CŁA, HAŃBA I POMARAŃCZOWY MESJASZ Z TARYFĄ W ZĘBACH

Warszawa

Kiedy Donald Trump usłyszał, że Sąd Najwyższy właśnie podciął mu skrzydełka, zrobił minę, jakby ktoś odebrał mu ostatnią zabawkę z zestawu „Prezydent Imperium”. A przecież ten człowiek od początku budował swoją wizerunkową fortecę na cłach, groźbach, pokrzykiwaniu i robieniu wrażenia, że świat handlu międzynarodowego to jego prywatna piaskownica.

No i nagle bach: sześciu sędziów – w tym troje konserwatywnych – mówi mu, że jednak nie, panie Donaldzie, nie pan tu rozdaje karty, nie pan ustala granice, a IEEPA to nie magiczny pierścień Gandalfa, którym można zatrzymać każde importowane zło, od chińskich pralek po brazylijskie spodnie.

Sąd uznał, że prezydent przekroczył swoje uprawnienia. Co za niespodzianka. Przecież Trump od lat przekraczał wszystko: granice przyzwoitości, logikę, zdrowy rozsądek, zasady handlu, strukturę zdań, a nawet sensowność własnych tweetów. To człowiek, który mógłby sprzedać Ameryce pustynię, nakładając na nią cło za wjazd piasku.

SĄD MÓWI „STOP”, A DONALD WRZESZCZY „HAŃBA!”

Reakcja Trumpa była oczywista: najpierw nazwał wyrok „hańbą”.

To zabawne. Bo jeśli ktoś zrobił więcej dla globalnej hańby w polityce handlowej, niż ten pomarańczowy narcyz z fryzurą jak kurz z odkurzacza, to trudno go znaleźć. Może Bolsonaro, ale to już osobna liga.

A jednak – i tu zaczyna się ironia tak piękna, że wręcz poezja – konserwatywny Sąd Najwyższy powiedział: dość.

W świecie, gdzie polityka potrafi upaść niżej niż skarpeta po maratonie, amerykański system potrafi jednak czasem wydać dźwięk zdrowego rozsądku. Nawet gdy na fotelu prezydenta siedzi człowiek, który myli konstytucję z menu w McDonaldzie.

PRZYPOMNIJMY SOBIE TE CELNE KABARETY

Trump traktował cła jak kij baseballowy – wymachiwał nim bez powodu, straszył wrogów, sojuszników, a czasem samego siebie.

To on wymyślił „Dzień Wyzwolenia”: 10-procentowe taryfy na prawie wszystko na świecie, jakby próbował wprowadzić globalny zakaz wjazdu tanich kubków z Ikei.

Kanadzie nakładał cła za rzekomy fentanyl. Brazylii – za Bolsonaro. Indiom – za kupowanie rosyjskiej ropy. UE – bo nie lubiła jego garniturów? Kto wie. Trump działał logiką połamanej nogi krzesła.

W jego głowie cło było narzędziem negocjacyjnym, którym można grozić Grenlandii, żeby ją kupić.

Przypomnijmy: ten człowiek naprawdę chciał kupić Grenlandię. Serio.

A CO NA TO ŚWIAT?

Unia Europejska odetchnęła tak, jakby ktoś otworzył okno w zadymionej sali po konferencji energetycznej. W Brukseli mówią: stabilność handlu! przewidywalność! Zaufanie! – choć każdy wie, że Trump i stabilność to jak śnieg w Bielejewie w maju.

Wielka Brytania udaje, że wszystko jest w porządku. Kanada z kolei – przy okazji, pozdrawiam z mojego malowniczego stanowiska obserwacyjnego – mówi z ulgą: wreszcie ktoś to zatrzymał. Minister Dominic LeBlanc wręcz promienieje, bo jego kraj dalej pamięta trąbę powietrzną, jaką były taryfy na stal i aluminium.

Azja – pełna elegancji i powściągliwości – mówi wprost: oni już szykują plan B. Bo Trump bez ceł to jak Putin bez imperialnych fantazji – nie istnieje.

RYNKI TEŻ ODDYCHAJĄ

Wall Street, która przez lata żyła w rytmie trumpowskich humorków, wreszcie mogła spojrzeć na przyszłość bez ciśnienia jak w szybkowarze. Indeksy poszły w górę. Dolar w dół. Nadzieja na niższą inflację wzrosła jak ciasto drożdżowe w piekarniku.

W Kanadzie inwestorzy reagują podobnie: spokojniej, rozsądniej, jakby ktoś zdjął z nich ciężar patrzenia na świat przez soczewkę trumpowskiej licytacji.

Bo kiedy USA przestają straszyć taryfami, biznes od Tokio po Toronto zaczyna oddychać. Wreszcie nie trzeba analizować każdego kaprysu prezydenta jak prognozy pogody w lutym.

ALE UWAGA – PLAN B

Trump już zapowiedział, że ma plan B. I tu świat zbiorowo przewraca oczami.

Plan B Trumpa brzmi zawsze tak samo:

  1. krzyknąć coś o bezpieczeństwie narodowym,
  2. nakładać cła z innej ustawy,
  3. udawać, że to wszystko genialna strategia.

To jak klejenie pony taśmą klejącą – niby jedzie, ale cały autobus się trzęsie.

NIEPEWNOŚĆ – NAJGORSZA WALUTA

Amerykańskie, europejskie i azjatyckie firmy mają dość tej nieprzewidywalności. Każdy importer zastanawia się teraz, czy dostanie zwrot ceł, czy może jednak nie. Czy będzie bałagan, o którym mówił nawet sam sędzia Kavanaugh.

W USA to będzie chaos na 170 miliardów dolarów. Trump twierdził, że nie da się tego odkręcić. Jak nie da się? Da się. Tylko trzeba znać prawo, a nie improwizować politykę gospodarczą jak pokaz talentów.

Trump dostał po łapach. Sąd Najwyższy przypomniał mu, że Stany Zjednoczone mają konstytucję, a nie jednego człowieka z manią wielkości.

Świat – trochę drwiąc, trochę z ulgą – obserwuje, jak cła sypią się jak domek z kart. Rynki oddychają. Inwestorzy od Tokio po Toronto przestali nerwowo drżeć.

A Trump? Trump zawsze będzie Trumpem. Kolorowym bałaganem politycznym. Człowiekiem, który uważa, że świat jest jego planszą do Monopoly, a cła to plastikowe domki, które można przestawiać wedle uznania.

Ale jest też cudowna puenta:

prawo dalej potrafi działać, nawet wtedy, gdy prezydent nie potrafi czytać między wierszami własnej ustawy.

I za to można Amerykę kochać – za to, że nawet najbardziej pomarańczowego idiotę potrafi czasem utemperować nie mieczem, lecz paragrafem.


Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Verified by MonsterInsights