KUCHNIA POLITYCZNEGO CHAOSU — WIELOPIĘTROWA RESTAURACJA ŚWIATA, W KTÓREJ WSZYSTKO SMAŻY SIĘ NA ZBYT DUŻYM OGNIU

Warszawa

Polityka — ta polska, europejska i globalna — coraz bardziej przypomina gigantyczną restaurację, której nikt nie powinien otworzyć. Kuchnia na każdym piętrze pracuje na innym poziomie absurdu, a ogień wszędzie jest odkręcony do oporu. Przepisy dawno zagubiono, kucharze są pijani własną pychą, a kelnerzy udają, że dym to „specjalny efekt kulinarny”.

My, zwykli obywatele, stoimy w kolejce po stolik, patrząc na to wszystko z przerażeniem i lekką fascynacją, bo nic tak nie przyciąga wzroku jak katastrofa w slow motion.


PIERWSZE PIĘTRO — POLSKA: GARKUCHNIA POŻARÓW I FOCHÓW

W polskiej kuchni politycznej trwa coś pomiędzy gotowaniem bigosu a próbą wysadzenia pieca. Jarosław Kaczyński stoi tam jak szef kuchni, który dawno stracił smak, ale wciąż domaga się, by wszyscy używali jego receptury sprzed pół wieku.

Wrzucił do garnka:

  • frustrację,
  • ambicje,
  • trzy frakcje nienawidzące się nawzajem,
  • oraz Mateusza Morawieckiego, którego już nawet nie miesza — po prostu pozwala mu przywrzeć do dna.

Morawiecki wygląda jak kucharz wyrzucony z programu „MasterChef”, który nie rozumie, dlaczego nikt nie chce jego popisowej potrawy „Ja znowu premierem”. I tak biega z rondlem, szukając kamer, podczas gdy Kaczyński mówi mu:

„Dość gotowania. Zdejmij fartuch. Przyjdą młodsi.”

Młodzi? Proszę bardzo:

  • Patryk Jaki, który flambuje jak pożar rafinerii.
  • Przemysław Czarnek, wcielony piec kaflowy — dużo dymu, ciepła szkoda.
  • Bocheński, który pomylił kuchnię z laboratorium chemicznym.
  • I Błaszczak, który wszystko przypala, ale z oddaniem.

Ta kuchnia nie przestanie dymić. A ogień dokręcono tak wysoko, że nawet koty w piwnicy kaszlą.


DRUGIE PIĘTRO — UNIA EUROPEJSKA: KUCHNIA MOLEKULARNA, W KTÓREJ KAŻDY SMAŻY COŚ INNEGO

W UE trwa nieustanna degustacja „kompromisu europejskiego” — potrawa, którą można opisać jedynie jako:

gulasz z 27 składników, z których połowa się gryzie, a druga połowa próbuje przejąć garnek.

Francja chce sosu mocnego, Niemcy chcą delikatny, Włosi pryskają oliwą na wszystko, Hiszpanie domagają się smaku słońca, a Polska przez lata wrzucała do garnka kamienie i twierdziła, że to „surowce narodowe”.

Tusk próbuje teraz naprawić kuchnię, którą PiS zamienił w melinę gastronomiczną. Ale sprzątanie po takich latach przypomina czyszczenie piekarnika po wybuchu sernika.

W tle zaś rośnie presja migracyjna, ceny energii, dylematy dotyczące Ukrainy i obawy, że Trump przyjdzie z wiadrem benzyny i podpali całą kuchnię europejską.

A Bruksela robi to, co potrafi najlepiej: reorganizuje szafki.


TRZECIE PIĘTRO — USA: KUCHNIA WESTERNU, W KTÓREJ SZEF KUCHNI STRZELA DO LODÓWKI

Amerykańska demokracja przypomina dziś bar szybkiej obsługi, w którym kucharz Trump biega z patelnią, wylewa olej na podłogę i krzyczy do klientów:

„To nie ja zrobiłem bałagan! To ONI! A teraz podajcie mi nóż i dziesięć ton ceł!”

Sąd Najwyższy mówi mu, że nie wolno mu nakładać ceł na wszystko, co się rusza. Trump odpowiada, że nałoży nowe. Jeszcze większe. Z podwójną panierką.

Tymczasem amerykańska demokracja stoi na dwóch zgniłych nogach: polaryzacji i paranoi.

  • Republikanie grillują instytucje.
  • Demokraci smażą reformy na patelni, która od lat nie ma rączki.
  • A obywatele jedzą fast food polityczny i dziwią się, że boli ich żołądek.

USA przypomina restaurację, którą kiedyś nagrodzono trzema gwiazdkami Michelin, ale dziś chyli się ku zamknięciu z powodu salmonelli.


CZWARTE PIĘTRO — IZRAEL: KUCHNIA FORTYFIKOWANA

W Izraelu nie ma kuchni — jest bunkier z piecykiem.

Wojna z Hamasem przypomina niekończącą się próbę zagotowania oceanu w garnku do mleka. Każdy ruch militarnej chochli powoduje wrzenie na całym Bliskim Wschodzie.

USA dorzuca drewna, Iran doprawia rakietami, Hezbollah miesza od północy, a Netanyahu robi wszystko, by udowodnić, że tylko on zna receptę na „bezpieczeństwo”, choć potrawa, którą podaje, smakuje jak popiół.

Nikt nie ma kontroli. Każdy udaje, że ma.

To kuchnia, w której jedzenie dawno przestało być celem — teraz liczy się tylko to, aby druga strona się oparzyła.


PIĄTE PIĘTRO — INDIE: KUCHNIA AMBICJI I PRZYPRAW, KTÓRE PALĄ GARDŁO

Indie rosną jak ciasto drożdżowe przy grzejniku. Modī stawia wszystko na pełen ogień, licząc, że kuchnia narodowej dumy i technologicznej ekspansji stanie się centrum globalnej gastronomii.

Ale w tej kuchni jest też drugi przepis:

  • dyskryminacja mniejszości,
  • tłumienie opozycji,
  • budowanie kultu jednostki,
  • mieszanie nacjonalizmu z ekonomią.

To kuchnia, która może zachwycać zapachem, ale każdy, kto tam zajrzy, zauważy, że część składników trzymana jest w piwnicy.


SZÓSTE PIĘTRO — CHINY I JAPONIA: KUCHNIA WOKA I LODÓWKI ATOMOWEJ

Chiny gotują szybko, ostro i bez pytania o zgodę. Wrzucają na wok nowe alianse, nowe fabryki, nowe technologie, a świat patrzy na to z fascynacją i lękiem.

Japonia włącza chłodnię nuklearną. Zbroi się w tempie, którego nie widziała od pokoleń, bo kuchnia chińska coraz bardziej wylewa się poza swoje ściany.

A USA próbują do tego wszystkiego dolać trochę wody, żeby nie przypalić świata.


SIÓDME PIĘTRO — KANADA: KUCHNIA, KTÓRA CHCIAŁABY BYĆ PORZĄDKIEM, ALE TEŻ ZACZYNA SIĘ PRZYPALAĆ

Kanada przez lata była tym piętrem globalnej restauracji, w którym garnki ustawione były równo, wyciągi działały, a kucharze mówili „przepraszam”, zanim rozlali zupę. Kraj ładu, spokoju i grzecznej gastronomii.

Aż tu nagle wchodzi David Carney, nowy premier, który odziedziczył kuchnię wyglądającą jak stołówka po burdzie studentów pierwszego roku.

Carney zakłada fartuch i widzi:

  • zadymioną kuchenkę ekonomii,
  • przypalone garnki od inflacji,
  • migrujące składniki, które jedni chcą doprawić, a inni wyrzucić,
  • konserwatystów, którzy stoją przy drzwiach i wrzeszczą: „To byłaś ty! To twoje przypaliło!”,
  • frustrację społeczeństwa, które ma dość płacenia za kanadyjski standard życia — najdroższy zestaw dnia na kontynencie.

Kuchnia kanadyjska gotuje się na średnim ogniu, ale coraz bardziej bulgocze. A Carney, choć kompetentny, wygląda jak kucharz, który właśnie odkrył, że ktoś od lat czyścił filtry wentylacyjne… kocimi włosami.

Ale najciekawsze jest to, że Kanada — ta rozsądna, umiarkowana kuchnia świata — zaczyna być wciągana w gotowanie globalnych potraw:

  • presja USA,
  • napięcia wokół Iranu,
  • rywalizacja gospodarcza z Chinami,
  • migracja, która kołysze całym kontynentem.

To kuchnia, która bardzo chce zachować zen, ale zen się kończy tam, gdzie zaczyna się konieczność podniesienia podatków.


SIEDEM PIĘTER KUCHNI, A GDZIE MY?

My? Polska? My jesteśmy zagubioną łyżką, która utknęła między piętrami.

Za lekka, by nią mieszać coś poważnego. Za ciężka, by ją wyrzucić. Za niewygodna, by ktoś po nią sięgnął.

Ale przynajmniej Tusk stara się sprzątać po poprzednich lokatorach, którzy zamienili kuchnię europejską w skansen absurdu i smaru.

PiS zaś wrzeszczy z piwnicy:

„MY MAMY SWÓJ PRZEPIS!”

Tak, przepis na zatrucie pokarmowe w narodowej skali.


PUENTA: ŚWIAT SIĘ GOTUJE, A MY STOIMY PRZY ZLEWIE

Cała globalna restauracja działa na granicy zamknięcia przez sanepid historii.

Jedni smażą konflikty. Drudzy gotują kryzysy. Inni pieką własne społeczeństwa w piecu autorytaryzmu.

A przyszłość?

To potrawa, której nikt jeszcze nie próbował — bo wszyscy boją się, że wybuchnie przy otwarciu garnka.

Jedno jest pewne:

W tej kuchni nikt nie ma pojęcia, co robi.

A my, biedne łyżki historii, możemy tylko czekać, aż ktoś wreszcie zmniejszy ogień.

I modlić się, żeby nie spadł na nas kolejny garnek.


Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Verified by MonsterInsights