
Karol Nawrocki zabrał głos. A świat… dalej kręci się w tę samą stronę, choć przez chwilę mocno się zawahał.
Podczas panelu w Davos, gdzie ścierają się geopolityczne ambicje, finansowe obsesje i ciut zbyt drogie garnitury, prezydent Polski zdołał wyartykułować coś pomiędzy deklaracją lojalności wobec NATO, apoteozą transatlantyckich relacji, a litanią zdań tak okrągłych, że można by nimi grać w curling.
„Myślę, że powinniśmy ten problem rozwiązywać w sposób dyplomatyczny” — oświadczył Nawrocki w sprawie Grenlandii. I był to jeden z jego mocniejszych momentów. Bo potem było już tylko lepiej: „Relacje transatlantyckie są bardzo ważne”, „USA to nasz najważniejszy sojusznik”, „mamy największą armię w Europie Środkowo-Wschodniej” oraz klasyczne: „wierzę w polskich żołnierzy”. Nic, co nie mogłoby się znaleźć na magnesie z Cepelii.
Prowadząca panel zapytała prowokacyjnie, czy Polska odda Grenlandię Amerykanom. I co odpowiedział polski prezydent? Nic. Bo przecież nie można zdradzić stanowiska, kiedy się go jeszcze nie ustaliło. I nie ma też sensu ujawniać zdania, kiedy można je zastąpić pustosłowiem.
Z rozmowy z Karolem Nawrockim dowiedzieliśmy się, że:
- Polska ma 10 tys. amerykańskich żołnierzy na terenie kraju,
- Kupujemy amerykański sprzęt wojskowy,
- Mamy wspólnych bohaterów niepodległości,
- Czujemy się odpowiedzialni za Polskę.
Czyli nic nowego. Ale w jakim stylu! Nawrocki przypominał uczestnika wesela, który dostał mikrofon i właśnie zaczyna trzeci toast: nikt już nie słucha, ale wszyscy wiedzą, że będzie długo.
W tle całej tej opowieści roi się od absurdów: Trump zakłada Radę Pokoju (z Putinem, Kimem i Blair’em), Grenlandia ma zostać kupiona lub uwolniona, zależnie od stanu konta, a Europa, pod kierunkiem Ursuli von der Leyen, planuje być niezależna — pod warunkiem, że nikt jej nie przeszkodzi.
Tymczasem Nawrocki „docenia głos Danii” i dodaje, że „Grenlandia to punkt strategiczny między światem demokracji a Rosją”. Słowa duże, sens mały. Ale liczy się przecież nie treść, tylko ton. A ton był spokojny, chłodny, umiarkowanie zadowolony z siebie. Idealny na Davos.
Na koniec jeszcze perełka: „Jestem zadowolony z odpowiedzi Marka Rutte, że potrzebujemy Donalda Trumpa w UE”. Słowa tak dziwne, że nawet translator Google poprosił o powtórzenie.
Czy Polska zapłaci miliard dolarów za miejsce w Radzie Pokoju? Minister finansów mówi: „nie mówię tak, nie mówię nie”. Czyli klasyka. W tej grze wszyscy grają na czas, tylko zegarek należy do Trumpa.
Nawrocki błysnął intelektem, nic nie powiedział, ale przynajmniej mówił dużo. Czyli zrobił dokładnie to, co oczekuje się dziś od prezydenta RP: był, mówił, nie przeszkadzał.
I tylko szkoda, że w sprawach poważnych, takich jak wojna w Ukrainie, obecność Rosji w Arktyce czy przyszłość NATO, nadal musimy się zadowalać wersją demo przywództwa.
Ale spokojnie. „Wierzymy w dyplomację”. To nic, że inni mają czołgi i wpływy. My mamy dyplomację. I Karola Nawrockiego. Tego samego, który wie wszystko, mówi wszystko i nie mówi nic.

Dodaj komentarz