
Czwarta czterdzieści siedem nad ranem.
Dom śpi. Kanada śpi. Nawet pies śpi snem stworzenia, które nie zna pojęcia „geopolityka”. Tylko kot – wielki, kudłaty Maine Coon – siedzi naprzeciwko mnie jak komisja śledcza z futrem. Patrzy bez mrugnięcia. Wie, że coś się dzieje.
Przespałem ponad cztery godziny. I koniec. Organizm powiedział: „wystarczy”. Nerwy chodzą jak PKP Cargo po decyzjach z 2022 roku – niby jadą, ale nie wiadomo dokąd.
Zlazłem na dół. Przeszklony taras. Minus dwa, wiatr, pochmurno. W środku papieros, kawa i lodówka, której – jak zwykle – nie udało mi się minąć z godnością.
Dziś trzydzieste pierwsze urodziny mojej Starszej Ukochanej Córki Igi. SMS poleciał do Brukseli. Pogratulowałem też Krzysztofowi T. urodzin jego córeczki w Poznaniu. Przysłał zdjęcie. Kruszyna, żona, duma w oczach.
A ja za kilka godzin jadę do Kliniki Urologiczno-Onkologicznej. W grudniu operacja w Polsce. Teraz żona mówi: „tu też się pokaż”. I ma rację. Człowiek może udawać twardziela w felietonie. Organizm i tak sprawdzi.
Odpalam wiadomości.
I proszę bardzo.
PREZYDENT, KTÓRY POWIEDZIAŁ „NIE”
Karol Nawrocki odmówił Jarosławowi Kaczyńskiemu. Nie zgodził się, by Zbigniew Bogucki opuścił Kancelarię Prezydenta i został kandydatem na premiera.
Nie opisuję szczegółów. Już o tym pisałem. Ważne jest jedno.
Prezydent powiedział prezesowi „nie”.
W normalnej demokracji to banał. W systemie, w którym przez lata prezydent bywał notariuszem Nowogrodzkiej, to moment o ciężarze tektonicznym.
Prezes podobno długo przekonywał. Argumenty miały krążyć. Presja była. Ale tym razem czarna polewka została podana w Pałacu.
I co zrobił Jarosław Kaczyński? Nic.
Bo nie może.
Sondaże są bezlitosne. Karol Nawrocki jest dziś najpopularniejszym politykiem po prawej stronie. Może nawet w ogóle. PiS potrzebuje go bardziej niż on potrzebuje PiS-u.
Do wyborów 2027 r. prezydent ma w ręku dźwignię konstytucyjną. Może powierzyć misję tworzenia rządu, komu zechce. To nie jest detal proceduralny. To jest polityczna bomba z opóźnionym zapłonem.
Kaczyński to rozumie. Dlatego nie ma wojny. Jest kalkulacja.
AFERA WĘGLOWA: MILIARD W PROSZKU
I kiedy po prawej stronie sceny toczy się cichy pojedynek o władzę, po lewej stronie magazynu leży węgiel.
Rządowa Agencja Rezerw Strategicznych składa zawiadomienie do prokuratury w sprawie tzw. afery węglowej.
750 tysięcy ton. 1,3 miliarda złotych. 54 proc. z Kazachstanu, 31 proc. z Kolumbii, 14 proc. z Australii. Geopolityka w wersji „byle zdążyć przed zimą”.
Czterdzieści procent to miał niespełniający norm. Szacuje się, że odzyskać można około 300 milionów złotych. Reszta – niemal miliard – może być bezpowrotną stratą.
PKP Cargo, zmuszone do zerwania dotychczasowych kontraktów i wożenia głównie węgla, szacuje straty na 1,5 miliarda złotych.
To nie jest błąd księgowy. To jest styl rządzenia.
Embargo na rosyjski węgiel było konieczne. Kryzys był realny. Ludzie bali się zimy.
Ale między „działać szybko” a „działać bezmyślnie” jest różnica. Ta różnica kosztuje miliard.
PiS uwielbia opowieści o suwerenności. Problem w tym, że suwerenność bez kompetencji jest najdroższą formą patriotyzmu.
TRUMP: LOJALNOŚĆ ZAMIAST SOJUSZY
Donald Trump buduje świat według własnego alfabetu.
America First Arms Transfer Strategy zmienia zasady sprzedaży broni. Nie tylko „kto zapłaci”, lecz także „kto wierny”. Slot produkcyjny jako nagroda za lojalność.
Broń staje się narzędziem zarządzania sojusznikami.
W tym kontekście słowa Donalda Tuska, że Polska nie będzie wasalem Ameryki, brzmią jak elementarna deklaracja suwerenności.
Sojusz to umowa. Nie poddaństwo.
Nawrocki nie ukrywa sympatii do Trumpa. To nie jest tajemnica. To styl polityczny.
A między wizją partnerstwa a wizją lojalności toczy się spór o przyszłość polskiej polityki zagranicznej.
MEKSYK: KIEDY PAŃSTWO MUSI BYĆ PAŃSTWEM
W Meksyku zginął „El Mencho”, przywódca kartelu Jalisco New Generation. Administracja USA uznała CJNG za organizację terrorystyczną.
Po śmierci bossa wybuchły zamieszki. Blokady dróg. Podpalenia. Odwołane loty. Turyści uciekają.
To jest obraz państwa, które przez lata tolerowało równoległą władzę.
Jeśli państwo jest słabe, ktoś inny wypełnia próżnię. Kartel. Oligarcha. Partyjny prezes.
Historia nie znosi pustki.
SPORT, DEPRESJA, SKLEP Z DYPLOMAMI
W międzyczasie – jakby obok wielkiej polityki, choć przecież w jej cieniu – żyje normalne życie.
Oskar Pietuszewski w meczu FC Porto z Rio Ave notuje asystę, którą portugalskie media opisują jak objawienie. Jedno podanie. Jeden ruch. Sekunda decyzji. I nagle młody Polak staje się tematem dnia. W sporcie wszystko jest brutalnie uczciwe: albo piłka wpadnie, albo nie. Albo jesteś szybki, albo cię wyprzedzą.
Robert Lewandowski po wygranym meczu Barcelony kręci nosem. Strzeliłeś? Nie. Zagrałeś dobrze? „Mogło być lepiej”. Ta wieczna ambicja, to niezadowolenie z własnej formy – dla jednych kaprys gwiazdy, dla innych dowód, że mistrzostwo zaczyna się tam, gdzie kończy się samozadowolenie.
Polskie bobsleistki kończą igrzyska na 18. miejscu. Historyczny start, a jednak w ich głosach słychać frustrację. Niedosyt. Bo sportowiec nie żyje historią. Żyje sekundą. I ta sekunda bywa bezlitosna.
I nagle obok tego wszystkiego pojawia się Tomasz Sekielski. Nie z reportażem. Z wyznaniem. Mówi o depresji. O tym, że znał symptomy. Że towarzyszył żonie w chorobie. Że myślał, iż jego to nie ruszy. A ruszyło wtedy, gdy przestał czuwać.
To jest zdanie, które powinno być wydrukowane w każdym newsroomie: „Myślałem, że mnie to nie ruszy”.
Depresja nie ma barw partyjnych. Nie pyta o poglądy. Nie sprawdza sondaży. Wchodzi cicho. Siada obok. I zostaje.
We Wrocławiu semestr studiów podyplomowych można – jak opisują dziennikarze – zaliczyć w godzinę. Ministerialna kontrola miała być miażdżąca. A system trwa. „Sklep z dyplomami” działa. To jest cichy dramat państwa: papier ważniejszy niż wiedza. Tytuł ważniejszy niż kompetencje.
Ekspert od metali mówi, że złoto wciąż jest „tanie”, a srebro może eksplodować. Ludzie uciekają w kruszec, gdy nie ufają walucie świata. To zawsze jest sygnał. Gdy inwestorzy kupują złoto, znaczy, że boją się przyszłości bardziej niż przeszłości.
Mechanik ocenia używane Volvo. Jednemu modelowi daje piątkę z minusem. Innym trójkę. Konkret. Śruby, zawieszenie, korozja. Zero ideologii. Tylko fakty.
I to wszystko dzieje się równolegle.
Polityka krzyczy. Sport biegnie. Depresja milczy. Dyplomy się drukują. Srebro błyszczy. Silnik terkocze.
Polityka jest głośna. Życie jest ciche.
A to życie – to prawdziwe, bez kamer, bez konferencji – boli naprawdę.
ŚWIT
Dochodzi szósta.
Za chwilę zacznie się kanadyjski poranek. Dzieci wstaną. Świat się przeciągnie.
Prezydent powiedział „nie” prezesowi.
RARS powiedziała „sprawdzam” aferze węglowej.
Trump rozdaje nowe karty.
Kartel dostał cios.
A ja gaszę papierosa.
Kot wstaje. Przeciąga się. Patrzy na mnie tak, jakby chciał powiedzieć: „Państwo państwem. Idź na badania.”
Ma rację.
Bo nawet najbardziej dramatyczna geopolityka nie zwalnia człowieka z obowiązku dbania o własne zdrowie.
Państwo też powinno się badać.
Regularnie.
I bez ściemy.
Świt nie rozwiązuje problemów.
Ale daje światło.
A to – na poniedziałek – wystarczy.

Dodaj komentarz