PIĄTEK, CZYLI ŚWIAT PÓŁPRZYTOMNY

Warszawa

Piątek zaczyna się zawsze tak samo: świat próbuje podnieść się z łóżka, choć każdy widzi, że dopiero przeciąga się jak kot, który jeszcze nie zdecydował, czy dziś będzie miły, czy urządzi domowy sabotaż.

A ja? Siedzę na tarasie. W Kanadzie jest jeszcze przed szóstą rano, ciemność trzyma się szyb jak ostatni gość na imprezie, który nie zauważył, że czas wracać do domu. Dom śpi. Kot, pies, nawet lodówka chodzi ciszej. O szóstej wstaje żona – szybka, energetyczna, jakby noc była tylko przerwą techniczną. Dzieci śpią, nieświadome, że za chwilę wyrwie je ze snu szkolny obowiązek.

Kot patrzy na mnie jak teatralny recenzent: czy dziś zasługuję na jego uwagę, czy może lepiej mnie zignorować. Pies natomiast, jak zwykle, ratuje mój wizerunek, udając, że ktoś tu jeszcze darzy mnie spontaniczną sympatią.

Patrzę na Toronto, które dopiero się budzi, a w Polsce już południe. Różnica czasu przypomina mi metaforę dzisiejszego świata: jedni zaczynają dzień, inni już mają go dość.

Otwieram serwisy informacyjne. To będzie gęsty piątek.


TRUMP, IRAN I ŚWIAT, KTÓRY PŁONIE W RYTMIE POLITYCZNEGO CHAOSU

Na Bliskim Wschodzie sytuacja zmienia się szybciej niż ceny paliw na polskich stacjach. Iran wystrzelił pociski w stronę Tel Awiwu, przełamując izraelską obronę. W Dubaju i Abu Zabi słychać było wybuchy. Pocisk trafił w rafinerię w Bahrajnie. Izrael z kolei ostrzeliwuje pozycje Hezbollahu w Bejrucie.

To już nie jest „eskalacja”. To jest regularna wojna rozszerzająca się na cały region.

A pytania tylko rosną: dlaczego Trump zdecydował się na atak? Co chce osiągnąć? Czy naprawdę wierzy, że można wymienić reżim w Iranie jak filtr w klimatyzacji? Eksperci cytowani przez POLITICO mówią jasno: nie ma planu, jest impuls. I to groźniejszy niż wszystko, co dotychczas widzieliśmy.

W wywiadzie dla POLITICO Trump opowiada o Iranie, Kubie i wojnie Rosji z Ukrainą. Nie ma tam logiki – jest za to charakterystyczna dla niego mieszanina pewności siebie, niepokoju i ignorancji wobec konsekwencji.

Tymczasem zwykli ludzie cierpią najbardziej. Turyści utknęli w regionie, biura podróży odmawiają zwrotów, loty są odwoływane, a chaos tylko narasta.

To świat, w którym polityka dotyka nas bardziej bezpośrednio, niż byśmy chcieli.


W POLSCE – ZNOWU SUSKI, CZYLI NIGDY NIE JEST TAK ŹLE, ŻEBY NIE MOGŁO BYĆ GORZEJ

Jak zawsze, gdy sytuacja w kraju robi się napięta, pojawia się Marek Suski – polityczny barometr złej pogody. Tym razem zasłonił własną osobą święto Żołnierzy Wyklętych, robiąc z uroczystości prywatną wiecownię.

Politycy prawicy traktują wojsko jak scenografię. Mundur staje się rekwizytem, a żołnierze tłem do politycznych połajanek. Wojskowi patrzą na to ze stoicką rezygnacją, jak ja na kota zrzucającego kolejną doniczkę z parapetu.


KANADA – WYSPA SPOKOJU Z DROBNYMI PĘKNIĘCIAMI

Kanadyjska prasa analizuje świat z chłodnym dystansem. Tu nikt nie krzyczy, nikt nie buduje apokalipsy z byle iskry. Ale pod powierzchnią widać niepokój: konflikt na Bliskim Wschodzie traktuje się jak pożar w sąsiednim domu. Niby daleko, ale wiatr może zawiać.


EKONOMIA – ROPA W GÓRĘ, NERWY W GÓRĘ, A SPORT W DÓŁ

Na rynkach – nerwowo. Ropa drożeje, inwestorzy chowają głowy w piasek, analitycy udają, że „na pewno da się to wszystko wyjaśnić”. Kanada liczy zyski, Europa liczy straty.

A tymczasem świat sportu przynosi swoje dramaty. Koszmarna noc Polaków w Indian Wells – tegoroczny turniej tenisowy zaczyna się dla nas fatalnie. Piotr Bernaciak z „Przeglądu Sportowego” opisuje to z chirurgiczną precyzją: nie wyszło nic. Absolutnie nic.

Na szczęście z Norwegii przyszła iskierka nadziei: Kacper Tomasiak zdobył srebro mistrzostw świata juniorów. Młody skoczek zapowiada, że to dopiero początek.

Świat płonie, ale polski sport nadal próbuje utrzymać pion.


AWANTURA O SAFE, CZYLI ZŁOTA SUKIENKA, KTÓREJ NIKT NIE USZYŁ

SAFE miał być nudnym unijnym programem finansowym. Został politycznym kabaretem.

Prezydent Karol Nawrocki i Adam Glapiński ogłosili SAFE 0%, czyli plan sprzedaży złota, którego nikt nie sprzeda, ale dzięki temu – jak twierdzą – pojawi się zysk.

To księgowość życzeniowa. Operacja wygląda tak, jakby powiedzieć: „zjem ciastko, ale je zostawię – i jeszcze na nim zarobię”.

Prof. Hanna Gronkiewicz-Waltz przypomina, że rynek reaguje prosto: jeśli nagle rzuca się na niego dużo złota, cena spada. Czyli zysk wyparuje szybciej niż tweet Konfederacji po fali krytyki.

Rząd Tuska mówi: „weźmy SAFE, odbudujmy armię, działajmy”. Prezydent stoi naburmuszony, przekonany, że wymyślił genialny sposób na obejście systemu.

Efekt? Polityczny breakdance. Dużo ruchu, zero postępu.


NAWROCKI W TYM CZASIE… WALCZY O USTAWĘ ŁAŃCUCHOWĄ

Tu trzeba doprecyzować: ustawa kagańcowa, o której mówi opinia publiczna, dotyczy psów, nie mediów. I właśnie wokół niej Nawrocki tańczy polityczny taniec — nie o wolność słowa chodzi, lecz o… kojce i łańcuchy.

Zamiast zająć się bezpieczeństwem państwa, prezydent postanowił rozmontować ustawę, którą wcześniej poparła nawet część PiS. Wetował ją, tłumacząc, że kojce są „wielkości miejskich kawalerek”. Potem wrócił z własnym projektem — tak słabym, że eksperci śmiali się, iż pies mógłby się w nim co najwyżej obrócić, ale już nie położyć.

Gdy kraj prowadzi poważne rozmowy o SAFE, wojnie i gospodarce, Nawrocki negocjuje rozmiary psich wybiegów i spotyka się z Dodą oraz aktywistami, odkrywając nagle, że prawa zwierząt mogą być politycznie nośne.

To pasuje do jego stylu: gdy trzeba podejmować decyzje o miliardach — znika. Gdy chodzi o psy — pojawia się natychmiast.


GLAPIŃSKI – ALCHEMIK, KTÓRY PO DWÓCH KIELISZKACH WIERZY W MAGIĘ ZŁOTA

Adam Glapiński patrzy na złote sztabki z błyskiem w oku, jak średniowieczny alchemik przekonany, że tym razem naprawdę zamieni ołów w złoto.

Liczy, przelicza, przekłada. A rynki finansowe? Rynki rechoczą.

Bo ekonomia nie działa na zasadzie „pomyślę intensywnie i wyjdzie”.


KACZYŃSKI, NADBEREŻNY, CZARNEK – CZYLI CHAOS W PiS PRZED WEEKENDEM

W największej partii opozycyjnej wrze jak w czajniku tuż przed gwizdkiem. W sobotę działacze PiS zjadą do Krakowa, by ogłosić kandydata na premiera – półtora roku przed wyborami. To samo w sobie brzmi jak żart, ale obsada jest jeszcze lepsza.

Najwyżej stoją nazwiska dwóch polityków:

  • Lucjusz Nadbereżny, prezydent Stalowej Woli, człowiek o ambicjach większych niż stalowe konstrukcje jego miasta,
  • Przemysław Czarnek, były minister edukacji – ekspert od średniowiecza zastosowanego we współczesnej szkole.

Tak wygląda duet marzeń Jarosława Kaczyńskiego. Z jednej strony gospodarz z Podkarpacia, z drugiej – doktor od odmawiania innym praw obywatelskich.

A to dopiero początek, bo Mateusz Morawiecki organizuje w piątek własną imprezę, gdzie będzie prezentował strategię gospodarki – swoją. Niby wciąż w PiS, ale jednak „obok”. To pokazuje skalę napięć: w jednej partii mamy trzy centra dowodzenia i żadnej spójnej strategii.

Kandydaci na premiera w partii, która nie ma większości, brzmią jak kandydaci na admirała w harcerskim obozie żeglarskim. Ale w PiS naprawdę wierzą, że to kogoś poruszy.

Ten weekend będzie dla PiS jak operacja plastyczna wykonywana przy pełnym świetle: wszystko widać, nic nie da się ukryć.


RZĄD TUSKA – JEDYNA INSTYTUCJA, KTÓRA NAPRAWDĘ PRACUJE

W tym politycznym chaosie rząd Tuska robi to, co trzeba: koordynuje ewakuację, łączy resorty, reaguje bez teatralnych gestów.

Sikorski monitoruje sytuację „24 godziny na dobę”. Samoloty rządowe i wojskowe latają jak wahadła między kontynentami. To państwo działające, nie pozujące.


EWAKUACJA POLAKÓW – PRZYKŁAD, ŻE PAŃSTWO MOŻE DZIAŁAĆ

Od 1 marca ponad 2,8 tys. osób wydostało się z terenów zagrożonych wojną. W chaosie globalnego kryzysu to imponujący wynik.

Tusk nie ogłasza sukcesu. Mówi: „To nie powód do satysfakcji, to obowiązek”. I właśnie dlatego działa to wiarygodnie.


EPILOG: ŚWIAT JAK JA O SZÓSTEJ RANO

Świat dziś wygląda dokładnie tak, jak ja o szóstej rano: półprzytomny, ale zmuszony działać.

Trump majaczy o zmianie map. Iran zaciska pięści. Ormuz stoi. Rynki kręcą głową. Nawrocki tworzy ustawy, których nikt nie potrzebuje. Glapiński liczy złoto, wierząc w cud. Kaczyński szuka kandydata, który zaczaruje rzeczywistość.

A rząd – jak moja żona o szóstej – wstaje, zapala światło, ogarnia chaos, robi swoje.

Świat nie ma luksusu narzekania. Musi działać.

Ja natomiast mogę jeszcze przez chwilę posiedzieć na tarasie z kawą i psem u nogi.

I pomyśleć, że skoro cały glob potrafi funkcjonować półprzytomny, to ja też dam radę.

A piątek? Piątek jest po to, byśmy mieli weekend na dojście do siebie.


Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Verified by MonsterInsights