POKÓJ POZORNY, WOJNA PRAWDZIWA — I POLSKIE WAHADŁO ABSURDU

Warszawa

Wieczór w Warszawie, środek dnia w Toronto, a w Polsce — jak zwykle — wahadło historii buja się między patosem a groteską. A może między wojną prawdziwą a pokojem udawanym. Bo oto obchodzimy czwartą rocznicę rosyjskiej napaści na Ukrainę: datę ciężką, symboliczną, wyrytą w mapach i sumieniach. Świat powinien dziś mówić jednym głosem. Ale zamiast tego mówi naraz pięcioma językami i siedmioma sprzecznościami.

Europa wciąż potępia, ale przestała czuć. Ukraina wciąż walczy, ale coraz częściej w samotności. Polska wciąż deklaruje solidarność, ale sondaże mówią, że z entuzjazmu zostało mniej więcej tyle, ile z radości po reformach PiS — czyli nic. A gdzieś nad tym wszystkim unosi się duch Karola Nawrockiego, który rozważa, czy wetować miliardy dla polskiej armii, bo podobno polityka się skomplikowała. Jakby kiedykolwiek była prosta.


PREZYDENT, KTÓRY BOI SIĘ WŁASNYCH POPRAWEK

To jeden z piękniejszych numerów ostatnich miesięcy: prezydent poprosił o poprawki do ustawy o SAFE, Senat je wprowadził, rząd je popiera… a teraz prezydent nie wie, czy można je poprzeć.

To tak, jakby ktoś zamówił kawę, zapłacił, położył cukier, wziął łyżeczkę, po czym spojrzał w filiżankę i powiedział:

„Może jednak herbata?”

Rozmowy rządu z Pałacem „zamarły”. Sygnały są chaotyczne. Raz mówią, że wszystko dobrze, raz że nie wiadomo, raz że PiS krzyczy o niemieckiej agenturze i zamachu na polską suwerenność.

A wszystko dlatego, że w Polsce miliardy na wojsko są mniej ważne niż polityczny kaprys.

SAFE to 43 miliardy euro na bezpieczeństwo. Ale wystarczy jeden Nawrocki z czerwonym długopisem, by zrobić z tego program UNSAFE. I nagle wszystko może utknąć, przepaść, rozlać się jak mleko — choć tym razem nie to, o którym mówił Bogucki.


EUROPA — TA PRAWDZIWA, NIE TA Z MEMÓW

Unia Europejska, przez lata obśmiewana jako klub biurokratów, dziś jest jedyną strukturą, która trzyma Zachód przy zdrowych zmysłach. SAFE, wspólne zakupy broni, przełom w polityce obronnej, miliardy na zbrojenia — to nie są sny eurokratów.

To jest największy militarny zwrot w historii UE od czasu, gdy uznała, że Erasmus jest fajniejszy niż wojna.

Tymczasem część polskiej klasy politycznej nadal myśli, że UE to sklep z tanimi metaforami o okupacji i niemieckich dominatorach, którzy czyhają na polski węgiel, polskie dzieci i polskie rowery.

A przecież Europa dziś chce jednego: żeby Ukraina przetrwała, żeby Rosja przegrała, a Polska nie zajęła się sama sobą w sposób definitywny.

To nie jest wiele. Ale dla niektórych to wciąż za dużo.


POKÓJ POZORNY — I WOJNA, KTÓRA WCHODZI DO SKLEPU SPOŻYWCZEGO

We Lwowie wybuchy. Policjanci zabici. W Mikołajowie kolejni ranni. W Dnieprze — bomba na posterunku. W Moskwie — policjant zabity na dworcu. W tle propaganda Putina, która zmywa krew słowami o „prowokacjach”.

To już nie wojna o terytoria. To wojna o nerwy społeczeństw. O strach. O chaos. Russia style.

To także pokaz bezradności Kremla. Bo kiedy armia zdobywa 30 metrów dziennie, a traci generałów zabitych hulajnogą wyładowaną ładunkiem, pozostaje tylko jedna taktyka:

„Jak nie umiemy wygrać, to chociaż wszystkich nastraszymy.”

Na Zachodzie natomiast rośnie zmęczenie. Pokój pozorny działa jak środek nasenny. Ludzie zapominają, że wojna trwa. Politycy udają, że temat chwilowo nie istnieje. A propaganda — rosyjska i domowa — szepcze: zajmijmy się sobą, Ukraina poczeka.

Tak działa erozja moralna.


POLSKIE WAHADŁO ABSURDU — OD ENTUZJAZMU DO KAPITULACJI NASTROJÓW

Był luty 2022. Kolejki na granicy. Kanapki rozdawane na dworcach. Mieszkania otwierane z odruchem serca. Byliśmy wspaniali.

Szybciej niż świat, szybciej niż Europa.

A potem… zaczęliśmy się cofać. Najpierw trochę. Potem mocniej. Teraz — tak bardzo, że według badań tylko 20 procent Polaków chce Ukrainy w NATO.

Dwudziestu procentom gratulujemy. Pozostałym osiemdziesięciu procentom składamy kondolencje — rozum najwyraźniej udał się na emigrację.

To, co zrobił PiS — lata siania nieufności, teorii spiskowych, straszenia uchodźcami — padło na żyzną glebę. Zaszczepiło się. Rozmnożyło. I zaczęło żyć własnym życiem.

A dziś populistyczna prawica w Polsce nauczyła się jednego: nic tak nie działa jak wróg zewnętrzny, najlepiej wschodni lub zachodni jednocześnie.

Braun krzyczy o zdradzie. Konfederacja o spisku. Nawrocki udaje, że rozważa weto, choć w praktyce wetowałby wodę, gdyby poprosiła go o szklankę. Część społeczeństwa kupuje to bez wysiłku.

A przecież kiedy Ukraina upadnie, my staniemy się granicą frontu. Granica frontu — nie rubieżą politycznego sporu.


ZACHÓD — TEŻ PO PROSTU ZMĘCZONY

W USA Trump robi z demokracji reality show. W Europie skrajna prawica rośnie, bo obiecuje cudowny lek na niepokój. Niby wolność, a jednak klatka. Niby pokój, a jednak strach. Zachód przeżywa kryzys prawdy, rozumu i cierpliwości.

Ale jedna rzecz trwa: kto nie rozumie, że Ukraina walczy także za nas — ten nie rozumie świata, w którym żyje.

Wojna jest testem na odwagę. Na lojalność. Na wytrwałość.

Codziennie trzeba go zdawać. Codziennie. Nie wtedy, gdy jest wygodnie.


NA KONIEC — LUSTRO, KTÓRE PĘKŁO

MOCAK, czyli Muzeum Sztuki Współczesnej w Krakowie, pokazuje dziś wystawę o polskiej duszy — miejsce, które od lat specjalizuje się w stawianiu widzowi lustra, nawet jeśli trzeba je rozbić, by coś wreszcie zobaczyć. O tym, jak z anioła gościnności staliśmy się trollem z komentarza. Lustro na końcu ekspozycji jest pęknięte. To nie metafora. To diagnoza.

W tym lustrze odbija się Polska:

  • podzielona,
  • zniechęcona,
  • podatna na strach,
  • mądrzejsza niż rządzący nią populistyczni krzykacze,
  • i jednocześnie mniej odporna, niż nam się wydaje.

Ale nawet to lustro można posklejać. Jeśli nie przestaniemy rozumieć, że wojna trwa. Że to nasz świat. Że to nasz test. Że „pokój pozorny” jest groźniejszy niż zimny front.

A przede wszystkim — jeśli przestaniemy słuchać ludzi, którzy strach traktują jak walutę, a miliardy na bezpieczeństwo jak okazję do partyjnej zabawy.

Bo wojna jest prawdziwa. A pokój — tylko wtedy, kiedy wiemy, o co walczymy.

I kiedy wahadło absurdu w końcu przestanie nami rządzić.


Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Verified by MonsterInsights