

W Pałacu Prezydenckim znów zaiskrzyło – i to nie od światełek choinkowych, lecz od tarć między „oficerami prowadzącymi” polskiej klęski strategicznej. Gdyby Karol Nawrocki rzeczywiście miał jakikolwiek radar na sygnały z rzeczywistości, już dawno zarządziłby ewakuację przez dach. Ale, jak wiemy, Nawrocki raczej woli weto niż sprzeciwić się kompromitacji.
WOJNA W DOMKU – PRZYDACZ VS. CENCKIEWICZ
Kulisy są jak z thrillera klasy B: oto Marcin Przydacz, chłopiec od międzynarodówek, postanowił zdetonować bombę personalną pod fotelikiem Sławomira Cenckiewicza – szefa Biura Bezpieczeństwa Narodowego. Dlaczego? Bo ten drugi, choć tytułowany „historykiem”, o zarządzaniu bezpieczeństwem ma mniej pojęcia niż kot o neurobiologii. Efekt? Paraliż decyzyjny, zerwana łączność z Pentagonem, kompromitacje, brak certyfikatu bezpieczeństwa i gromki rechot zza oceanu.
Gdyby nie interwencja „Gazety Wyborczej” – która, paradoksalnie, ratując Cenckiewicza, pogrążyła Nawrockiego – historia zakończyłaby się godnie: miękkim lądowaniem w Instytucie Świętych Męczenników Teczki. Ale nie. Nawrocki, niczym konserwatywny dąb w burzy faktów, uznał, że dymisja byłaby aktem kapitulacji wobec lewackiej prasy. I tak trzyma nadal przy piersi polityczne dzieciątko, które ani nie widzi, ani nie słyszy, ani nie czyta dokumentów niejawnych, bo… no cóż, nie ma do nich dostępu.
ZATRZYMANY W KORYTARZU, CZYLI SKANDAL W PENTAGONIE
Sytuacja z grudnia – klasyczny absurd w stylu Mrożka: polski attaché wojskowy gen. Krzysztof Nolbert zostaje wyproszony z rozmów z Amerykanami, bo delegacja z BBN uznała, że skoro Nolbert pracuje z ambasadorem Klichem (czyli człowiekiem cywilizowanym), to pewnie jest skażony liberalizmem i nie wolno mu uczestniczyć w kontaktach z poważnymi panami od historii alternatywnej.
Amerykanie – jak to Amerykanie – spojrzeli z konsternacją, po czym zarejestrowali: „Uwaga, Polska – brak spójności instytucjonalnej, możliwe problemy z systemem nerwowym prezydentury”.
Po powrocie do kraju generałowie Rzeczkowski i Kowalski dostali klasyczne „po łapach” – zapewne w formie słownej reprymendy oraz paczki mrożonych faktów do przełknięcia.
TAJNE PRZEZ POUFNE – PREZYDENT W CIEMNOŚCIACH
Najnowsze doniesienia brzmią jak żart z kiepskiej powieści szpiegowskiej: Cenckiewicz nie ma certyfikatu bezpieczeństwa. To znaczy – nie może czytać dokumentów, które powinien analizować, nie może słuchać briefów, których treść ma opiniować, i nie może podejmować decyzji, których skutki potem podpisuje. Geniusz administracyjnego samounicestwienia.
W efekcie gen. Bryś – jego zastępca – wie wszystko, ale nie może powiedzieć nic. Z kolei Cenckiewicz zabronił swoim ludziom kontaktu z kancelarią prezydenta. Jakby w BBN-ie zainstalowano system zabezpieczający przed zdrowym rozsądkiem.
Nawrocki w tym wszystkim dryfuje jak Titanic po spotkaniu z górą lodową. Jedyna różnica – załoga nie chce uciekać. Oni nie widzą góry. Oni widzą lodówkę.
KOSINIAK NA LODZIE, PRZYDACZ Z PLANEM, A CENCKIEWICZ… Z RECEPTĄ
Sojusznikiem Przydacza był (do pewnego momentu) Władysław Kosiniak-Kamysz, minister obrony narodowej. Ten sam, który próbuje w tej całej farsie zachować coś w rodzaju racjonalności – ale biorąc pod uwagę, że jego kariera to ciągłe balansowanie między „tak” a „może”, nie liczmy na spektakularne fajerwerki.
Wicepremier publicznie wytknął „chamstwo i kłamstwo” ludziom Nawrockiego – co, jak na język Kosiniaka, brzmi jak dziki ryk trolla z podziemi. Szkoda tylko, że przy całym tym jęku nie odciął się jasno od patologii, tylko jak zwykle zastrzegł, że „chodzi mu o dobro wojska”. Czyli, tłumacząc z dyplomatycznego na polski: „jeszcze nie czas na otwarte wojny, poczekam, aż karty spadną na stół”.
GRA POZORÓW – NAWROCKI JAK KANCLERZ Z KRESKÓWKI
A Nawrocki? W odpowiedzi na poważny kryzys kadrowy i informacyjny… obraził się na „Wyborczą” i postanowił nie zwalniać nikogo, żeby nie wyglądać na słabego. To mniej więcej tak, jakby strażak nie ugasił pożaru w remizie, bo sąsiedzi śmieją się, że nie potrafi otworzyć hydrantu.
Nawrocki coraz bardziej przypomina politycznego Ubu Króla – niezdolnego do zrozumienia świata, który wymaga czegoś więcej niż wierności partyjnym kolegom z Instytutu Pamięci Przeszłości i Dobrej Woli dla Cenckiewicza. Zamiast tego – mamy choinkę upchniętą między dymisjami, kartki z życzeniami ułożone na stosie raportów, których nikt nie czyta, oraz prezydenta, który bardziej przypomina kustosza niż gospodarza.

A TYMCZASEM TUSK… TANKUJE I RZĄDZI
Po drugiej stronie mamy Donalda Tuska, który bez dymisji i dramatu dostarcza benzynę poniżej 5,20 zł, życzenia świąteczne z godnością, a rząd, który – o dziwo – działa. Kto by pomyślał, że stabilność może być taka… odświeżająca.
Tymczasem w pałacu – trwa gaszenie pożaru wiadrem własnej pychy.
Wesołych Świąt – nawet Wam, historycy bez certyfikatu. Może w nowym roku ktoś Wam go wyda. Albo chociaż pozwoli opuścić pokój bezpieki.

Dodaj komentarz