek stoi przy kuchennym blacie, patrzy w czajnik, który właśnie dochodzi do wrzenia, i ma wrażenie, że to jedyny stabilny proces w całym wszechświecie. Woda wie, co ma robić. Gaz wie, co ma robić. Nawet ekspres do kawy ma swoje zasady moralne. Tylko świat – ten nasz ukochany, globalny, zglobalizowany, wyprany z rozsądku świat – zachowuje się jak klient w urzędzie skarbowym: nerwowo, bez planu i z pretensją do wszystkich.

Bo oto mamy wojnę, która – jak mawiają mądrzy ludzie od analiz – „nie ma dobrego wyjścia”. A ja bym powiedział prościej: to jest taka wojna, która wygląda jak remont łazienki robiony przez wujka Zdzisia. Najpierw miało być szybko, tanio i tylko kafelki. Potem okazuje się, że trzeba kuć ściany, wymieniać rury, a na końcu i tak cieknie.

Na Bliskim Wschodzie ktoś coś zbombardował, ktoś się obraził, ktoś odpowiedział i teraz wszyscy udają, że to było zaplanowane. Donald Trump raz mówi, że wiedział, raz że nie wiedział, raz że nie chciał, a raz że zaraz wysadzi wszystko w powietrze, ale tylko trochę i z troski. To jest styl zarządzania znany z polskich spółek Skarbu Państwa, tylko że tutaj zamiast strat finansowych mamy globalne ceny ropy i gazu, które zachowują się jak kurs akcji spółki produkującej obietnice wyborcze – rosną szybko i bez sensu.

„To już nie jest polityka – to jest kabaret, w którym klauni rozdają zapalniczki i dziwią się, że widownia się pali.”

I nagle okazuje się, że ta wojna jest „nasza”. Nasza! Jakby ktoś zapukał do drzwi i powiedział: „Dzień dobry, przynoszę państwu rachunek za konflikt, którego nie zamawialiście”. I płacimy. W paliwie, w rachunkach, w niepokoju. Bo kiedy cieśnina Ormuz się zamyka, to nie zamyka się gdzieś daleko, tylko zamyka się w portfelu przeciętnego człowieka, który patrzy na dystrybutor jak na egzamin z fizyki kwantowej – niby wiadomo, że drogo, ale nikt nie wie dlaczego aż tak.

A w tym wszystkim Trump, jak rasowy reżyser kina akcji klasy B, krzyczy na sojuszników z NATO, że są tchórzami. To jest moment, w którym człowiek zaczyna podejrzewać, że światową politykę pisze ktoś, kto kiedyś oglądał „Rambo” i uznał to za dokument. Sojusz, który miał być tarczą, zaczyna przypominać rodzinny obiad, na którym wujek najpierw wszystkich obraża, a potem pyta, kto mu pomoże przenieść lodówkę.

„Najpierw cię wyśmieję, potem cię wykorzystam, a na końcu nazwę cię sojusznikiem – i jeszcze każę ci za to zapłacić.”

Europa patrzy na to wszystko jak klient, który zamówił espresso, a dostał eksplozję. Tusk mówi spokojnie, że mamy coś na kształt wojny światowej, ale bez paniki. To jest ten rodzaj spokoju, który zna każdy pasażer samolotu, gdy pilot mówi: „mamy drobne turbulencje”, a kubek z kawą właśnie uderza w sufit.

I jeszcze Kuba, która negocjuje i rozpada jednocześnie, jakby ktoś próbował naprawić radio młotkiem. System się kończy, ale jeszcze trochę trwa, jak impreza, na której już wszyscy wiedzą, że trzeba iść do domu, tylko nikt nie ma odwagi powiedzieć pierwszy „to ja będę się zbierał”.

A gdzieś w tle Finlandia – najszczęśliwszy kraj świata. Tam ludzie mają sisu, czyli zdolność znoszenia trudów w ciszy. My mamy coś podobnego, tylko nazywa się to „przyzwyczajenie”. Finowie milczą z godnością. My milczymy, bo już nie mamy siły komentować.

I teraz proszę spojrzeć na ten absurd w całości: świat się rozpada, wojna kosztuje miliardy dziennie, ceny ropy rosną jak ambicje polityków, sojusze się kruszą, a człowiek stoi w kuchni i zastanawia się, czy starczy mu na weekendowy wyjazd.

To jest właśnie nasza epoka – epoka wielkich wydarzeń i małych decyzji. Epoka, w której historia wali drzwiami i oknami, a my sprawdzamy promocje na benzynę.

I może w tym wszystkim jest jakaś perwersyjna logika. Może świat zawsze był trochę absurdalny, tylko teraz ma lepszy marketing. Może zawsze rządzili nim ludzie, którzy najpierw coś rozwalali, a potem tłumaczyli, że tak miało być.

A my? My robimy kawę. Patrzymy na ekran. Śmiejemy się trochę, bo inaczej się nie da. Bo jeśli nie będziemy się śmiać, to zostanie tylko rachunek.

I w tym miejscu człowiek dochodzi do wniosku tak bezczelnego, że aż prawdziwego: to nie politycy zwariowali – to rzeczywistość zaczęła ich naśladować.

I to jest dopiero powód do paniki.

Bo świat może się chwiać, wojny mogą się mnożyć, a imperia mogą się rozsypywać jak herbatniki w kieszeni marynarki.

Ale system zawsze się domknie.

Zawsze znajdzie się ktoś, kto wystawi rachunek.

I najgorsze jest to, że my go zapłacimy – jeszcze dziękując, że nie był wyższy.


  1. Wanda

    Taka jest prawda , my płacimy sld nie którzy na własne życzenie .

  2. Ela Binswanger

    Świat zawsze był absurdalny, wystarczy tylko sięgnąć po książki historyczne. I zawsze tzw. Fussvolk utrzymywał tych na koniach… Człowiek jest jednym z żywiołów, jak ogień, woda, mróz, wiatr… Czasami to dobrze, a czasami fatalnie. I świat absurdu się nie skończył. Ale kiedy zaczynam odchodzić od zmysłów, gdy sobie to uświadamiam, czyli kilkanaście razy na dobę przy okazji wysłuchania wiadomości, wtedy uspokajam się myślą, jak to dawniej leczono zęby. I trochę mnie to dyscyplinuje 😉

  3. TS

    Dzień dobry. Dziękuję za felieton. Fajnie sie czyta przy porannej kawie. Sobota, wyszło słońce. Ogród już czeka na kolejny dzień pozimowej pielęgnacji.
    „Bo świat może się chwiać, wojny mogą się mnożyć, a imperia mogą się rozsypywać jak herbatniki w kieszeni marynarki.”
    A przyroda się budzi, i ma to wszystko gdzieś, nasze troski, zmartwienia, wojny, ceny. Teraz ma swój czas. Wychodzę z domu by ogrzać się jej ciepłem, wypatrywać jak niebawem wybuchnie zielenią i by choć przez kilka godzin stać sie częścią jej uporządkowanego świata.

  4. Greg Zorba

    Wojna na Bliskim Wschodzie jak remont łazienki robiony przez wujka Zdziśka: z tej perspektywy kosmicznej a raczej komicznej lepiej widać naszą rzeczywistość. 😀🙃😉

  5. halina zalewska

    No tesknie. Szukam, znajduje, ale wyrwa jest okrutna

    1. KRZYSZOF BIELEJEWSKI

      Zawsze można udostępnić

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Verified by MonsterInsights