



Sobotni wieczór sprzyja podsumowaniom. Gazeta już przeczytana, herbata stygnie, a Polska – jak to Polska – znów stoi przed lustrem historii i poprawia sobie krawat zrobiony z taniego błyszczącego metalu. Z daleka połysk, z bliska tombak. Złoto, jak zwykle, gdzie indziej.
LEGENDA PRZYJECHAŁA. EPIZOD ZOSTAŁ
Najpierw więc scena główna, niemal teatralna. Wołodymyr Zełenski w Warszawie. Człowiek-instytucja, prezydent w bluzie, której nie zmienił na garnitur nawet dla królewskich pałaców. Polityczna supergwiazda czasów wojny, człowiek, który nie uciekł, nie pękł, nie zniknął w bezpiecznym kraju z ciepłym światłem i dobrym Wi‑Fi. Został w Kijowie, gdy inni liczyli godziny do jego śmierci. Historia już pisze biografię, a podręczniki ostrzą pióra.
I oto on, legenda w ruchu, przyjeżdża do Warszawy. A tu czeka Karol Nawrocki – początkujący prezydent z ambicją większą niż doświadczenie i z przekonaniem, że skoro gospodarz, to może urządzić pokaz siły. W jego otoczeniu podobno mówiono o „rzuceniu na kolana”. Cóż za metafora. Problem w tym, że na kolanach klęczy raczej wyobraźnia autorów tej narracji.
Nie było żadnego zwycięstwa. Nie było remisu. Było spotkanie człowieka, którego zna cały świat, z politykiem, którego świat musi dopiero wyszukać w Google – i to z dopiskiem „Poland”. Nawrocki mógł pojechać do Kijowa. Mógł zdobyć swoją pierwszą prawdziwą gwiazdkę – nie na epoletach, lecz w biografii. Wybrał Warszawę i drobne gesty podszyte kompleksami. Efekt? Otarł się o legendę. I tyle. Złoto zostało tam, gdzie spadają rakiety.
SONDAŻE, CZYLI MATEMATYKA ZIMNEGO PRYSZNICA (DWA BADANIA, JEDNA DIAGNOZA)
Sondaże są jak termometr: nie służą do tego, by się z nim kłócić, tylko by zrozumieć, że gorączka to nie „spisek farmacji”. A w tę sobotę Rzeczpospolita podała nam dwa pomiary nastrojów, które razem układają się w jedną – dość brutalnie klarowną – opowieść o tym, kto w 2025 roku jedzie na politycznym wózku widłowym, a kto już tylko stoi na palecie i udaje, że to „strategiczna pozycja”.
SONDAŻ NR 1: „KTO JEST LIDEREM POLSKIEJ PRAWICY?” – PRZEKAZANIE PILOTA
Badanie SW Research dla rp.pl (panel on-line, 800 osób, 16–17 grudnia 2025) zadało proste pytanie: kto jest dziś liderem polskiej prawicy? I tu proszę – żadnych metafizyk, żadnych przemówień o „wartościach”, tylko liczby, jak młotek w stół.
- Karol Nawrocki: 28,9 proc. wskazań.
- Jarosław Kaczyński: 19,0 proc.
- Sławomir Mentzen: 9,1 proc.
- Grzegorz Braun: 6,2 proc.
- Krzysztof Bosak: 4,7 proc.
- Inny polityk: 2,4 proc.
- Nie mam zdania: 29,5 proc.
To nie jest „delikatna korekta”. To jest wymiana tabliczki na drzwiach. Kaczyński przegrywa z Nawrockim o 9,9 punktu procentowego – i to w pytaniu, które jest czystą esencją prawicowej tożsamości: „kto prowadzi stado?”. Prezes, który przez lata był jednocześnie pasterzem, psem pasterskim i – gdy trzeba – wilkiem w owczej skórze, nagle przestaje być „tym jedynym”. W tej liczbie jest więcej politycznej historii niż w tysiącu partyjnych akademii.
Ale w tej tabelce jest też druga wiadomość, jeszcze ciekawsza: prawie 30 proc. nie ma zdania. Czyli prawica – wbrew swoim legendom o monolicie – jest dziś dla ogromnej części ludzi niewyraźna, rozmyta, jak zdjęcie robione telefonem w metrze. Nie ma twarzy, ma piksele.
SW Research dorzuca też dane demograficzne, które pozwalają zobaczyć, gdzie Nawrocki „działa” najmocniej:
- Za lidera prawicy uważa go 26 proc. kobiet i 32 proc. mężczyzn.
- Najmocniejszy wynik ma w grupie 35–49 lat: 35 proc.
- Szczególnie często wskazują go osoby z dochodem powyżej 7000 zł netto: 37 proc.
- Relatywnie najmocniej wybija się w miastach 20–99 tys. mieszkańców: 38 proc.
To się świetnie składa w psychologiczny portret zjawiska: Nawrocki nie jest „lidermem idei”, tylko lidem funkcji. On jest prawicy potrzebny nie dlatego, że ma program, ale dlatego, że ma urząd i weto – czyli narzędzie. Prawica, która w Polsce zawsze lubiła silną rękę (nawet jeśli ta ręka była przyklejona do tekturowej postaci), znalazła sobie dziś „silną pieczątkę”.
A Mentzen, Bosak i Braun? Są jak trzy różne gatunki hałasu:
- Mentzen – głośny kalkulator emocji, niby nowoczesny, ale wciąż w tej samej sali gimnastycznej.
- Bosak – wiecznie w garniturze ideologicznym o kroju sprzed dekady.
- Braun – polityczny sabotażysta, którego „projekt” polega na tym, żeby nikt niczego nie zbudował.
Ich wyniki razem wzięte dają 20 proc. (9,1 + 6,2 + 4,7) – czyli tyle, ile sam Kaczyński. Prawica ma więc dziś paradoks: ma kilku krzykaczy, ale nie ma jednego kapitana – poza prezydentem, który wygrywa głównie dlatego, że siedzi na mostku.
SONDAŻ NR 2: „KTO BYŁ NAJWIĘKSZYM WYGRANYM I PRZEGRANYM 2025 ROKU?” – RACHUNEK SUMIENIA
Drugi sondaż (Pollster dla „Rzeczpospolitej”/rp.pl – w tekście RP podany jako sondaż wskazań) to już nie pytanie o „lidera plemienia”, tylko o bilans roku. Kto w 2025 wyszedł z politycznej burzy w płaszczu, a kto bez butów.
WYGRANI 2025 (zwycięzcy)
- Karol Nawrocki: 29 proc. – najczęściej wskazywany wygrany.
- Donald Tusk: 12 proc. – drugie miejsce.
- Radosław Sikorski: 6 proc. – trzecie.
- Dalej: Grzegorz Braun: 5 proc., Sławomir Mentzen: 4 proc., Włodzimierz Czarzasty: 3 proc.
- Joanna Senyszyn i Jarosław Kaczyński: po 2 proc., Krzysztof Stanowski: 1 proc., „ktoś inny”: 1 proc., brak zdania: 20 proc.
Nie trzeba być wybitnym statystykiem, żeby zobaczyć, co tu się dzieje. Nawrocki jest „wygranym” w oczach wielu dlatego, że wygrał wybory i ma urząd – to proste jak karta wyników. Ale druga rzecz jest ważniejsza: Tusk jest drugi i to nie jako „spryciarz od PR”, tylko jako szef rządu, który kończy rok z najwyższym poparciem KO w sondażach partyjnych i z formalnie posprzątanym szyldem (połączenie PO z Nowoczesną i Inicjatywą Polska pod marką KO). To jest „wygrana instytucjonalna”: mniej chaosu, więcej struktury.
A Sikorski na trzecim? To sygnał, że ludzie doceniają sprawczość w dyplomacji – reakcje, komunikaty, twarde zdania bez histerii. W normalnych krajach to standard. U nas – po latach dyplomacji w trybie „obraź się i wyjdź” – wygląda jak objaw cywilizacji.
PRZEGRANI 2025 (najwięksi przegrani)
- Rafał Trzaskowski: 37 proc. – pierwsze miejsce w rankingu przegranych.
- Zbigniew Ziobro: 20 proc.
- Szymon Hołownia: 19 proc.
- Dalej: Mateusz Morawiecki: 6 proc., Krzysztof Bosak: 1 proc., Władysław Kosiniak-Kamysz: 1 proc., „ktoś inny”: 4 proc., brak zdania: 12 proc.
Tu obraz jest jeszcze bardziej czytelny, bo RP przypomina kontekst: Trzaskowski – mimo że wygrał pierwszą turę wyborów prezydenckich – przegrał drugą 49,11 do 50,89 proc. i to najmniejszą różnicą w historii. To nie jest polityczna porażka „na zawsze”, ale to jest porażka, która boli najbardziej: na milimetry, na rzęsę, na niedowiezioną emocję. I ludzie to pamiętają – w polityce przegrana o włos wcale nie jest „prawie wygraną”. To jest wygraną Nawrockiego.
Ziobro jako przegrany – tu mechanizm jest prosty i brutalny: Sejm uchylił mu immunitet i zgodził się na zatrzymanie i areszt w związku z Funduszem Sprawiedliwości, a on wyjechał na Węgry i dziś krąży po Europie, tłumacząc, że wróci, gdy „wróci prawo”. To jest narracja jak z taniego thrillera: uciekinier opowiada, że nie ucieka, tylko „prowadzi misję”. Społeczeństwo w większości czyta to inaczej.
Hołownia – trzeci wśród przegranych – płaci za politykę w stylu telewizyjnego „formatu”: chwytliwa, ale nietrwała. 4,99 proc. w wyborach, utrata marszałkowania w listopadzie – i już jest w rankingu tych, którzy nie dowieźli obietnicy bycia nową jakością.
A Kosiniak-Kamysz? Ten jeden procent wśród przegranych jest jak metka: mała, ale mówi wiele. PSL bywa w polityce jak zespół obrotowy: kręci się tak, żeby zawsze stać przodem do wiatru. Tyle że czasem wiatr zmienia kierunek szybciej niż obrotówka wyrabia. I wtedy widać tylko plecy.
Wniosek z obu sondaży naraz jest dość bezlitosny: prawica ma dziś lidera od funkcji (Nawrocki), a obóz rządowy ma liderów od zarządzania (Tusk) i od sprawczości (Sikorski). Jedni sprzedają emocję i tożsamość, drudzy – państwo jako usługę. W 2025 roku widać, że coraz więcej osób zaczyna kupować to drugie.
PRAWO, TRYBUNAŁ I RACHUNEK ZA DEMOLKĘ
Wyrok TSUE w sprawie Trybunału Konstytucyjnego otwiera puszkę Pandory, którą PiS z dumą wcześniej podpalił. Setki wyroków do podważenia, lata bałaganu, prawna próżnia. To nie jest problem teoretyczny – to realne ludzkie sprawy, realne pieniądze, realna niepewność. Sprzątanie po tej ekipie przypomina remont po pożarze: najpierw trzeba wyrzucić zgliszcza, dopiero potem myśleć o nowych ścianach.
PREZYDENCKIE WETO I BUDŻETOWA GRYMASA
Spór o budżet i prezydenckie weto? Klasyka gatunku. Instrument polityczny używany jak klakson w korku – głośno, nerwowo i bez realnego wpływu na sytuację. Państwo jednak jedzie dalej, bo musi. Nawet jeśli ktoś siedzi na tylnym siedzeniu i próbuje kręcić kierownicą.
ŚWIAT ZEWNĘTRZNY: BEZ ZŁUDZEŃ
Amerykański wywiad studzi emocje: cele wojenne Putina pozostają bez zmian. Nie ma tu miejsca na naiwność. Rosja nie chce kompromisu, chce dominacji. Putin pozostaje tym, kim jest – mordercą w garniturze i z mapą imperium w głowie.
A Trump? Jak zwykle ego większe niż atlas świata, ambicje szybsze niż myśl i głupota podszyta przekonaniem o własnej genialności. Nawrocki może się nim chwalić do woli – wzajemność tej „znajomości” istnieje wyłącznie w wyobraźni.
DROBNIEJSZE AKCENTY, ALE ZNACZĄCE
Atak na polski konsulat w Brukseli – reakcja Sikorskiego szybka i jednoznaczna. Tak wygląda normalność w dyplomacji. Problemy sędziego Radzika i ruch Żurka – kolejny rozdział porządkowania państwa po latach prawnego freestyle’u. Nawet reforma ortografii mówi nam coś o czasie: zmiany są potrzebne, ale muszą być przemyślane. Inaczej kończą jak niektóre ustawy poprzedniej władzy – niezrozumiałe i do poprawki.
NA KONIEC
Sobotni bilans jest więc jasny. Polska może przestać błyszczeć jak tombak, jeśli przestanie udawać złoto. Legend nie tworzy się konferencjami w Warszawie, tylko decyzjami w trudnych miejscach i chwilach. Jedni zapisują się w historii czynami, inni – przypisami. I to jest jedyna różnica, która naprawdę ma znaczenie.

Dodaj komentarz