PREZES ODPALA PULPIT DOWODZENIA, A PREZYDENT OTRZEPUJE KOLANA

Warszawa

To musiało kiedyś nadejść, ale nikt nie spodziewał się, że nadejdzie z takim rozmachem, z takim teatralnym trzaskiem drzwi i taką ilością dymu z Nowogrodzkiej, nawet straż miejska zaczęła sprawdzać, czy to na pewno nie pożar. Otóż nie – to tylko Jarosław Kaczyński rozpoczął swoją kolejną operację specjalną, którą roboczo można nazwać „Operacja: Karol, klękaj”. I, jak to u prezesa bywa, cała akcja jest prowadzona z finezją drwala rąbiącego sekwoję łyżeczką.

Niezawodny starzec polskiej polityki, wódz, sternik i samozwańczy zarządca Wszechświata, wypatrzył nową zabawkę: prezydenta Karola Nawrockiego, człowieka, który do tej pory udawał, że stoi dumnie i niezależnie, choć wszyscy w kraju widzieli, że jego niezależność kończy się tam, gdzie zaczyna się cień Kaczyńskiego.

Teraz prezes uznał, że czas na lekcję pokory. Że Karol za wysoko podniósł głowę. A jak wiadomo – kto podnosi głowę na Nowogrodzkiej, temu szybko pokazuje się, jak nisko może ona spaść.


SAFE, CZYLI DEMON Z EUROPY

Pretekstem stał się program SAFE – unijna pożyczka na uzbrojenie, z której Polska ma otrzymać 44 miliardy euro. Dla zwykłego człowieka to szansa na nowoczesną armię. Dla prezesa – to oczywiście diaboliczny plan Berlina, szatański mechanizm, dzięki któremu Europa zamierza zamienić Polskę w własny ogródek działkowy, a najlepiej jeszcze pobierać czynsz.

Kaczyński postawił sprawę jasno: SAFE to pułapka, spisek, kaganiec, sidła i jeszcze kilka innych metafor, z których każda brzmi, jakby wyszła z ust człowieka, który dawno nie widział świata szerzej niż przez okno limuzyny.

A potem padło to jedno zdanie, które wstrząsnęło pałacem prezydenckim:

„No to teraz, Karol, zawetuj.”

Ton prezesa nie znosi sprzeciwu. To nie prośba. To nie sugestia. To rozkaz.

A Karol? Karol zrobił swoją ulubioną minę – taką, która wygląda jak połączenie obrażonego kota, niedojrzałej mandarynki i absolwenta kursu „Jak udawać męża stanu przez 10 minut dziennie”.


HISTORIA LUBI SIĘ POWTARZAĆ, A PREZES LUBI PAMIĘTAĆ

To przecież nie pierwszy raz, kiedy Kaczyński bierze swoich ludzi „na krótką smycz”. Beata Szydło dostawała polecenia jak praktykantka w urzędzie, Andrzej Duda podpisywał wszystko, co trzeba, a kiedy trzeba było nie podpisać – też nie podpisywał. A jak ktoś się stawiał, jak Marian Banaś – wtedy wjeżdżała ciężka artyleria: służby, prokuratura, inspekcje, kontrole, a pewnie i wróżbita Maciej, gdyby zaszła taka potrzeba.

Wszyscy wiedzieli, że prezes trzyma ich za fraki, a oni pokornie wiszą.

A teraz przyszła kolej na Karola.

Człowieka ambitnego, pysznego, przekonanego, że już jest kimś. Że ma mandat, że ma poparcie, że jego nazwisko znaczy cokolwiek poza siedzibą IPN.

Kaczyński spojrzał na to z pobłażliwym uśmiechem, takim, jakim władcy patrzą na błaznów, którzy próbują naśladować monarchę.


PUŁAPKA Z KLAMRĄ IDEOLOGICZNĄ

Operacja prezesa ruszyła z pełnym impetem. Wystąpienia, konferencje, przecieki, wywiady, spin doktorzy dwoją się i troją, a telewizje związane z PiS-em wyją jak syreny alarmowe na testach obrony cywilnej.

SAFE to zło. SAFE to niemiecki spisek. SAFE to kredyt, który zamieni Polskę w kolonię. SAFE to koniec cywilizacji.

To oczywiście kompletna bzdura, bo te same osoby jeszcze niedawno SAFE popierały, głosowały, fotografowały się w jego blasku i opowiadały, jaki to przełom. Ale prezes dmuchnął w gwizdek i cała gromada zmieniła narrację w sekundę.

W końcu kto w PiS-ie odważy się mówić własnym głosem? Oni tam mają jedną strunę głosową – tę, którą co rano nastroi Nowogrodzka.


KAROL NA ROZDROŻU (ŻLE TU I ŹLE TAM)

Karol Nawrocki został wepchnięty w pułapkę. I to taką, z której nie ma dobrego wyjścia.

  1. Zawetuje SAFE – idzie na kolanach do prezesa. Wygląda jak chłopak do bicia, który nie ma własnego zdania.
  2. Podpisze SAFE – prezes go zje, pogryzie, wypluje i napisze mu nowy zakres obowiązków.
  3. Wyśle SAFE do TK – udaje samodzielność, a i tak decyzja wraca do Kaczyńskiego, który przecież Trybunał trzyma w kieszeni obok kluczy do Żoliborza.

Każdy wariant sprowadza się do tego samego: Karol wygląda jak figurant w teatrzyku kukiełkowym.

I wszyscy to widzą.


W TLE ŚWIAT SIĘ PALI, A PREZES WCIĄŻ GRA

Tymczasem na świecie wybucha wojna. Trump zasiada w swoim plastikowym tronie w Mar-a-Lago i ogłasza „duże operacje militarne”, jakby zapowiadał promocję na steki w hotelowej restauracji. Iran odpowiada ogniem. Izrael trzepie Teheran jak dywan. A w tym czasie Europa próbuje apelować o rozsądek.

A Karol? Karol pisze, że „jest na bieżąco informowany”. To ulubiona formuła polityków, którzy niewiele robią, ale chcą, by wyglądało, że robią bardzo dużo.

Można mieć wrażenie, że świat tonie, a on stoi na brzegu i notuje w zeszycie: „Fale duże. Sytuacja dynamiczna. Należy obserwować.”


A NA KONIEC… KTO KOMU WYZNACZA REGUŁY?

W tle wrze frakcyjna wojna w PiS. Morawiecki i Jaki walą się po głowach tweetami, harcerze i maślarze skaczą sobie do gardeł, a Kaczyński zakazuje im wojny… po czym spokojnie ogląda, jak ta wojna trwa dalej.

Bo w tej partii nigdy nie chodzi o temat. Nigdy nie chodzi o program. Nigdy nie chodzi o Polskę.

Chodzi tylko o jedno:

kto wyznacza zasady gry.

I dopóki prezes żyje, chodzi, mówi i macha ręką – zasady należą do niego.

A prezydent Nawrocki? On jest tylko elementem układanki. Figurą. pionkiem. Kimś, kogo można przesunąć, zepchnąć, wywalić z planszy.

Karol marzył, że będzie królem.

A tymczasem prezes właśnie pokazuje mu, że nadaje się co najwyżej na wieżę z kartonu.

I teraz cały kraj czeka nie na to, co zrobi prezydent.

Lecz na to, co każe mu zrobić prezes.


Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Verified by MonsterInsights