KLĘCZĄCY KRÓL KARTONU: CZYLI KILKA SŁÓW DO PREZYDENTA, KTÓRY MYŚLI, ŻE JEST MEMEM

Warszawa

Karol Nawrocki znowu zabrał głos. A szkoda. Gdyby choć raz wybrał milczenie, moglibyśmy uznać to za przejaw godności. Ale nie. Pan prezydent postanowił odgryźć się premierowi Tuskowi, stosując retorykę na poziomie konkursu na najzgrabniejszy wpis gimnazjalisty z ADHD i kontem na X (dawniej Twitter, teraz bardziej „Tfu!”).

„Trzecią dekadę pan klęczy, od Berlina po Brukselę” – napisał Nawrocki, który najwyraźnie sam pomylił wstawanie z kolan z tarzaniem się u stóp Trumpa niczym spaniel, który prosi o głaskanie. Trzeba przyznać, metafora kolan ma w jego wykonaniu charakter autobiograficzny. Bo życie Karola Nawrockiego to jedno długie, ceremonialne klęczenie: przed Kaczyńskim, przed Cenckiewiczem, przed promotorem pracy doktorskiej (Antoni Dudek), przed ścianą w Pałacu, na której wiszą portrety prawdziwych prezydentów.

W Davos Nawrocki spotyka się z Trumpem, czyli z politycznym odpowiednikiem osiedlowego narcyza po trzech redbullach. I co robi nasz Karolek? Chce do Rady Pokoju, ale boi się i zwala wszystko na rząd, Konstytucję.
Kiedy Trump deprecjonuje żołnierzy NATO i ich wysiłek w Afganistanie, wyraża opinię, ale tylko tak, żeby przypadkiem nie urazić. Zero odniesienia do żenujących słów Trumpa o żołnierzach NATO. Nawrocki tańczy wokół tematu jak nastolatek, który ma powiedzieć dziewczynie, że ją lubi, ale boi się, że dostanie bana na TikToku.

„Nie ma wątpliwości, że Polscy żołnierze to Bohaterowie” – pisze. Tak, Karolu. I właśnie dlatego trzeba mieć odwagę bronić ich honoru, a nie liczyć, czy Trumpowi się przypodobasz. Bo jak ktoś wali w NATO i drwi z misji, w której zginęli nasi ludzie, to nie piszesz posta z patosem jak z podręcznika do religii, tylko mówisz jasno: „To hańba”. Ale do tego trzeba mieć kręgosłup, a nie rurkę z makaronu.

I znów, wraca temat „wstawania z kolan”. Tyle że kiedy ktoś, jak Tusk używa tej metafory, ma na myśli niezależność, suwerenność, powrót do powagi państwa. A kiedy używa jej Nawrocki, chodzi o gesty lojalności wobec Prezesa i jego historycznego szamana Cenckiewicza.

Nie można też pominąć jego otoczenia: Marcin Przydacz, który przypomina komunikat biura prasowego dla lalek Barbie: wszystko plastikowe, grzeczne, absolutnie nierealne. I Leśkiewicz, rzecznik, który mówi o „wykorzystywaniu żołnierzy w polityce”, zapominając, że jego szef zrobił sobie z kontyngentu w Afganistanie trampolinę do wpisów okolicznościowych.

I tu dochodzimy do sedna desperacji tego hologramu prezydentury. Karol Nawrocki tak bardzo pragnie sukcesu, że gotów jest błagać Trumpa o stworzenie stałej bazy wojskowej w Polsce, jakby to był czekoladowy medal na szkolnym apelu. Jego obecność w Davos to nie dyplomacja – to pielgrzymka. Będzie prosił, klękał, może nawet zatańczy – byle tylko wziąć udział w słynnej „Radzie Pokoju” Donalda Trumpa, czyli w tym groteskowym zjeździe autorytarnej międzynarodówki z przylepionym napisem „Patriotyzm™”. Bo wie, że jak nie przywiezie do kraju jakiegoś „sukcesu”, to ludzie go wyniosą. I to nie na ramionach, tylko na taczkach.

Karol Nawrocki to prezydent hologram. Jest, a jakby go nie było. Mówi, ale lepiej by nie mówił. Spotyka się z Trumpem, ale nie potrafi powiedzieć mu ani słowa w obronie Polski. Chce wstać z kolan, ale co chwilę je ugina, jakby miał zaprogramowaną funkcję automatycznego upadku.

I co najgorsze: obraża premiera, używając języka z magazynu „Bravissimo dla patriotów”. Pisze o „Moskwie”, o „złych przyzwyczajeniach”. Aż człowiek chce mu kupić kalendarz i zaznaczyć: mamy 2026, Karolu. Czasy insynuacji i bredni o zdradzie narodowej minęły razem z różańcem, marszami i faszystowskimi ogniskami.

Chcesz, Karolu, naprawdę wstać z kolan? Zacznij od tego, że przestaniesz być politycznym pieskiem Trumpa. Przestań mylić honor z honorem dla świadka Jehowy, który nie chce powiedzieć „dzień dobry” wojsku, bo to „zbyt świeckie”. Przestań dusić Pałac w oparach resentymentu i historycznej fantazji.

A najlepiej przestań być prezydentem. Bo jak na razie, to jedyne, co ci wychodzi, to klęczenie. I to nie przed Brukselą, tylko przed własnym lękiem, że bez PiS-u znikniesz szybciej niż wpis Cenckiewicza po kolejnej kompromitacji.

I jeszcze jedno: żaden prawdziwy prezydent nie musi przypominać, że żołnierze to bohaterowie. On ich broni. Otwarcie. Nawet, jeśli to Trump musi się wtedy obrazić.

Więc wstań, Karolu. Albo przynajmniej się nie odzywaj.


Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Verified by MonsterInsights