PĄCZEK, WETO I NOBEL DLA IDIOTY

Warszawa

W Polsce nawet pączki nie mogą być niewinne. Dawniej smażono je w smalcu, dziś w oparach politycznej obłudy. Tradycja trwa, tylko nadzienie inne: zamiast konfitury – weto, zamiast cukru – słowa Nawrockiego, klejące i ciężkostrawne.

Prezydent Karol Nawrocki znów rzucił w kraj swoje ulubione narzędzie politycznej kuchni – weto. Tym razem poszły do kosza dwie ustawy: o uznaniu mowy śląskiej za język regionalny i o rynku kryptoaktywów. Obie miały wspólny mianownik – zdrowy rozsądek, czyli substancję, na którą pałac prezydencki ma uczulenie.

W sprawie śląskiej Nawrocki orzekł, że „faktów naukowych nie ustala się głosowaniem”. Ciekawe, bo to on sam głosuje jak automat przeciwko wszystkiemu, co nie pachnie PiS-em. Mówi o „podziałach w narodowej wspólnocie”, choć to on od dawna kroi kraj jak cukiernik tort – nierówno, po liniach dawnych zaszeregowań i urazów.

Drugie weto – do ustawy o rynku kryptowalut – brzmi jak parodia racjonalności. Prezydent uznał, że nie podpisze „złego prawa, nawet jeśli zostanie przegłosowane sto razy”. No tak, ten człowiek nigdy nie podpisze niczego, co pachnie nowoczesnością, pieniędzem bez fizycznego banknotu i kontrolą niezależnej instytucji. W jego wyobrażeniu kryptowaluta to zapewne demoniczna sztuczka masonów z Doliny Krzemowej, która ma odebrać mu prawo do kolejnego przemówienia o „polskiej tradycji i wartościach”.

Na tle pączkowej obfitości – ten festiwal wet brzmi jak karnawał w wersji piwnicznej. Ślązacy mają czekać na lepszy projekt, kryptowaluty na lepsze czasy, a prezydent – jak zwykle – na kolejne zdanie, które mu podpowie Cenckiewicz. Ten ostatni, po utracie dostępu do informacji niejawnych, zachowuje się jak cukiernik bez dostępu do mąki: udaje, że wszystko jest pod kontrolą, a w rzeczywistości smaży powietrze.

Weto staje się u Nawrockiego nową religijną praktyką – jakby każde podpisanie ustawy miało grozić utratą duszy. Nie ma też wątpliwości, że podobny los czeka ustawę o programie SAFE, czyli finansowym instrumencie mającym wzmocnić zbrojeniówkę i gospodarkę. Nawrocki już przebiera nogami, żeby znowu zagrać rolę strażnika budżetu, jakby każdy eurocent z Brukseli był zakazanym owocem. Jeśli i tę ustawę zawetuje, Polska znowu stanie w miejscu – fabryki będą czekać na inwestycje, armia na modernizację, a prezydent na własne oklaski. Bruksela się zirytuje, rząd się zagotuje, a my wszyscy będziemy smażyć się w politycznym tłuszczu niekompetencji, obserwując jak z planu bezpieczeństwa zostają tylko resztki przypalonego ciasta. Dziś wetuje mówę śląską, jutro może zakwestionować istnienie pogody, bo mu nie odpowiada kierunek wiatru.

A tymczasem za oceanem Donald Trump, ten polityczny pieróg z powietrza, marzy o Pokojowej Nagrodzie Nobla. Zasłużył na nią mniej więcej tak samo, jak Sławomir Cenckiewicz na certyfikat bezpieczeństwa. Świat przewraca oczami – nie tylko Polska, ale cała Europa odmawia tej farsy. Węgry i Łotwa poparły kandydaturę Trumpa, ale tylko dlatego, że w Budapeszcie i Rydze logika od dawna siedzi na politycznym odwyku. Litwa, Szwecja, Estonia, Norwegia, a nawet Luksemburg – wszystkie grzecznie powiedziały: „niech się pan najpierw nauczy, co to pokój”.

Czarzasty, ten nasz swojski sceptyk, miał rację, gdy odmówił poparcia dla amerykańskiego idioty. I chociaż ambasador Rose teatralnie obraził się na marszałka Sejmu, to cała sytuacja przypomina dziecięcy kłótnię o lizaka: Trump chce Nobla, Rose chce uznania, a PiS chce poklasku. Wszyscy razem zasługują na dyplom z napisem: „Dobrze, że nie macie dostępu do piekarnika”.

W tym wszystkim rączy premier Tusk próbuje zachować rozsądek, niczym kucharz, który w kuchni po pożarze próbuje uratować ostatnie nieprzypalone ciastko. Sikorski rozmawia z Europą jak dorosły z dorosłymi, co samo w sobie jest odświeżające. A Żurek z Ministerstwa Sprawiedliwości miesza konstytucję z cierpliwością, żeby wreszcie z tej mieszanki wyszedł system, w którym prezydent nie będzie traktował prawa jak domowego przepisu na pączki – do zmiany wedle humoru.

I tak oto mamy piątek rano. Polska pachnie smażonym cukrem, politycy – wypaloną ambicją, a my wszyscy stoimy w kolejce po kolejnego pączka nadzianego absurdem. Wystarczy jeden kąsek, żeby przypomnieć sobie, że w tym kraju nawet słodycze mają posmak weta.


Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Verified by MonsterInsights