
Czwartek, dzień konferencji, dzień obfitego pieprzenia od rzeczy – czyli dzień Karola Nawrockiego. Tym razem nie w roli sędziego nominacyjnego czy strażnika świętego długopisu, ale w roli samozwańczego wizjonera geopolitycznego. Spotkał się z korpusem dyplomatycznym, żeby opowiedzieć o Europie. I jak to zwykle bywa, kiedy Karol coś mówi – nikt do końca nie wie, co on właśnie powiedział.
Z jego ust popłynęła wzniosła poezja prosto z czeluści broszur z 2007 roku. „Silna Polska w zdrowej UE” – rzekł prezydent RP, który od miesięcy sabotuje wszystko, co przypomina współpracę międzynarodową. To jakby Ziobro mówił o praworządności, Braun o szczepieniach, a Konfederacja o równouprawnieniu. Z tego samego katalogu fikcji.
Nawrocki zapewnił, że będzie „zachęcał rząd” do myślenia o Europie tak, jak on – czyli jak o gasnącej gwieździe. Tak, dobrze czytasz. UE to według prezydenta gasnąca gwiazda, zapewne dlatego, że świeci za jasno i oświetla wszystkie niedopatrzenia jego kancelarii. Oczywiście nie zabrakło też subtelnego kwiku o Zielonym Ładzie i migracji, bo bez tego nie byłoby pełnego bingo populistycznego sloganu.
A jak się kończy ta europejska epopeja? Wezwanie do reparacji. Bo wiadomo: jak nie masz wpływu na teraźniejszość, powołuj się na przeszłość. Z Niemcami najlepiej rozmawia się o II wojnie światowej – szczególnie, gdy nie masz ambasadora w Berlinie, bo nie potrafisz podpisać papierów. Nawrocki przypomniał, że dług reparacyjny nie został spłacony. A więc: nie podpisze nominacji, ale chętnie podpisze nowy rachunek z datą 1945. Logiczne? Nie. Typowe? Bardzo.
I jeszcze wisienka: powtórzył, że nie podpisze kandydatury ambasadorskiej Bogdana Klicha. Bo to przecież człowiek z doświadczeniem, z klasą, który zna dyplomację lepiej niż Karol zna alfabet NATO. A że Sikorski go popiera? Tym gorzej dla niego. W końcu prezydent RP najwyraźniej traktuje politykę zagraniczną jak zemstę na podstawie fanfików pisanych przez Przydacza.
Tymczasem w sądzie: sprawa Zbigniewa Ziobry toczy się dalej jak nieskończony sezon tasiemca. Nowy odcinek? Odroczenie. Nowy twist? Wniosek o wyłączenie sędziego. Kolejna data? 5 lutego. Ziobro wciąż poza krajem, pod opieką Orbána i własnej megalomanii. Prasa pyta: kiedy powrót? Ziobro odpowiada: „jak wróci prawo”. To jakby Palikot powiedział, że wróci do polityki jak wróci powaga.
Na arenie międzynarodowej – Trump znowu bredzi. Tym razem o Grenlandii. W jego wersji rzeczywistości to nie lodowa pustynia z zerową infrastrukturą, ale magiczna kopalnia rzadkich pierwiastków i prestiżu. I znów Europa musi się gimnastykować, czy trzymać z Ameryką, czy z własnym rozsądkiem. Polska – między Trumpem a rozsądkiem – wybiera przeważnie selfie z katastrofą.
A w Kijowie? Mieszkańcy żyją w ciemnościach, bez prądu, wody i ogrzewania. Europa wysyła wsparcie, Ukraina walczy, a w Polsce prezydent rozważa, czy Bogdan Klich zasługuje na faks.
Czwartek był więc dniem wielkich gestów, pustych słów i powtarzających się dowcipów z Sejmu, Pałacu i sądu. Jedni mówią, że Polska to kraj absurdów. Ja powiem, że to kabaret, który stracił scenariusz, ale zatrudnił Nawrockiego jako głównego aktora.
Do jutra. Albo do aktu oskarżenia.

Dodaj komentarz