

Zacznijmy od faktów, bo precyzja jest kluczem, gdy świat próbuje udawać, że jest normalny. Rada Pokoju zbiera się 19 lutego w Waszyngtonie, w Instytucie Pokoju Donalda J. Trumpa — tak, naprawdę tak to nazwano. A w niedzielę Trump ogłosił, że:
- zebrał już ponad 5 miliardów dolarów od państw członkowskich,
- uzyskał ich zgodę na wystawienie tysięcy żołnierzy do jego Międzynarodowych Sił Stabilizacyjnych,
- i że potencjał jego Rady jest „nieograniczony”, co brzmi jak zapowiedź kolejnego sezonu serialu, który dawno powinien zostać zdjęty z anteny.
W Waszyngtonie mają pojawić się przedstawiciele m.in. Węgier, Argentyny, Kazachstanu, Uzbekistanu, Maroka, a także delegacje z państw Bliskiego Wschodu. Putin i Łukaszenko — jak na razie — analizują zaproszenie, co w ich języku oznacza: „czekamy aż Trump zrobi jeszcze większy bałagan, żeby wejść z przytupem”.
A teraz wracamy do naszej sceny.
I tutaj pojawia się Karol Nawrocki — człowiek, który jedną ręką chciałby podpisywać traktaty atomowe, drugą wetować SAFE, a trzecią (której nie ma, ale w jego wyobrażeniu zapewne istnieje) odbierać od Trumpa nominację na namiestnika Europy Środkowo‑Wschodniej. Gdyby mógł, już dziś biegałby po Pałacu z plastikowym guzikiem „Nuclear Launch”, dumny jak dziecko, które znalazło zabawkę, której absolutnie nie powinno dotykać.
Nawrocki najwyraźniej patrzy na świat jak na plac zabaw: tylko zamiast huśtawek — głowice nuklearne, zamiast zabawek — systemy rakietowe (oczywiście kupione w USA), a zamiast piaskownicy — instytucje międzynarodowe, które chciałby rozmontować szpadlem. Jego marzenia o broni atomowej, prezydenckim ustroju i nieograniczonej władzy są tak niepokojąco dziecinne, że gdyby nie pełnił funkcji głowy państwa, można by je zignorować. Niestety — nie można.
Są takie pomysły w polityce, które pachną wielkością. Są też takie, które pachną desperacją. I wreszcie są pomysły Donalda Trumpa – pachnące mieszaniną perfum z dyskontu, mokrej amerykańskiej fantazji i lekkiej nuty szaleństwa. Jednym z nich jest Rada Pokoju. Instytucja, którą Trump ogłosił jako najważniejszą w historii świata, a która w praktyce wygląda jak prywatny klub geopolitycznych milionerów, w którym kelnerem miałby być zdrowy rozsądek.
I właśnie do tego klubu próbuje wśliznąć się Karol Nawrocki. Na paluszkach. Z nadzieją. Z błyskiem w oku. I – niestety – z pełną gotowością do wpakowania nas, Polaków, w projekt, który ma mniej sensu niż podręcznik etyki w siedzibie PiS.
TRUMP I JEGO NOWE GLOBALNE IMPERIUM
Trump ogłosił Radę Pokoju z pompą. Jak zwykle. Przedstawił ją jako organizację, która będzie „najbardziej znaczącą instytucją w historii”. ONZ? Przedszkole. NATO? Harcerstwo. WHO? Kółko plastyczne. Bo oto pojawia się on: Donald „zróbmy-to-po-mojej-myśli” Trump.
Według statutu, który mógłby pisać sam Ludwik XIV po dwóch Red Bullach, Trump jest:
- przewodniczącym dożywotnim,
- jedynym decydentem,
- strażnikiem pieczęci,
- tym, który może zapraszać i wyrzucać,
- tym, który wybiera swojego następcę (czyli zapewne siebie z przyszłości).
To nie jest organizacja międzynarodowa. To jest reality show geopolityczne.
A wisienką na torcie jest fakt, że aby w ogóle wejść do klubu, trzeba wpłacić miliard dolarów. W gotówce. Na stół. Wierzę głęboko, że Trump zainstalował tam też skarbonkę w kształcie złotego orła.
A NAWROCKI WCIĄŻ PUKA DO DRZWI, CHOCIAŻ WSZYSCY MÓWIĄ „NIE”
Polski rząd – trzeźwy, odpowiedzialny, dorosły – powiedział jasno: Polska do tego nie wchodzi. Kropka.
Tusk wyjaśnił, że nie będziemy finansować odbudowy Gazy, której nie zbombardowaliśmy. Sikorski doprecyzował, że inicjatywa jest prawnie mętna, instytucjonalnie szkodliwa i finansowo ryzykowna. I miał rację w każdym słowie.
Ale Nawrocki wciąż udaje, że tego nie słyszy. Znowu apeluje: „Panie premierze, niech pan podejmie decyzję!”. Premier już podjął. Tylko prezydent zachowuje się, jakby w jego głowie słowo „nie” było nielegalne.
Nawrocki chce jechać na spotkanie Rady. Chce błyszczeć. Chce mieć zdjęcie na tle logotypu, który wygląda jak krzyżówka godła USA z ulotką reklamującą siłownię.
NA DWORZE PREZYDENTA – FERMENT I FASCYNACJA
Prezydenccy doradcy rzucili się na projekt jak dzieci na promocję w sklepie z zabawkami:
- Przydacz marudzi, że MSZ nie przygotowuje analiz dostatecznie szybko.
- Bogucki twierdzi, że rząd jest „niepoważny”, bo nie chce wskoczyć w projekt, w którym Trump trzyma wszystkie sznurki, a reszta ma się uśmiechać.
- Cenckiewicz widzi w tym zapewne kolejną bitwę cywilizacji zachodniej z resztą świata, choć tak naprawdę to bitwa Donalda Trumpa o własne miejsce w historii.
Patrząc na tę ekipę, trudno nie odnieść wrażenia, że oni naprawdę wierzą, iż Trump zbudował instytucję, która zbawi świat. Podczas gdy reszta państw Wschodu i Zachodu zgodnie mówi: „no chyba was pogięło”.
DLACZEGO RADA POKOJU TO PUŁAPKA?
1. Finansowa katastrofa
Miliard dolarów wpisowego. Plus udział wojskowy. Plus ryzyko, że Trump w każdej chwili zmieni zdanie.
2. Polityczne szambo
Jeśli projekt podważa ONZ, Osłabia NATO i wprowadza na salony Putina – to jest to czerwona flaga wielkości Stadionu Narodowego.
3. Ego Donalda Trumpa
A jego ego ma własną orbitę. On serio uważa, że stworzył alternatywę dla ONZ. Tak jak uważał, że Grenlandia jest do kupienia, a wybory (te poprzednie) wygrał, choć ich nie wygrał.
A POLACY? POLACY MÓWIĄ: NIE, DZIĘKUJĘ
Sondaże są jasne:
- 87% czytelników „Rzeczpospolitej” mówi: absolutnie nie.
- Większość społeczeństwa ma wątpliwości.
- 14% nigdy o tym nie słyszało – co jest najbardziej zdroworozsądkową postawą w tej sprawie.
Ludzie czują, że coś tu nie gra. Że projekt, w którym:
- nie ma Palestyńczyków,
- jest Kushner,
- jest Łukaszenko,
- jest Putin (zaproszony!),
- a Trump rządzi jak cesarz, nie może być traktowany poważnie.
PODSUMOWANIE: POLSKA NIE MOŻE BYĆ STATYSTĄ W CUDZYM FOLWARKU
Trump buduje sobie własne ONZ. Prywatne. Złote. Pod siebie.
A Nawrocki chciałby, żeby Polska była elementem dekoracji. W roli kelnera z miliardem dolarów.
Nie, dziękujemy. Mamy własny kraj, własne interesy i własny rozsądek.
Trump nie będzie pisał nam polityki zagranicznej. A Nawrocki – choć próbuje – nie zmusi rządu do wejścia w pułapkę.
Świat jest dziś szalony. Ale nie aż tak, byśmy z entuzjazmem wbiegali w projekt, który brzmi jak odcinek „The Apprentice: Global Chaos Edition”.
Myśleć trzeba chłodno. Reagować trzeba mądrze. A w tym wszystkim mieć dystans, humor i świadomość, że najgłośniejszy krzykacz nie zawsze ma rację.
Zwłaszcza gdy nazywa się Donald Trump.

Dodaj komentarz