PIĄTKOWE SEMINARIUM W STODOLE, CZYLI JAK BIELEJEWO RATUJE SĄDY, ŚWIAT I WŁASNĄ GODNOŚĆ

Warszawa

W Bielejewie w piątek znów odbyło się seminarium naukowe najwyższej rangi. Stodoła stara, deski skrzypią jak sumienie polityka przed komisją śledczą. Na zewnątrz mróz szczypał w uszy, ale mówili, że idzie ocieplenie. W Bielejewie każde ocieplenie traktuje się podejrzliwie. Bo jak coś się ociepla za szybko, to albo klimat, albo władza.

W środku pachniało kiełbasą, piwem i ambicją większą niż u Trumpa przed lustrem. Kapusta Janek siedział przy stole jak marszałek chłopskiego senatu. Stacha kroiła chleb z powagą chirurgiczną. Wacek „Kabel” już po drugim kuflu miał twarz komentatora geopolityki. Stefan „Profesor” poprawiał okulary, jakby miał zaraz ogłosić doktorat z głupoty narodowej. Pies CBA spał, ale jednym uchem słuchał. Mądrzejszy niż pół Warszawy.

– Słyszeliście, co ten Nawrocki z sądami? – zagaił Kazio „Traktorzysta”, mieszając bimber „Weto Specjalne”.

No i się zaczęło.

Projekt, który ma „realizować prawo do sądu”, wygląda – jak to ujął Profesor – „jak instrukcja obsługi młotka, którym najpierw rozbijasz zegarek, a potem dziwisz się, że nie pokazuje godziny”. Pięć lat więzienia dla sędziego, który uzna, że neo-sędzia nie jest sędzią. W Bielejewie uznano, że to jak karać listonosza za to, że zauważył brak adresu.

– To nie reforma, to hodowla strachu – mruknął Kapusta. – Jakby krowie kazać dawać mleko pod groźbą więzienia.

Profesor dodał spokojnie:
– Oni nie chcą niezależnych sądów. Oni chcą sądów zależnych od ich nastroju. A ich nastrój bywa jak pogoda w marcu. Błoto, śnieg i nagły atak słońca.

Padło nazwisko Kaczyńskiego. W stodole zrobiło się cicho jak w kościele przed zbiórką na nowy dach. Wszyscy wiedzą, że jeśli ta ekipa wróci z pełnią władzy, to sędzia będzie wybierany jak sołtys po rodzinie. A kto się sprzeciwi, ten wyleci z zawodu szybciej niż korek z butelki po komunii.

– Oni najpierw zastraszą, potem przekupią, a na końcu powiedzą, że tak chciał naród – podsumował Wacek. – Naród, czyli ich kuzyni.

A potem rozmowa zeszła na wojnę. Cztery lata od inwazji Rosji na Ukrainę. Cztery lata, a świat nadal kręci się jak pijany bąk.

– Myśleli, że Ukraina padnie w tydzień – powiedziała Stacha. – A tu cztery lata i stoją.

Putin w bielejewskiej analizie to nie strateg. To morderca w garniturze, który pomylił imperium z halucynacją. A młodzi Rosjanie, karmieni propagandą, idą na front jakby jechali na kolonię, tylko bez powrotu.

– Najgorsze, że indoktrynacja działa – westchnął Profesor. – Jakby im w głowie zrobili beton i powiedzieli, że to wolność.

O Trumpie mówiono z rozbawieniem, jak o wujku, który na weselu obiecuje, że kupi wszystkim traktory, a potem zapomina portfela. Sąd Najwyższy USA uznał jego cła za nielegalne. W stodole uznano, że to pierwszy raz, gdy ktoś powiedział mu „nie”, a on nie mógł tego zagłuszyć własnym echem.

Japonia wyciąga rękę do Rosji. Kreml reaguje jak kot, który dostał miskę, ale dalej syczy. Świat tańczy nerwowo na lodzie, który topnieje szybciej niż cierpliwość Stachy do polityków.

Była też mowa o medykach szykujących protest. W Bielejewie uznano, że lekarz w Polsce pracuje jak strażak w drewnianym lesie. Zawsze za późno, zawsze za mało, zawsze za tanio.

Na koniec Kapusta spojrzał w ogień.
– Wiecie co? – powiedział. – Sąd ma być jak studnia. Głęboka, czysta i dla wszystkich. A jak ktoś zacznie do niej sypać piach, to potem wszyscy piją błoto.

Zapadła cisza. Nawet pies CBA otworzył oko.

Na dworze mróz trzymał, ale podobno idzie ocieplenie. W Bielejewie wiedzą jedno: polityczne zimy trwają długo. Ale ludzie, jeśli nie dadzą się zastraszyć, potrafią przetrwać dłużej niż każda władza.

Bo świat to nie jest własność partii. Ani prezydenta. Ani generała z Kremla.

Świat to jest stodoła, w której trzeba razem siedzieć. I pilnować, żeby nikt nie podpalił jej w imię porządku.


Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Verified by MonsterInsights